Wszyscy ludzie są powołani do Nieba

Z JE Księdzem Biskupem Stanisławem Napierałą, ordynariuszem kaliskim, rozmawia Sławomir Jagodziński

W tym roku w Wielkanoc mijają dokładnie dwa lata od uroczystości pogrzebowych Sługi Bożego Jana Pawła II. „Możemy być pewni, że nasz umiłowany Papież stoi obecnie w oknie domu Ojca, spogląda na nas i nam błogosławi” – powiedział 8 kwietnia 2005 r. w homilii ks. kard. Joseph Ratzinger, wówczas jeszcze dziekan Kolegium Kardynalskiego, dziś Benedykt XVI. Jak przejście Jana Pawła II do domu Ojca wpisuje się w tajemnicę paschalną Chrystusa, którą wspominamy i uobecnimy w czasie Triduum Paschalnego?

– Śmierć Chrystusa trzeba odczytać jako objawienie, które rzuca nowe światło na to, co chyba najbardziej mroczne i tajemnicze w naszym życiu. Śmierć Chrystusa położyła kres Jego publicznej działalności i ziemskiemu bytowaniu. Zarazem jednak była przejściem do bytowania w postaci, która wyraża się życiem w chwale, była powrotem do domu Ojca. I w tym świetle spójrzmy na Jana Pawła II. To był człowiek zjednoczony w ciągu całego swego życia z Jezusem. Także swoją śmiercią Ojciec Święty wszedł w śmierć Jezusa. Cierpiąc i umierając, zjednoczył się z Nim, konał zanurzony w Jego śmierci. Jan Paweł II 2 kwietnia 2005 r. zakończył swą działalność na ziemi, ale nie zakończył swego bytowania. Podobnie jak śmierć Jezusa śmierć Papieża była przejściem do innego sposobu życia niż to ziemskie. To nowe życie polega na udziale w chwalebnym życiu Jezusa, które jest pełnią życia przysługującego jedynie Bogu. Ludzie chyba to doskonale od samego początku wyczuli intuicją wiary. Dlatego mówią nie tyle o śmierci Jana Pawła II, ile o odejściu do domu Ojca w Niebie.

Zakończył się etap diecezjalny procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego Papieża Polaka. Wszyscy się z tego niezmiernie radujemy. Czy wystarczy jednak – jak to się dzieje często w laickich mediach – tylko podziwiać świętość Papieża, odnotowywać jako „news” możliwe daty beatyfikacji, pytać, „kiedy i gdzie” kanonizacja? Co dla nas, dla naszych myśli, mowy i czynów, powinna tak naprawdę znaczyć beatyfikacja i kanonizacja Jan Pawła II?

– Jestem przekonany, że beatyfikacja i kanonizacja tego Papieża to ostatni etap jego ewangelizacji. W tym dziele głoszenia Dobrej Nowiny przez Jana Pawła II wyróżniłbym trzy etapy. Pierwszy to Ewangelia życia. Obejmuje ona czas całej tak bogatej i ofiarnej posługi Papieża. Drugi etap rozpoczął się, gdy zaczęła się zbliżać śmierć. To była Ewangelia umierania. Teraz mamy Ewangelię eschatologii. Momentem kulminacyjnym tego etapu stanie się beatyfikacja i kanonizacja Sługi Bożego Jana Pawła II. Jakie zatem znaczenie ma dla nas w tym ujęciu wyniesienie Ojca Świętego do chwały ołtarzy? Ono mówi nam, że jest wieczność, że istnieje też inny świat niż ten ziemski, że jest Niebo, w którym człowiek może widzieć Boga takim, jaki On jest. Dopiero tam, w wieczności, człowiek może spełnić się w swych najgłębszych pragnieniach i dążeniach. Tam człowiek osiąga pełnię życia, radości i szczęścia. Beatyfikacja i kanonizacja Jana Pawła II głosi prawdę, że wszyscy ludzie są powołani do Nieba. Stawia też człowieka przed pytaniem: czy ja osiągnę Niebo? A to zależy od naszego życia tu, na ziemi. Czy w codziennym postępowaniu wybieramy Boga i Jego prawo, czy raczej się od Niego odwracamy i Go odrzucamy.

