Putin obwiniał wszystkich, Tusk był bezbarwny
Z prof. Włodzimierzem Marciniakiem z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk, członkiem polsko-rosyjskiej grupy ds. trudnych, rozmawia Anna Wiejak
Równolegle do rozmów premiera Donalda Tuska z premierem Władimirem Putinem została zorganizowana konferencja, w której reprezentanci służb wywiadu rosyjskiego urządzili festiwal szkalowania Polski i fałszowania historii.
– Wystąpienia na konferencji prasowej świadczą o tym, że premierzy w pewien sposób kwitują raczej brak porozumienia, niż mają do zakomunikowania jakieś rzeczywiście optymistyczne informacje. Byłem trochę zaskoczony, że Władimir Putin w czasie konferencji prasowej zaczął wygłaszać dosyć długą tyradę na temat genezy II wojny światowej, w zasadzie idąc krok wstecz nawet względem tego, co było w artykule w „Gazecie Wyborczej”, bo tam wydusił z siebie, że można potępić pakt Ribbentrop – Mołotow, a tutaj takie stwierdzenie się nie pojawiło. Cała konferencja przebiegła w duchu „wszyscy są winni”, i to rzeczywiście współgrało z tą konferencją, która się trochę wcześniej odbyła w Moskwie. Sensowne byłoby, że już skoro Putin przyjeżdża do nas 1 września, to wypadałoby, aby uczynił w naszym kierunku jakiś gest, a widać, że ma skrępowane ręce. Są jakieś granice, których nie może czy nie chce, a w każdym razie nie przekracza. To wyraźnie widać, i ta konferencja zabrzmiała jak przypomnienie Putinowi o tym, a przynajmniej takie było można odnieść wrażenie. Wypowiedź premiera Donalda Tuska jak zwykle była bezbarwna.
Nie było żadnego odzewu po tym, jak zostaliśmy oskarżeni o współpracę z Hitlerem w rozbiorze Czechosłowacji…
– Tak. Niczego tutaj nie było. Premier Putin wymieniał nazwy powiatów frysztackiego i cieszyńskiego. Można by wymienić nazwy powiatów zajętych przez Armię Czerwoną i dłużej by trwało to przypomnienie. No, nie jest to chlubna karta w dziejach Polski i nikt tak nie twierdzi, w przeciwieństwie do strony rosyjskiej, która wręcz podnosi pakt Ribbentrop – Mołotow do rangi jakiegoś działania w imię racji stanu, szczególnie racjonalnego i rozsądnego.
Jak to się ma do oświadczenia, że obydwaj premierzy uznali rekomendacje grupy ds. trudnych?
– Premierzy nie powiedzieli dokładnie, o co chodzi. Mowa była o jakichś centrach, i to można było odnieść wrażenie – jakichś badawczych. Zatem ja nie wiem, w jakim sensie i stopniu to odpowiada na rekomendacje. Rozumiem, że premierzy uznali, że coś trzeba zrobić. W sprawie Katynia to nie kwestie badawcze są decydujące, tylko ażeby w Rosji zaczęto stosować prawo i z jednej strony jest to prosta i oczywista sprawa, z drugiej – jak się okazuje – niezwykle trudna. Wypowiedzi były dosyć niejasne i trudno z nich coś wnioskować.
O jakie dokumenty mogło chodzić Władimirowi Putinowi, kiedy mówił o zasadzie wzajemności w odtajnianiu dokumentów?
– Tego nie wiem. Wydaje mi się, że jest to po prostu kontynuowanie linii, iż obie strony muszą iść na ustępstwa. Może to tylko wykręt? Trudno powiedzieć… Konkretnie mówiąc, to nie wiem, gdyż różne dokumenty chętnie ujawniliśmy, np. dotyczące losów jeńców sowieckich, i niewiele z tego wynika, bo wielu autorów rosyjskich uparcie twierdzi, że dokumentów tych nie widzieli i nie czytali.
Jak Pan ocenia w tej chwili możliwość współpracy ze stroną rosyjską po tej konferencji, po tych oświadczeniach, tzw. liście do Polaków?
– To jest najważniejszy problem i w sumie najtrudniejszy. Strona rosyjska bez najmniejszego skrępowania, w sposób rozwiązły zademonstrowała wszystkie swoje kompleksy i urazy, nie zastanawiając się nad tym, co dalej. Prawdę powiedziawszy, wolałbym się teraz powstrzymać od wypowiadania na ten temat. Ale rzeczywiście powstał poważny problem, którego wcześniej w takiej skali nie było, ponieważ takiej kampanii to sobie nie przypominam.
Dziękuję za rozmowę.
