Kim są – do czego dążą?
Prezydencja niemiecka i próby powrotu do traktatu konstytucyjnego wywołały ożywioną dyskusję i liczne oświadczenia.
Jedno z nich wydało w tej sprawie porozumienie Lewica i Demokraci. Oświadczenie podpisali M. Borowski, W. Olejniczak, J. Onyszkiewicz i W. Witkowski, a więc osoby pełniące w różnych okresach najwyższe funkcje w państwie, tj. ministrów, posłów, marszałków itd.
Niewątpliwie osoby te znają prawo i rozumieją zachodzące we współczesnej Europie i w świecie procesy. A skoro tak, to wiedzą, że proponowany traktat konstytucyjny został już odrzucony w referendum przez narody francuski i holenderski. Pisanie więc tryumfalnie w oświadczeniu, że: „Myliła się koalicja PiS, LPR i Samoobrony, a także Platforma Obywatelska głosząc, że traktat ten jest już martwy i broniąc Traktatu Nicejskiego…”, co najmniej zastanawia.
Czyżby ci panowie nie znali podstawowych zasad demokracji i nie wiedzieli, że w tym ustroju suwerenem jest naród, a najwyższą jego formą referendum? A skoro tak, to traktat konstytucyjny jest już trupem politycznym i legislacyjnym, a wszelkie próby ponownego narzucenia go narodom, które powiedziały „nie”, jest przejawem arogancji i gwałceniem praw wolnych narodów do stanowienia o sobie.
Kolejnym nadużyciem jest stwierdzenie w oświadczeniu, że „nasze społeczeństwo udziela poparcia Unii Europejskiej, jak też reformom zawartym w Traktacie Konstytucyjnym”. Jakim reformom? Przyjęcie takiej tezy oznaczałoby, że Naród Polski stracił instynkt samozachowawczy i jest za przystąpieniem do likwidacji własnego państwa i własnej tożsamości oraz opowiada się za konstytucją, której nie czytał, a która prowadzi do powołania wspólnego prezydenta i wspólnego ministra spraw zagranicznych, do ustanowienia jednej wspólnej polityki zagranicznej, wspólnego bezpieczeństwa, rynku i pieniądza oraz wzmocnienia władz Unii Europejskiej kosztem władz państw narodowych. Krótko mówiąc, panowie wypowiedzieli się za Naród, który w swojej zdecydowanej większości nie wie – bo go rzetelnie nie poinformowano – o co chodzi. A może ten Naród nie akceptuje wasalnych zapędów i chce np. Europy Ojczyzn, w której byłoby wspólne bezpieczeństwo, ale i odrębność terytorialna i tożsamość narodowa?
Panowie w swoim oświadczeniu wyraźnie się martwią, co z przejściem ze złotego na euro (np. Wielka Brytania i Węgry myślą, jak odwlec decyzje, by nie stracić) oraz że zmiany w traktacie konstytucyjnym (który jest martwy) opóźniłyby o wiele lat jego przyjęcie. Piszą m.in.: „Polska powinna poprzeć proponowane w projekcie traktatu rozwiązania instytucjonalne, zwiększające sprawność działania, umacniające demokratyczny mandat instytucji europejskich”. Co to oznacza? Oznacza to w praktyce, że panowie proponują, by umacniając instytucje europejskie i przekazując im dalsze uprawnienia, stopniowo osłabić państwo i doprowadzić do marionetkowych rządów niezbędnych tylko do utrzymania porządku publicznego i ściągania podatków w ramach Unii Europejskiej. Proponowanie, by Polska wystąpiła z inicjatywą przeprowadzenia referendum „konstytucyjnego” w całej Unii, którego rezultaty „byłyby wzięte pod uwagę w pracach nad traktatem”, jest także próbą przeprowadzenia w Unii kluczowych rozwiązań strukturalnych i ustrojowych tylnymi drzwiami.
