Metryki zidentyfikują nierzetelnych urzędników
Kończy się era anonimowych urzędników, którzy bezkarnie "gnębili"
petentów, wydając decyzje nie zawsze zgodne z prawem. Rozwiązaniem ma być tzw.
metryka administracyjna zakładana w procesie decyzyjnym. W myśl nowych przepisów
metryka będzie częścią akt sprawy i będzie obowiązkowa, a także na bieżąco
aktualizowana.
Każdy urzędnik będzie zobowiązany podpisywać się pod swoją decyzją w tzw.
metryce administracyjnej, która będzie zakładana przy każdej prowadzonej
sprawie. W metryce znajdą się nazwiska wszystkich osób, które miały jakikolwiek
związek z podjęciem decyzji administracyjnej. Zgodnie z intencją ustawodawcy ma
to zakończyć erę ukrywania i bezkarności urzędników winnych łamania prawa.
Ponadto bez względu na czas, jaki minął od wydania decyzji, będzie można
precyzyjnie ustalić nazwiska urzędników, którzy uczestniczyli w przygotowaniu
decyzji od początku poprzez sposób załatwienia sprawy i opiniowanie czy
zatwierdzanie decyzji.
Kij ma dwa końce
Jak podkreśla ustawodawca, w odróżnieniu od obecnie obowiązującego prawa bez
problemu będzie można sięgnąć po dane urzędników, którzy wpływali na treść
ostatecznej decyzji. Zatem jasne będzie, kto np. stoi za bezprawną odmową
przyznania renty czy pozwolenia na budowę. Przypomnijmy, że od 17 maja br.
zgodnie z ustawą o odpowiedzialności majątkowej funkcjonariuszy publicznych
każdy urzędnik za błędnie wydaną decyzję może stracić nawet roczną pensję.
Wcześniej muszą być jednak spełnione pewne warunki, m.in. odwołanie od decyzji
do sądu, który musi unieważnić wyrok lub potwierdzić, że wydano go z rażącym
naruszeniem prawa. Ponadto sąd musi uznać, że działanie urzędnika było celowe
bądź wynikało z niedbalstwa lub niedopełnienia obowiązków. Dopiero wówczas,
kiedy prawomocną decyzją sądu Skarb Państwa lub samorząd zostaną zobowiązani do
wypłaty odszkodowania, winny urzędnik będzie musiał oddać do budżetu państwa
pieniądze, które wypłacono poszkodowanemu. Urzędnik będzie zatem zmuszony
zapłacić za błędne decyzje w przypadku, kiedy naruszyły one prawo, co zostało
potwierdzone przez sąd.
Nowe przepisy budzą jednak kontrowersje wśród prawników, którzy przypominają, że
każdy kij ma dwa końce. Choć stoją oni na stanowisku, że jest to pewna forma
rozwiązania problemu odpowiedzialności pracowników administracji, którzy
uczestniczą w procesie wieloetapowego wydawania decyzji administracyjnych, to
jednak nowe prawo ma swoje mankamenty. Przypominają, że z decyzją
administracyjną jest tak, że z reguły nie wydaje jej jeden urzędnik, ale kilku,
i dopiero na końcu osoba upoważniona do działania w imieniu organu
administracyjnego składa podpis. Tego typu przepisy prawne są odpowiedzią na
sytuację, w której mamy poczucie, że administracja jest bezkarna w przypadku,
gdy łamie prawo, a urzędnicy wolą czasem złamać prawo, niż wydać decyzję zgodną
z żądaniem obywatela petenta, którego z różnych względów traktują nonszalancko
bądź nawet z arogancją i poczuciem bezkarności. W ocenie mecenasa Piotra
Kwietnia, na gruncie obecnie obowiązujących przepisów mamy do czynienia z czymś,
co należałoby nazwać nadużyciem prawa, wynikającego z pełnienia obowiązków
organu władzy. Tyle tylko, że obecnie obowiązujące przepisy nie są stosowane.
