Dopóki istnieją miłosierni, świat będzie istnieć
Z JE księdzem arcybiskupem Edwardem Ozorowskim, metropolitą białostockim, rozmawia Sławomir Jagodziński
Wpisanie w poczet błogosławionych kolejnego Polaka to wielkie wydarzenie dla całego Kościoła w Polsce. Szczególną radość przeżywa archidiecezja białostocka. Jakie znaczenie dla Kościoła lokalnego ma wyniesienie do chwały ołtarzy kogoś, kogo życie tak bardzo było z nim związane?
– Białystok został nazwany miastem Miłosierdzia. Teraz można go nazwać miastem świętych. Tu bowiem w 1991 r. Jan Paweł II beatyfikował Bolesławę Lament, 28 września zostanie ogłoszony błogosławionym ks. Michał Sopoćko, tu pobierał nauki kandydat na ołtarze ks. Jerzy Popiełuszko. Święci za życia nie noszą aureoli na głowie. Są cisi, pokorni, rozmodleni. Ich obecność jest promieniowaniem świętości, a beatyfikacja – jej potwierdzeniem. Nieraz dopiero po śmierci człowieka uświadamiamy sobie, że był on święty. Wtedy zwiększa się jego oddziaływanie na otoczenie. Ksiądz Michał Sopoćko, jako rodak, będzie niewątpliwie żywym wzorem, jak być uczniem Chrystusa.
Sługa Boży ksiądz Michał Sopoćko jest określany mianem Apostoła Bożego Miłosierdzia. Czy mógłby Ksiądz Arcybiskup przypomnieć, dlaczego ten tytuł zasłużenie mu przysługuje?
– Miłosierdziem Bożym ksiądz Michał Sopoćko interesował się jeszcze przed spotkaniem Siostry Faustyny. Kiedy został jej spowiednikiem, głoszenie Bożego Miłosierdzia stało się głównym jego zadaniem. Potem Pan Jezus wybrał go na spowiednika tej siostry zakonnej i powiernika otrzymywanych przez nią objawień. On pierwszy w nie uwierzył i pierwszy dokonał ich weryfikacji. Zadbał też o ich spisanie i poddał je osądowi Kościoła, którego był wiernym synem. Może dlatego objawienia te przeszły zwycięsko próbę czasu, a prawda o Bożym Miłosierdziu zajaśniała nowym blaskiem. Siostra Faustyna, ks. Michał Sopoćko i Jan Paweł II najbardziej przyczynili się do rozwoju i upowszechnienia kultu Bożego Miłosierdzia.
Beatyfikacja ks. Michała Sopoćki jest okazją do przypomnienia światu orędzia Miłosierdzia Bożego. Jakie jest główne przesłanie tego orędzia, które nie przestaje być ciągle aktualne?
– Miłosierdzie Boże jest centralnym tematem Biblii. Objawia ono Boga samego, człowieka i historię ludzkości. Wyprzedza stworzenie człowieka i towarzyszy mu w całym jego życiu. Bóg przewidział grzech, a mimo to stworzył człowieka i nie przestał go kochać. Cała historia ludzkości nosi na sobie ślady miłości Boga i każdy człowiek jest naznaczony jej stygmatem. „Śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli (Rz 5, 12) (…) przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami (Rz 5, 19). Miłosierdzie Boże pozwala żyć człowiekowi, ratuje go przed śmiercią i tworzy wspólnotę zbawionych. Boga wprawdzie trzeba się lękać, ale przede wszystkim trzeba Go miłować i ufać w Jego miłosierdzie.
Rola, jaką odegrał ks. Sopoćko w przekazaniu światu za pośrednictwem św. Siostry Faustyny orędzia Miłosierdzia Bożego, ukazuje niezwykłą ważność kierownika duchowego w życiu chrześcijańskim. Na przykładzie Sługi Bożego, jakie Ekscelencja wskazałby najważniejsze cechy spowiednika, kierownika duchowego?
