Był to mord polityczny

Z Pawłem Kowalem, posłem do Parlamentu Europejskiego (Europejscy
Konserwatyści i Reformatorzy), rozmawia Marta Ziarnik

Co, Pana zdaniem, zmieni w polskiej polityce zabójstwo jednego i zranienie
drugiego pracownika biura poselskiego PiS w Łodzi?

– Jeśli po tragedii smoleńskiej jeszcze ktoś miał wątpliwości, że słowa mają
swoją wagę i potrafią czynić zło, to po wtorkowych wydarzeniach nie powinien
mieć już żadnych. To dramatyczne wydarzenie jest tego kolejnym potwierdzeniem.
Ci, którzy na co dzień pracują słowem, czyli m.in. dziennikarze i politycy, ci,
którzy komentują i wyjaśniają rzeczywistość, muszą na swoje słowa uważać.
Szczególnie jeśli te złe słowa koncentrują się wokół jednej partii bądź jednej
osoby – czyli kiedy są w szczególny sposób stronnicze. Wówczas mogą wywoływać u
ludzi agresję i poczucie lęku, stać się źródłem zła. I w tym wypadku doszło do
tragedii, doszło do mordu politycznego. To poważnie obciąża polską demokrację.
Wszyscy są zgodni co do tego, że było to morderstwo z przyczyn politycznych –
pierwsze po 1989 roku – i rzecz szalenie rzadka w polskiej historii. Zawsze więc
kiedy się zdarzy, powinna być momentem wstrzymania, powiedzenia sobie, że
poszliśmy za daleko i trzeba się zreflektować.

Te "złe słowa", o których Pan mówi, padały już od dłuższego czasu, m.in. z
ust posła Janusza Palikota i wicemarszałka Sejmu Stefana Niesiołowskiego…

– Wszyscy znamy te nazwiska i wiemy, dlaczego tak się działo. Wiemy, że ich
motywacją była chęć zwycięstwa w wyborach, zohydzenia i wypchnięcia przeciwników
politycznych. Myślę, że ważniejsze od tego, byśmy w kółko powtarzali sobie te
nazwiska, jest oczekiwać od partii politycznych jasnego wskazania, kto tu jest
faktycznie ofiarą, a kto agresorem. Niedopuszczalne jest w obliczu tragedii –
kiedy za swoje poglądy i popieranie którejś z opcji politycznych zginął człowiek
– mówienie, że sprawa jest symetryczna, że "to się mogło zdarzyć" także wobec
innych partii; mówienie, że każdy "bił" i każdy trochę na tym stracił.
Niedopuszczalne jest także trywializowanie tragedii – a nastąpiło to już po
katastrofie smoleńskiej, kiedy słyszeliśmy, że mamy do czynienia z "wypadkiem
komunikacyjnym", który każdemu mógł się zdarzyć. W tym podejściu zawiera się
ogromna brutalność i małoduszność. Jeśli w relacjach wewnątrz jednego narodu,
jednego społeczeństwa mamy do siebie tak mało empatii, że tragedię bliskiej
osoby, tragedię kogoś, kogo niemalże codziennie widujemy na ekranie telewizora,
potrafimy tak strywializować, utechnicznić – to też wskazuje na naszą dobrą lub
złą wolę.

Mówił Pan też, że jeśli nie po Smoleńsku, to teraz, po tragedii w Łodzi,
ludzie powinni coś zrozumieć. Tymczasem wicemarszałek Niesiołowski, który
osobiście nakręcał kampanię przeciw PiS, zamiast uderzyć się w pierś, dalej
stosuje swoją taktykę…

– Mamy tutaj dwie płaszczyzny. Jedną z nich jest płaszczyzna polityczna, gdzie
musimy rzetelnie powiedzieć, jak było i jakie były przyczyny wydarzeń w Łodzi. I
nie relatywizować tego ani nie trywializować. To należy do polityków. Do
polityków – w tym przypadku chodzi o kolegów marszałka Niesiołowskiego – należy
także zadbanie o to, żeby dodatkowo nie pogłębiać tego podziału i nie obciążać
winą ofiar, do tego bowiem sprowadza się takie tłumaczenie. Więc na poziomie
politycznym na pewno obowiązkiem kolegów tych osób, które w sposób najbardziej
radykalny i zdecydowany naruszały pokój społeczny w Polsce, jest zachęcenie ich
do pewnej powściągliwości lub wręcz zmuszenie przy użyciu odpowiedniej
perswazji. Natomiast na to, czy ktoś uzna swoje winy, czy nie, czy zrobi
rachunek sumienia, czy nie, nie mamy wpływu. To jest przecież zawsze
indywidualny akt i nie dysponujemy narzędziami, które pozwalałyby nam sprawdzić
szczerość czyjegoś nawrócenia lub kogoś do tego skłonić.