Jako przykład podaje ministrów czy dyrektorów odpowiedzialnych za prywatyzację,
którzy byli ścigani za niedopełnienie obowiązków służbowych bądź też ich
przekroczenie podczas procesów prywatyzacyjnych, natomiast na co dzień w kraju
nie ściga się urzędników, którzy popełniają wykroczenia. Przywołuje tu przykład
sprawy przedsiębiorcy Romana Kluski: w tym przypadku ostatecznie żaden z
urzędników skarbowych nie został pociągnięty do odpowiedzialności. – Owszem,
można tworzyć nowe przepisy, nowe kodeksy, ale co z tego. Dopóki nie zmienimy
swego podejścia, dopóki w głowach władzy publicznej nie zmieni się homo
sovieticus, niewiele da się zrobić – ocenia mecenas Kwiecień. Wszystko zatem
wskazuje na to, że również w przypadku tzw. metryk administracyjnych możemy mieć
do czynienia z kolejnym martwym prawem. – Najpierw trzeba zmienić moralność
urzędnika i wyrobić w nim poczucie służby. Tymczasem zasadniczo w Polsce
administracja nie służy obywatelom, tylko ich gnębi. Obywatele jakoś próbują
sobie z tym radzić, omijając prawo czy też urzędy ze wszystkich stron i taki
błogostan intelektualny trwa. Owszem, od czasu do czasu ktoś wpadnie na pomysł,
by przeforsować nową ustawę, która ma coś zmienić. Tymczasem prawo rzadko kiedy
jest tym, co jest napisane w ustawach, ale prawo to jest to, co ludzie uważają
za słuszne i konieczne, czego bezwzględnie starają się przestrzegać – zauważa
mecenas.
Wygrywa pogląd
– niech zostanie tak jak jest
Choć obywatele często mają świadomość praw, jakie przysługują im w urzędach, to
mimo to zachowują się biernie, prosząc o decyzje. Wiedzą bowiem, że za chwilę
mogą mieć kłopoty z innego powodu. Omijanie prawa nadal jest w Polsce dość
powszechną praktyką. – Jeżeli obywatel ma rację w jednej sprawie i słusznie
czegoś żąda od urzędu, to często obawia się, że jeżeli będzie to robił w zbyt
przekonujący i ostry sposób, to urząd zrobi mu kontrolę i może się okazać, że w
innym aspekcie swojej działalności popełnił jakieś wykroczenie. W tej sytuacji
wygrywa pogląd – niech lepiej zostanie tak jak jest, a urzędnicy skrzętnie to
wykorzystują – podkreśla prawnik. Jego zdaniem, wynika to z chęci korzystania z
sytuacji, które ułatwiają nam życie. – Skoro studenci, także studenci prawa,
ściągają na egzaminach, to czemu się dziwić. Można zatem powiedzieć, że nasze
społeczeństwo jest wychowane na pewnego rodzaju kłamstwie i obłudzie, co wcale
nie oznacza, że zmiany nie są konieczne – argumentuje mecenas Piotr Kwiecień.
Ważne zatem, by zwracać baczniejszą uwagę na moralność publiczną. Przede
wszystkim społeczeństwo powinno zdawać sobie sprawę, że to od nas samych zaczyna
się problem. Na przykład w niektórych szkołach plagą jest ściąganie. Tymczasem
jak ściągamy, to kłamiemy, a jak kłamiemy, to znaczy, że jesteśmy gotowi
poświęcić dobro wyższe, prawdę, na rzecz chwilowego sukcesu, czyli np. zdania
egzaminu. To z kolei przekłada się na nasze zachowania w dorosłym życiu. – W
takim układzie każda ustawa dyscyplinująca urzędników, którzy żyją i działają we
wspomnianych warunkach, bez zmiany mentalności nas wszystkich po prostu się nie
uda – ocenia Kwiecień.
Nad nowelizacją kodeksu postępowania administracyjnego pracuje obecnie Senat.
Mariusz Kamieniecki
