Platforma zbliża się z Lewicą
Z dr. Marcinem Zarzeckim z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Kardynała
Stefana Wyszyńskiego w Warszawie rozmawia Paulina Jarosińska
Pierwszy wywiad dla prasy Donalda Tuska po wyborach prezydenckich to feeria
życzeń i deklaracji dotyczących domniemanych sukcesów rządu.
– W komentarzu do wywiadu Donalda Tuska dla "Wprost" posłużyłbym się schematem
piramidy, to znaczy od ogólnego wrażenia, które wybija się na pierwszy plan, do
konkretnych słów premiera. Cały wywiad łącznie z otoczką w postaci galerii zdjęć
jest elementem marketingu politycznego. Premier najwyraźniej hołduje tezie, że
polityk jest dziś niejako tworem marketingu politycznego, a dbanie o wizerunek
staje się czymś fundamentalnym. Donald Tusk w wywiadzie próbuje się zastrzegać,
że nie buduje swojej pozycji politycznej w oparciu o sondaże i techniki PR, ale
niestety ten wywiad świadczy właśnie o tym. To właśnie dzięki marketingowi
politycznemu Platforma tak długo rządzi. Trzeba przyznać, że premier wyczuwa
koniunkturę. Jedną z podstawowych zasad, dzięki którym Tusk może mieć dobre
samopoczucie i swoistą pewność siebie, jest budowanie własnego wizerunku jako
jedynego spokojnego i rozsądnego wśród wszechobecnego chaosu i kołtunerii (czyli
przeciwników politycznych z prawej strony sceny politycznej).
W rzeczy samej, szef czołowej partii opozycyjnej Jarosław Kaczyński jest w
oczach Donalda Tuska przede wszystkim człowiekiem, który potrafi jednoczyć ludzi
pod sztandarem "negatywnych emocji". Z "infantylną i radykalną" Lewicą natomiast
jest możliwa według niego przyszła koalicja.
– Jeżeli premier będzie dezawuował jedyną partię realnie zagrażającą mu w
kolejnych wyborach, najważniejszą partię opozycyjną, to będzie to poważny błąd
strategiczny. Wszelkie pseudonapięcia pomiędzy SLD a Platformą będą tylko
sondowaniem partii rządzącej w celu przesunięcia granicy dla lewicowych
postulatów będących możliwą podwaliną pod przyszłą potencjalną koalicję. Jedyną
partią opozycyjną jest PiS. Bagatelizowanie tak poważnego przeciwnika i
budowanie jego fałszywego wizerunku jest również związane z marketingiem
politycznym. Jeżeli nie można argumentami pokonać przeciwnika, to najlepiej użyć
argumentów ad personam i wmawiać społeczeństwu, że ten elektorat budują tylko
radykałowie albo niewykształceni. Nie jest to nowa taktyka i nie jest ona
również zbyt finezyjna, ale jest konsekwentnie stosowana również przez wiele
mediów. Specjalnie zapomina się o tym, jak dobry wynik w wyborach prezydenckich
uzyskał Jarosław Kaczyński. A wynik ten świadczy o silnym i lojalnym elektoracie
Prawa i Sprawiedliwości. Partia opozycyjna skupia wokół siebie rzesze ludzi,
którzy nie tylko wyrażają swoje niezadowolenie z rządów Platformy, ale
rzeczywiście popierają PiS.
Taktyka budowania negatywnego wizerunku elektoratu przeciwnika nieraz
dowiodła swej skuteczności…
– Niektórym spośród niezdecydowanych wyborców udaje się w ten sposób wmówić, że
wybierając Platformę, są w tej lepszej części społeczeństwa, ponieważ nie są
fundamentalistami, ale ludźmi umiarkowanymi. Platforma właśnie na tym buduje
własny elektorat – na odciąganiu wyborców od pozostałych partii poprzez
wmawianie im, że tylko ona jest gwarantem ładu i spokoju. Chcąc być partią
"pomiędzy", nigdy się nie dookreśli. Będąc zawsze pomiędzy czymś a czymś, tak
naprawdę lawiruje się w jakimś niebycie politycznym. W wywiadzie dla "Wprost"
Donald Tusk daje do zrozumienia, że chce być takim "mężem stanu" nieangażującym
się po żadnej stronie w konflikcie, ale mającym na wszystko wyważoną odpowiedź
przy jednoczesnym stwierdzeniu, że jego przeciwnicy polityczni to agresywni
radykałowie.