Może więc trzeba by przedsięwziąć jakieś bardziej zdecydowane kroki wobec
tych osób? Wspomniany polityk kolejną już tragedię wykorzystuje do dalszej
nagonki na PiS. Twierdzi, że partia ta żeruje na śmierci człowieka,
wykorzystując ją politycznie, oraz że prezes Jarosław Kaczyński kwalifikuje się
do leczenia psychiatrycznego…

– Trudno jest mi znaleźć jakiekolwiek słowa komentarza i nie sądzę, by one mogły
powstrzymać tych, których nawet ta tragedia nie powstrzymała. Jeśli zaś chodzi o
odpowiedzialność polityczną, to na pewno za słowa członków poszczególnych
ugrupowań ponoszą odpowiedzialność kierownictwa tych ugrupowań i od tego nie
uciekniemy. Odpowiedzialność polityczna polega na tym, że przed społeczeństwem
ponosimy konsekwencje swoich słów i czynów, ale również swoich zaniechań. Czyli
odpowiadamy również za to, że nie zwracamy uwagi niektórym osobom, nie
protestujemy, nie blokujemy kolejnych wybryków. Zginął człowiek za to, że
popierał PiS, i tego rodzaju polityczny rachunek powinni zrobić jako pierwsi ci,
którzy odpowiadają za ataki na PiS.

Na początku powiedział Pan, że tragedia w Łodzi poważnie obciąża polską
demokrację. Podobnie wypowiada się także prezes Kaczyński, który stwierdził, że
jest ona dowodem na to, iż demokracja w naszym kraju jest bardzo poważnie
zagrożona…

– Dwie wartości, które część polityków w Polsce uznaje za stałe, wymagają
ciągłej obrony. A są to demokracja i suwerenność. Musimy nieustannie pytać o
stan demokracji – zarówno wtedy, kiedy nie ma równego dostępu do środków
masowego przekazu, jak również gdy nie ma sprawiedliwej możliwości prezentowania
swoich poglądów, gdy stosuje się podwójną miarę dla polityków różnych opcji i
kiedy ogranicza się prawa opozycji w Sejmie. Szczególnie gdy to wszystko się
kumuluje, napędza agresywne zachowania. Nie możemy udawać, że tego nie widzimy.
I wreszcie rzecz najważniejsza, o której głośno było podczas wakacji. Jest to
sprawa dotycząca krzyża na Krakowskim Przedmieściu. W jej tle było szyderstwo z
religii. Czy można – obok szyderstwa z czyichś bliskich, obok atakowania rodziny
– wyobrazić sobie bardziej wrażliwą tkankę? Czy możemy sobie wyobrazić coś, co w
człowieku jest bardziej delikatniejszego niż jego relacje z Bogiem? Tymczasem
wiele osób szydzenie z krzyża, modlitwy i czyichś uczuć religijnych oraz
publiczne ośmieszanie religii traktowało jako coś zabawnego. W moim przekonaniu,
w tym wzroście poziomu agresji obserwujemy też taki późny plon tego, co się
działo przed Pałacem Prezydenckim. Każdy socjolog, każdy antropolog powie, że
dotykanie sfery religii – podobnie jak dotykanie sfery rodziny – jest jedną z
największych zbrodni przeciwko pokojowi społecznemu.

Co głównie spowodowało, że ta fala agresji tak się w ostatnich miesiącach
nasiliła?