– W praktyce Kościoła istnieją od wieków spowiednicy i kierownicy duchowi. Ich role różnią się od siebie, chociaż mogą być połączone ze sobą w jednej osobie. Zadaniem spowiednika jest rozeznanie grzechów penitenta, żalu, woli poprawy i udzielenie rozgrzeszenia. Kierownik duchowy czuwa nad życiem duchowym prowadzonej osoby. Owocność tego działania zależy od otwartości i szczerości w mówieniu o sobie, a także od gotowości do przyjmowania uwag. Kierownik natomiast winien być roztropny i znać prawa rządzące życiem duchowym człowieka. Kierownictwo duchowe nie sprowadza się do poradnictwa psychicznego. Z poziomu naturalnego wkracza ono na poziom nadprzyrodzony i pozwala Chrystusowi być Mistrzem i Przewodnikiem.
Znając biografię Sługi Bożego, na co szczególnie zwraca uwagę Ksiądz Arcybiskup w jego postawie jako człowieka, kapłana, kapelana, wykładowcy?
– Ksiądz Michał Sopoćko usłyszał powołanie do służby kapłańskiej i pozostał mu wierny do końca życia. Cokolwiek czynił, zawsze czynił jako sługa Chrystusa, także w tym, co mówił, starał się być Jego heroldem. Sam Chrystus wybrał go na spowiednika i kierownika duchowego Siostry Faustyny. Wybór ten odmienił jego życie. Od 1934 r. chodził już jako Apostoł Bożego Miłosierdzia. Tym żył, tego nauczał i to przenosił na codzienne życie. Nikt i nic nie mogły mu w tym przeszkodzić. Był świadom tego, że głoszona przez niego prawda zatriumfuje po jego śmierci.
Ojciec Święty Jan Paweł II, który – jak zauważył Ksiądz Arcybiskup – również jest określany mianem Apostoła Bożego Miłosierdzia, w czasie swojej ostatniej pielgrzymki do Ojczyzny apelował o „wyobraźnię miłosierdzia” w codziennym życiu, tak w wymiarze ogólnonarodowym, jak i rodzinnym, prywatnym. Jak w opinii Ekscelencji Polska i Polacy zdają egzamin z tego wezwania?
– Myślę, że nie jest źle. Nie ulegajmy naciskom środków społecznego przekazu, które karmią nas codziennie różnymi goryczami. Zło jest bardziej krzykliwe, ale nie większe od dobra. Zobaczmy hospicja, domy opieki społecznej, pójdźmy na pielgrzymkę. Spotkamy tam wielu szlachetnych, dobrych ludzi. Miłosierdzie nie jest przypinaniem kwiatka do kożucha. Miłosierdzie jest życzliwym spojrzeniem, dobrym słowem, ciepłym sercem, przyjazną dłonią. Takich ludzi jest naprawdę dużo i dopóki oni istnieją, świat będzie istnieć.
W liście do diecezjan wystosowanym z okazji uroczystości beatyfikacyjnych w Białymstoku napisał Ksiądz Arcybiskup, że nowego błogosławionego mogą brać za patrona spowiednicy, kapelani wojskowi, profesorowie, studenci i zwykli wierni, zwłaszcza borykający się z przeciwnościami. W czym każdy z nas może przede wszystkim naśladować nowego polskiego błogosławionego?
– Gdy człowiek się dowie, że ktoś został święty, uważa go za bliskiego sobie. Spowiednicy szukają ks. Sopoćki siedzącego w konfesjonale, kapelani wojskowi – ubranego w mundur żołnierski, a profesorowie – na katedrze uniwersyteckiej. Każdy oczywiście spowiada, uczy, kapelanuje na swój sposób, a jednocześnie każdy po trosze kogoś naśladuje. Dziś już trudno odwzorowywać ks. Sopoćkę, ale można go zawsze nosić w pamięci jako człowieka, który czynił to samo, co my dziś czynimy, i może nawet czynił to lepiej od nas.