Oświadczenie kończy się słowami: „Zwracamy się do opinii publicznej o wywarcie wpływu na stanowisko władz państwowych w tej sprawie. Chodzi przecież o przyszłość Polski”. No właśnie, jaka ma być ta przyszłość – Europa z Polską czy bez Polski? Europa z sześcioma regionami po dawnej Polsce? A może Polska jako europejski partner, sprawnie zarządzana przez własne władze i aktywnie uczestnicząca w rozwiązywaniu europejskich i światowych problemów?
Nie mam wątpliwości, jaka ma być przyszłość Polski. Zastanawiam się tylko, dlaczego posłowie i byli ministrowie, w tym obrony narodowej, nie bronią Narodu i szkodząc mu, jeszcze powołują się na jego wolę, której nie znają lub też nie chcą znać.
Swoje oświadczenie w sprawie referendum europejskiego złożyli też w Parlamencie Europejskim posłowie: Marco Cappato, Gerard Onesta, Riccardo Ventre, Józef Pinior i Marco Pannella. Czytamy w nim m.in., że w podejmowaniu decyzji w sprawie reform Unii powinien bezpośrednio uczestniczyć „lud europejski jako taki”. Panowie posłowie domagają się dalej, by przyszłe propozycje reform traktatów w Unii Europejskiej były przede wszystkim poddane pod głosowanie obywateli w „referendum europejskim”, a więc w głosowaniu powszechnym i bezpośrednim, w którym do udziału zostaliby równocześnie wezwani wszyscy obywatele Unii. Nie trudno się domyślić, że wprowadzenie powszechnego „referendum europejskiego” oznaczałoby, że o losach narodów mniej licznych decydowałyby narody dominujące w Unii i oczywiście globaliści, którzy nadawaliby ton przemian. Oczywiście, nie po to, żeby stracić, lecz żeby zyskać. A swoją drogą poseł Józef Pinior już nas niczym nie zaskoczy, chyba że nagle opowie się po naszej stronie i łaskawie zauważy, że nie ma jednego narodu europejskiego, a są wolne narody Europy.
Inną koncepcję niż przywołane powyżej przyjęło Polskie Stronnictwo Ludowe, które proponuje opracowanie dwóch traktatów: Konstytucja dla Obywateli – Deklaracja Europejska, oraz Traktat Podstawowy – Wspólna Europa. Z lektury tych dokumentów wyraźnie wynika, że PSL Waldemara Pawlaka odeszło od patriotycznych tradycji ruchu ludowego, w których bezcenne wartości stanowią naród i państwo. PSL wyraźnie kluczy w opiniach i sformułowaniach, choć tak naprawdę zapisem, że Konstytucja dla Obywateli – Deklaracja Obywatelska „powinna być przyjęta w drodze referendum w poszczególnych krajach”, zaś Traktat Powszechny – Wspólna Europa „w drodze ratyfikacji przez parlament krajowy”, opowiada się za odsunięciem narodu od decydowania w kluczowych sprawach ustrojowych Unii Europejskiej. Do postawienia takiej tezy upoważnia mnie fakt, że w przeszłości zdarzyło się już wielokrotnie, iż parlament nie odzwierciedlał woli narodu.
W tej sytuacji wezwania Hansa Gerda Pötteringa: „Polacy, nie umierajcie za Niceę, jesteście Europie potrzebni”, nabierają realnego kształtu i wygląda na to, że czołowi politycy nie chcą umierać też za Polskę. Nie mają również odwagi jasno powiedzieć, że konstytucja została już odrzucona, jest nie do przyjęcia i niepotrzebna, że Unia Europejska potrzebuje wspólnego traktatu o współistnieniu państw i narodów. Traktatu, który dałby wszystkim podstawy do partnerstwa, wspólnego bezpieczeństwa i rozwoju na miarę trzeciego tysiąclecia.
Autor jest prezesem PSL „Piast”.
