Paweł Miter na prezesa

TVP zapowiedziała skierowanie do prokuratury zawiadomienia o popełnieniu
przestępstwa przez Pawła Mitera. Ten 25-latek, absolwent politologii z
Wrocławia, podszywając się pod szefa Kancelarii Prezydenta RP Jacka
Michałowskiego, wysłał do prezesa zarządu TVP e-mail, w którym polecił siebie
jako zdolnego i ambitnego dziennikarza chętnego podjąć pracę w telewizji,
podkreślając przy tym osobiste poparcie i sympatię, jaką cieszy się u prezydenta
Bronisława Komorowskiego.

List ministra Jacka Michałowskiego (który oczywiście nie miał z tą sprawą nic
wspólnego), z licznymi błędami ortograficznymi, nie wzbudził żadnych wątpliwości
u prezesa telewizji i otworzył Miterowi drzwi gabinetów ważnych dyrektorów na
ul. Woronicza 17 w Warszawie. Z wielką estymą przekazywali go sobie wzajemnie w
celu załatwienia protegowanemu różnych formalności, przyjmując jako oczywistą
oczywistość, że "człowiekowi prezydenta" należy się praca, płaca, własny program
oraz szacunek i wsparcie. I tak nikomu nieznany wcześniej Paweł Miter, jako
protegowany prezydenta RP, załatwia sobie w telewizji kontrakt na 39 tysięcy
złotych, który obejmuje autorski program publicystyczny na antenie TVP 1, jeździ
służbowymi samochodami, otrzymuje stałą przepustkę do najważniejszych miejsc w
telewizji.
Z pewnością prokuratura znajdzie teraz na niego odpowiedni paragraf. Wszak to
oszust i na dodatek recydywista, gdyż już wcześniej podszył się podobno pod
cudze nazwisko w internecie. Ale nie jest to jednak banalny oszust, gdyż Paweł
Miter zapewnia, że to, co wymyślił, było prowokacją mającą na celu sprawdzenie,
czy rzeczywiście telewizja publiczna jest wolna od nacisków politycznych. Kiedy
więc dojdzie do sprawy sądowej, może się okazać, że na ławie oskarżonych powinny
się znaleźć zupełnie inne osoby, które przekroczyły swoje uprawnienia.
Równocześnie trudno będzie nie potwierdzić faktu, że Paweł Miter, działając na
własną rękę, chcąc nie chcąc, kogoś wyręczył i w sumie wykonał kawał dobrej
roboty. Czy nie tak właśnie powinny działać tajne służby nastawione na
wykrywanie korupcji i nepotyzmu w spółkach Skarbu Państwa? Czy nie tak właśnie,
"pod przykryciem", działał słynny agent Tomek z CBA, ośmieszony i w końcu
zdekonspirowany przez salon III RP? A co na sukces Mitera powie nam Pitera…,
minister odpowiedzialna w rządzie za walkę z korupcją? No ale to oczywiście
insynuacja, ponieważ telewizja publiczna nie ma nic wspólnego z polityką rządu,
jest tak samo niezależna i niepolityczna jak Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji
z przewodniczącym Janem Dworakiem, nominatem prezydenta RP.
Paweł Miter miał mieć swój program pt. "Rozmowa na krawędzi". Wystarczyło
powołać się na znajomość z prezydentem RP, by "na krawędzi" dostać pieniądze na
program i miejsce w ciasnej ramówce. Pomysł przyjęto z zadowoleniem, gdyż nowy
program mógł szybko zastąpić likwidowany właśnie cykl publicystyki Jana
Pospieszalskiego "Warto rozmawiać". Zdjęcie z anteny nadawanego przez kilka lat
programu Jana Pospieszalskiego i wprowadzenie nowego, z nikomu nieznanym
prowadzącym, to dwie decyzje połączone jedną, tą samą, wyłącznie polityczną
motywacją.
I tak jest dziś w olbrzymiej większości spółek Skarbu Państwa. Koalicja rządowa
traktuje je jak dojne krowy. Firmy te to łup polityczny dla prominentnych
członków partii rządzącej. To pełne prestiżu miejsca do szybkiego dorobienia się
dużej i łatwej forsy bez zbędnego przemęczania się i bez żadnej
odpowiedzialności. To najlepszy sposób na wyciągnięcie wszelakich korzyści:
rzeczowych, finansowych, protekcyjnych (stałe wysokie pensje, premie, diety,
wycieczki zagraniczne za darmochę na antypody, fuchy dla znajomych i kumpli,
prezenty za przetargi, wysokie odprawy z chwilą odejścia z pracy). A kiedy
spółka upadnie, to można na niej nieźle zarobić podczas prywatyzacji. Jest
szansa zatrudnienia się w takiej sprywatyzowanej spółce. Ci, którzy
prywatyzowali polski przemysł metalowy, hutniczy, wydobywczy, papierniczy,
banki, sektor paliwowy, skorzystali z tej szansy. Dziś są dyrektorami, a nawet
współ- i właścicielami. Ci najwięksi macherzy (nie mylić z moherami!),
pomysłodawcy i realizatorzy prywatyzacji w Polsce, jak np. Janusz Lewandowski,
otrzymywali zaś prestiżowe (?) europejskie stanowiska komisarzy w UE.
To wskutek partyjnych nominacji w spółkach PKP nastąpił krach na polskich
kolejach. We wszystkich zarządach kolejowych spółek znaleźli się ludzie
niemający nic wspólnego z kolejnictwem. Podobni dyletanci rządzą gospodarką
wodną i tylko czekać, kiedy dojdzie w Polsce do tsunami po zawaleniu się zapory
we Włocławku. To dlatego upada LOT, gdyż w ciągu ostatnich 5 lat dobijało go aż
11 prezesów z politycznego nadania. Pamiętamy też, jak w 2006 roku
przewodniczącym Rady Nadzorczej PLL LOT był wybitny specjalista od cywilnego
lotnictwa Lufthansy Władysław Bartoszewski. W latach 2008-2010 doradzał też LOT
inny specjalista od lotniczego międzynarodowego transportu – Jan Lityński,
obecnie doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego. Wymyślono mu fuchę pod
nazwą "mediator sporów, doradca do spraw społecznych".
Telewizja publiczna jest tak samo źle zarządzana jak inne spółki Skarbu Państwa.
Paweł Miter, powołując się na życzliwość prezydenta, mógłby bez większego
wysiłku zatrudnić się w każdej takiej spółce, a nawet nimi kierować.
 

Wojciech Reszczyński
 

Autor jest komentatorem w Programie 3. Polskiego Radia SA.

drukuj