Ziemskie ścieżki Jana Pawła II, jak wierzymy, doprowadziły go do Nieba. Wyniesienie go do chwały ołtarzy to potwierdzenie, że dla nas jest to wzór do naśladowania. Idąc za jego przykładem, jego nauczaniem, dajemy świadectwo temu, że chcemy iść do Nieba, że wierzymy w życie po tym życiu…

– Tak. Trzeba wziąć całą tę Ewangelię, którą głosił Jan Paweł II. Uczyć się żyć nią na co dzień, uczyć się cierpieć i przygotowywać na ostateczne odejście, dając przez to siłę wierze w życie wieczne. Beatyfikacji i kanonizacji Ojca Świętego nie można sprowadzić jedynie do dat, miejsca, obrzędu itd. To jest też ważne, ale jest w tym wszystkim głębia, do której trzeba sięgnąć. Wyniesienie do chwały ołtarzy świadczy o tym, że pełnia życia, pełnia szczęścia, radości jest dopiero po tym ziemskim życiu i że warto się starać o Niebo. Ta pełnia życia w wieczności zależy przecież od sposobu przeżycia etapu ziemskiego. To jest bardzo związane ze sobą. Jeżeli tu się odrzuci Pana w swojej myśli, swoim słowie i czynie, to na drugim świecie człowiek znajdzie się poza Bogiem. Sam się skaże na potępienie.

W Kaliszu w 1997 r. z wielką siłą zabrzmiały słowa Sługi Bożego Jana Pawła II o obronie życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci. Czy diecezja kaliska czuje się jakoś szczególnie wybrana i wezwana do tego, aby to ważne papieskie orędzie do naszego Narodu chronić przed zapomnieniem i promować?

– Jan Paweł II przybył do Kalisza, aby uczcić św. Józefa, którego sanktuarium znajduje się w naszym mieście. Jednak przybył także, aby temu Świętemu zawierzyć życie ludzkie od pierwszej chwili poczęcia aż do naturalnej śmierci. W homilii nasyconej głęboką czcią dla św. Józefa – patrona Kalisza, Ojciec Święty ostro potępił aborcję, a także stanął w obronie rodziny. Przestrzegał, że „naród, który zabija własne dzieci, staje się narodem bez przyszłości”. Przypomniał słowa bł. Matki Teresy z Kalkuty: „Wiele razy powtarzam – i jestem tego pewna – że największym niebezpieczeństwem zagrażającym pokojowi jest dzisiaj aborcja. Jeżeli matce wolno zabić własne dziecko, cóż może powstrzymać ciebie i mnie, byśmy się wzajemnie nie pozabijali?”. Papież wszystkich nas wezwał: „Bądźcie solidarni z życiem”.

Rzeczywiście, to zawierzenie św. Józefowi przez Ojca Świętego sprawy życia odczytujemy jako testament, którego staliśmy się wykonawcami. Dlatego też diecezja kaliska stale modli się w bazylice – sanktuarium św. Józefa o poszanowanie życia nienarodzonych, a także w intencji rodzin, którym jest ciężko. Jan Paweł II w Kaliszu mówił przecież także o rodzinie. „Drodzy bracia i siostry, ani na chwilę nie zapominajcie o tym, jak wielką wartością jest rodzina” – prosił nas wszystkich. Staramy się tym słowom pozostawać wierni. Od ponad dwóch lat modlitwa ta, odpowiednio rozbudowana, złączona jest z każdym pierwszym czwartkiem miesiąca. Transmitują ją zawsze Radio Maryja i Telewizja Trwam. Dzięki temu w modlitwę włączają się tysiące ludzi w kraju i na świecie. Prosimy Boga w intencji obrony życia i rodziny. Zachęcam do uczestniczenia w tych modlitewnych spotkaniach.

Jak Ksiądz Biskup odbiera ten swoisty opór dużej części klasy politycznej wobec zagwarantowania w Ojczyźnie Jana Pawła II konstytucyjnej ochrony życia ludzkiego?