– Ona się skumulowała głównie z tego powodu, że część społeczeństwa z powrotem
ma wrażenie, iż demokracja, udział w nowoczesnym państwie, udział w korzyściach
ze zmian, które zachodzą w Polsce, dotyczy tylko "tych lepszych", którzy mają
"właściwe poglądy polityczne". I wzięła się z tego, że niektórzy uznali, iż
demokracja to jest coś dane raz na zawsze. Że demokracja to jest coś, czego nie
musimy bronić, o czym nie musimy dyskutować i się zastanawiać, aby rozumieć, jak
spowodować, żeby ludzie naprawdę w większym stopniu mogli wyrażać swoje poglądy
i o nie walczyć. To wszystko skumulowało się z przyzwoleniem na kpinę i
szyderstwo, z trywializowaniem czyjegoś nieszczęścia, z brakiem wrażliwości.
Między Polakami zaczęła pojawiać się szyba chłodu. Dla zobrazowania proszę sobie
przypomnieć, że kiedy pod Smoleńskiem zginęło niemal 100 osób, często
słyszeliśmy głosy innych, że to "tylko wypadek komunikacyjny", że to coś
normalnego, i że nie powinno się w związku z tym emocjonować.

"Szyba chłodu" to nie jest już chyba trafne określenie tego, co się dzieje.
"Chłodem" nie są pojawiające się w internecie wpisy, które wręcz zachęcają do
podobnych zdarzeń jak w Łodzi. Dotyczy chociażby cytowanego przez posła Andrzeja
Jaworskiego wpisu sprzed dwóch dni (dokonanego – jak informują media –
prawdopodobnie przez córkę Andrzeja Czumy z PO), w którym czytamy: "Dobrze temu
patafianowi, ten drugi też powinien zdechnąć".

– Trudno mi uwierzyć, że ktoś mógł coś takiego napisać. Natomiast każde takie
słowo – czy to powiedziane, czy napisane – buduje współodpowiedzialność za
konsekwencje. Jest jakąś formą uczestnictwa, a na pewno aprobaty dla aktów
agresji, a wreszcie dla aktów zbrodni. Każdy musi mieć świadomość, że będzie
rozliczony ze swoich słów, które kieruje do innych. Nowoczesne technologie
pozwalają każdemu mędrkowi bez jakichkolwiek konsekwencji dzielić się swoimi
brudnymi myślami. Jednak nie jest to zabawa. Często piszący te słowa biorą
przykład z polityków czy ludzi kultury, swoich idoli. Chociaż myślą może, że to
"zabawa", w rzeczywistości napędza to nienawiść jak najbardziej w realu. Mam
poczucie, że wielu z tych idoli tak chętnie rozliczających innych nie odprawiło
podstawowych rekolekcji, które dotyczą ich odpowiedzialności za słowa.

A czy tego typu ziejące nienawiścią wpisy nie powinny być ścigane np. przez
ABW?

– Jest oczywiście kwestia kwalifikacji karnej wtedy, kiedy mamy do czynienia z
podżeganiem do zabójstwa czy do zbrodni. Taką kwalifikację można sobie
wyobrazić, należy bezwzględnie ją stosować i w takim wypadku na pewno powinno to
być ścigane. Natomiast internet jest takim medium, w którym w pewnych
przypadkach tę granicę trudno jest wyznaczyć. I to, że one będą ścigane, nie
zwalnia nas z odpowiedzialności za kształtowanie się nawzajem i za to, co
mówimy. To nie są dwie rozdzielne sprawy. Jedna rzecz to jest odpowiedzialność
karna, ale nie możemy uciec od odpowiedzialności politycznej – w przypadku
polityków, oraz od odpowiedzialności moralnej – w przypadku wszystkich osób
biorących udział w życiu politycznym jako np. komentatorzy, artyści i eksperci.

Jak zatem zapobiegać tego typu przypadkom?
– Musimy przede wszystkim zacząć od swoistej moralnej profilaktyki. Czyli od
tego, że przyjmujemy wyśrubowane kryteria oceny tych, którzy naruszają zasady
wolności słowa przez wplatanie do swoich wypowiedzi agresji itp. Natomiast w
takich sytuacjach jak teraz, czyli w momencie rozhuśtanych emocji, a nawet
zwykłych obaw o życie współpracowników, pewne miejsca narażone na napady powinny
być dodatkowo pod ochroną, by zapobiec kolejnym tragediom.

Tym bardziej że wtorkowe zajście może dać przykład kolejnym…
– Tak. I ja obawiam się, że to niestety mogłoby być takim czarnym
instruktażem…

Dziękuję za rozmowę.

drukuj