Nawet na pytania o politykę zagraniczną Donald Tusk odpowiada, że to Jarosław
Kaczyński nie rozumie pojęć i nie rozróżnia awanturnictwa od skutecznego
działania. Tymczasem w kwestii polityki międzynarodowej czy śledztwa
smoleńskiego skutecznego działania władz zdecydowanie nie widać.
– W zakresie polityki międzynarodowej wszelkie decyzje podejmowane przez rząd, a
pewnie w przyszłości również przez prezydenta, będą podyktowane naszymi
relacjami z Rosją, które już od jakiegoś czasu nie są budowane na zasadzie
partnera, ale na zasadzie petenta. Rząd Donalda Tuska prezentuje politykę
wycofywania się z bycia aktywnym graczem na arenie międzynarodowej. Polski rząd
zrezygnował z jakiejś przestrzeni suwerenności politycznej. Widać to również w
kwestii śledztwa smoleńskiego (tutaj słowa Tuska, że jesteśmy w tej materii
zależni od "współpracy z Rosją" są tylko potwierdzeniem tych wszystkich decyzji
i działań, w których strona polska konsekwentnie pasuje). Można zapytać
premiera: czy skuteczne działanie polega na koniunkturalizmie uzależnionym od
sondaży wyborczych? Nie sądzę, by kierowanie się taką zasadą mogło zagwarantować
Polsce sukces. To, o czym mówi Donald Tusk, to tylko polityczny "make-up", a nie
skuteczne działanie związane z umocnieniem państwa na arenie międzynarodowej.
Ciągle brakuje konkretów i proszę zauważyć, że nie ma obecnie w Polsce
publicznego, otwartego dyskursu na temat finansów publicznych i szeroko pojętych
kwestii społecznych.
Premier Tusk zapewnia, że potrzebny jest czas, a Platforma nie jest i nigdy
nie była partią wielkich reformatorów. I zaraz zgłasza obietnicę refundacji in
vitro, pod co grunt był przygotowywany m.in. w poprzednim numerze "Wprost".
– Platforma szykuje sobie grunt pod koalicję z Lewicą, i to właśnie prognozuje
ta deklaracja. Chcąc zdobyć kolejnych wyborców, szuka ich w środowiskach
lewicowych. W jej interesie jest przyciąganie zwolenników innych partii i
utrzymanie tych sympatyków, których już zdobyła elastycznością. Najkrócej
mówiąc: chodzi o to, by każdy, kto nie ma jakoś specjalnie sformułowanych
poglądów, mógł znaleźć coś dla siebie w programie PO. Partia rządząca rzuca co
jakiś czas hasła-klucze i niekonsekwencja w ich definiowaniu i deklaracjach z
nimi związanych ma służyć przeciągnięciu na swoją stronę jak najszerszego
światopoglądowo elektoratu.
W ocenie szefa PO nie ma żadnych poważniejszych napięć wewnątrz partii.
Tymczasem z naszych informacji wynika, że premier ostro walczy z Grzegorzem
Schetyną o wpływy w strukturach ugrupowania.
– W Platformie od początku obowiązuje taktyka, że nie mówi się o żadnych
konfliktach, a jeśli one są zbyt widoczne, by im zaprzeczać, to wówczas nie
komentuje się ich. Konflikty w Platformie to nie żaden mit, są one już od dawna.
Wypowiedzi Tuska na ten temat również mają na celu budowanie spójnej wizji
partii, której przewodzi – w jej szeregach, zdaje się mówić Tusk, nie dzieje się
nic niepokojącego.
Dziękuję za rozmowę.