– Jest to opór dziwny i niezrozumiały, szczególnie tu, w Polsce – Ojczyźnie Jana Pawła II, Papieża Życia. Przecież Ojciec Święty nam, Polakom, przedstawił jasno i wyraźnie naukę Kościoła na temat „nieskończonej wartości każdej ludzkiej istoty od pierwszej chwili poczęcia aż do naturalnej śmierci”. I podkreślił jeszcze coś bardzo ważnego, mianowicie – że „Kościół, broniąc prawa do życia, odwołuje się do szerszej, uniwersalnej płaszczyzny, obowiązującej wszystkich ludzi. Prawo do życia nie jest tylko kwestią światopoglądu, nie jest tylko prawem religijnym, ale jest prawem człowieka, najbardziej podstawowym prawem człowieka”. Fakt, że prawo do życia plasuje się na płaszczyźnie ponadświatopoglądowej, ponadreligijnej, ponadwyznaniowej, czyni niezrozumiałym stanowisko ludzi w Polsce, którzy mówią, że są za ochroną prawa do życia, a jednocześnie wstrzymują się przed precyzyjnym wpisaniem tego prawa do Konstytucji. Argumentują to raz społeczeństwem pluralistycznym, w którym nie wszyscy są chrześcijanami, innym znowu razem swoiście rozumianą wolnością przysługującą rzekomo kobiecie w decydowaniu o urodzeniu bądź zabiciu poczętego już i noszonego pod sercem dziecka. Niestety, tego typu argumenty wypowiadane przez znanych ludzi, przez tych, którzy piastują wysokie urzędy w państwie, odbierane są jako sygnał, zwłaszcza przez parlamentarzystów, którzy wahają się, jak postąpić, oglądają się na innych. I to jest smutne, bo może przesądzić o niepowodzeniu całej inicjatywy konstytucyjnego zagwarantowania obrony życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci. Te sygnały, szczególnie od osób utożsamianych z prawicą, katolicyzmem, są w tym względzie naprawdę dziwne.

„Media katolickie mają uprzytamniać, że katolicy świeccy powinni angażować się w życie publiczne, dawać w nim odważne i czytelne świadectwo wartościom chrześcijańskim” – mówił Ksiądz Biskup w jednej z homilii. Czy nie jest tak, że im skuteczniej katolickie środki społecznego przekazu wypełniają tę misję, tym bardziej spotykają się z różnymi atakami ze strony mediów liberalnych?

– Tak jest, i to zderzenie będzie raczej miało miejsce w dalszym ciągu.

Dlaczego?

– Dlatego że media liberalne lansują tzw. poprawność polityczną. Według nich, współczesny człowiek, człowiek „postępowy”, a zwłaszcza Europejczyk, powinien milczeć o Bogu, nie powinien się do Niego odwoływać w życiu społecznym, publicznym; nie powinien odwoływać się do Dekalogu, nie powinien być przeciwnikiem aborcji, eutanazji, jednopłciowych związków; nie powinien być krępowany w swej wolności racjami moralnych. Tymczasem media katolickie – oczywiście te rzeczywiście katolickie, nie tylko z nazwy – mówią co innego. One opisują świat i interpretują wydarzenia w optyce chrześcijańskiej, dla której Bóg i Jego prawo są podstawowym źródłem odniesienia. One biorą pod uwagę nauczanie Kościoła, Papieży. Stąd też konflikt zawsze tu będzie. W pojęciu mediów liberalnych autentyczne media katolickie stają się dla nich wrogiem. One stoją im na przeszkodzie w budowaniu tego „nowego świata” – świata bez prawa Bożego, bez obiektywnych norm moralnych; świata wolności bez odpowiedzialności w sumieniu; świata pragmatyzmu, skupionego na korzyści, przyjemności, doznaniach zmysłowych.

Media katolickie są znakiem sprzeciwu…

– Znakiem sprzeciwu wobec proponowania człowiekowi modelu życia, tak jakby Bóg nie istniał. Ostatecznie modelu zgubnego dla całej ludzkości. Dobrze, że jest ten ewangeliczny znak sprzeciwu w świecie środków społecznego przekazu. Bo przecież media mają dziś ogromny wpływ na człowieka. Bez katolickiego głosu w radiu, telewizji, prasie ludzie w jeszcze większym stopniu ulegaliby pokusie życia bez Ewangelii, bez zasad moralnych. Wszystko stawałoby się relatywne, względne, a to ostatecznie zawsze kończy się tragedią człowieka. Historia przecież to potwierdza. Zawsze gdy Boga odrzucano i obiecywano raj na ziemi, ostatecznie kończyło się to nie rajem, ale piekłem na ziemi.

W tym roku diecezja kaliska przeżywa 15-lecie swego istnienia. Co po tych latach w funkcjonowaniu tej nowej jednostki kościelnej szczególnie cieszy Księdza Biskupa, a co stanowi jeszcze wyzwanie?

– Jako diecezja cieszymy się przede wszystkim, że w tym czasie miała miejsce wizyta Ojca Świętego Jana Pawła II w Kaliszu. Było to dokładnie 4 czerwca 1997 r., w piątym roku istnienia diecezji. Cieszymy się także z peregrynacji św. Józefa w kopii cudownego obrazu. Rozpoczęła się ona jeszcze przed papieską wizytą, na początku funkcjonowania tej nowej jednostki kościelnej. Święty Józef, nawiedzając wszystkie parafie, w pewien sposób pomógł nam scalić diecezję, która została utworzona z części sześciu diecezji macierzystych. Cieszymy się też misjami Miłosierdzia Bożego w diecezji. Trwają one już cztery lata i będą jeszcze trwały drugie tyle. Przeprowadzane są co tydzień w innej parafii.

Do tego dochodzi także radość z dokonań w dziedzinie materialnej, organizacyjnej. Wymienię tu choćby seminarium duchowne, które zbudowaliśmy i wyposażyliśmy, kurię diecezjalną, dom księży emerytów, instytut teologiczny, gdzie uczą się i pogłębiają swą wiarę świeccy. Następnie należy wspomnieć: Diecezjalne Studium Organistowskie, Diecezjalne Studium Życia Rodzinnego, Caritas Diecezji Kaliskiej, diecezjalne Radio Rodzina, dwutygodnik diecezjalny „Opiekun”, Diecezjalny Ośrodek Duszpasterstwa Trzeźwości, który służy ludziom uzależnionym, Diecezjalną Pracownię Artystyczno-Konserwatorską, Dom Samotnej Matki, Dom Formacyjno-Resocjalizacyjny dla Bezdomnych Mężczyzn, Ośrodek Duchowości „Samotnia”.

W najbliższym pięcioleciu chcemy odbyć pierwszy synod diecezjalny, którego celem będzie określenie prawa partykularnego. Budujemy także przy seminarium duchownym Instytut Świętego Józefa. Będzie to placówka naukowa, ale też popularna. No i wreszcie chcemy, aby w diecezji powstał Diecezjalny Sąd Duchowny.

Wspomniał Ksiądz Biskup o synodzie diecezjalnym. Czy są już jakieś plany z nim związane?

– 25 marca br., czyli w 15. rocznicę powstania diecezji, został ogłoszony dekret zwołujący pierwszy synod diecezji Kaliskiej. Są utworzone komisje, ustalony jest ich skład personalny, nastąpił też podział tematów, którymi się zajmą. Chcemy, aby prace zakończyły się w ciągu dwóch lat.

Przeżywamy Wielkanoc. Jakie życzenia skierowałby Ekscelencja do naszych Czytelników?

– Bardzo się cieszę, że jest pismo codzienne, które nazywa się „Nasz Dziennik”. Ja także jestem jego stałym czytelnikiem. Uważam, że jest to Boży dar i trzeba za to dziękować. W tym miejscu trzeba wyrazić wdzięczność ojcu Tadeuszowi Rydzykowi, bo w jego sercu i zamyśle zrodziło się to wszystko.

Składam Wam wszystkim – Pani Redaktor Naczelnej, Redaktorom, Dziennikarzom, całemu Zespołowi, a także Czytelnikom – serdeczne życzenia: niech Pan Jezus Zmartwychwstały Wam błogosławi, niech Was napełni pokojem i mocami Ducha, abyście byli silni. Niech Duch Święty Was prowadzi. Szczęść Boże!

Dziękuję za rozmowę.

drukuj