Bronimy dzieci przed skutkami kastowości
Kastowość w Indiach sprawia, że często jedynym zajęciem dla ubogich
dzieci jest zamiatanie ulic. Bez pomocy Kościoła katolickiego nie
miałyby żadnych szans na naukę i godne życie.
Tę bardzo
potrzebną katolicką działalność edukacyjno-wychowawczą mogą skomplikować
planowane przez rząd indyjski zmiany przepisów regulujących działalność
szkół prowadzonych przez mniejszości religijne. – Jeśli do tego
rzeczywiście dojdzie, postawi to nas w bardzo trudnej sytuacji. Według
nowych przepisów w takich placówkach musi się uczyć co najmniej 30 proc.
uczniów wywodzących się ze społeczności mniejszościowej – zwraca uwagę w
rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. bp Doraboina Moses Prakasam,
ordynariusz diecezji Nellore w Indiach. – Kościół katolicki prowadzi w
Indiach tysiące placówek oświatowych. Ich uczniowie nie pochodzą jednak
tylko z mniejszości chrześcijańskiej. Wprowadzenie nowych przepisów
pozbawi w tej sytuacji większość szkół katolickich statusu placówek
mniejszościowych, który gwarantował im ulgi podatkowe i finansowe –
dodaje.
Z ks. bp. Doraboiną Mosesem Prakasamem, ordynariuszem diecezji
Nellore w Indiach, rozmawia Marek Zygmunt
W swej
posłudze Ksiądz Biskup szczególną uwagę skupia na pomocy indyjskim
dzieciom. Jaka jest ich sytuacja w tym kraju?
– Niestety, ze
względu na kastowość często jedynym zajęciem dzieci w Indiach jest
zamiatanie ulic. Kościół katolicki stara się nieść pomoc dzieciom
najbardziej potrzebującym, przyjmując je np. do prowadzonych przez
siebie szkół i internatów. Większość z kilkunastu tysięcy dzieci
uczących się w prowadzonych przez naszą diecezję szkołach pochodzi z
wiosek, z bardzo biednych rodzin. Pomagamy szczególnie dzieciom
zamieszkującym najdalsze krańce naszej diecezji. Są to najczęściej
tereny rolnicze. Ich rodzice całymi dniami pracują u bardzo bogatych
gospodarzy, nie otrzymując za tę ciężką pracę normalnej wypłaty, a
jedynie coś, co można nazwać dzienną stawką. Są to bardzo małe
pieniądze…
Jaką rolę w tym wsparciu dzieci spełniają
sierocińce „Premananda”, których Ksiądz Biskup jest duchowym opiekunem?
–
Centrum Dziecka „Premananda” („Siedziba Miłości i Radości”) poświęcone
Bogu w służbie potrzebującym dzieciom zostało pobłogosławione przez
założyciela ojca Chopparapu Jojaiha 28 czerwca 1998 roku w Ongole,
stolicy dystryktu Prakasam. Obecnie w dwóch prowadzonych przez tę
placówkę sierocińcach przebywa 140 dzieci. Dziewczynki w Ongole, a
chłopcy w Pallepalem, nieopodal Zatoki Bengalskiej.
Naszym celem jest
zapewnienie dzieciom w tych ośrodkach prawdziwego i pełnego miłości
domu, towarzyszenie im w ich dojrzewaniu do bycia wolnymi, niezależnymi
ludźmi. Staramy się pomóc im w zdobyciu wykształcenia, w poprawie ich
warunków życia.
Współzałożyciel centrum prof. Jon James z
Uniwersytetu Chaminade na Hawajach przez wiele lat, chcąc pozyskać
fundusze na działalność „Premanandy”, sprzedaje unikalne, ręcznie
malowane kartki pocztowe – przeznaczone na różne okazje. Ale to niestety
nie wystarcza. Ośrodki te nie mogłyby normalnie funkcjonować, gdyby nie
pomoc Kościoła katolickiego i różnych organizacji z Europy i Stanów
Zjednoczonych.
Czy na działalność „Premanandy” nie wpłyną
negatywnie planowane przez rząd indyjski zmiany przepisów regulujących
działalność szkół prowadzonych przez mniejszości religijne?
–
Jeśli do tego rzeczywiście dojdzie, postawi to nas w bardzo trudnej
sytuacji. Według nowych przepisów w takich placówkach musi się uczyć co
najmniej 30 proc. uczniów wywodzących się ze społeczności
mniejszościowej. Jak już wspomniałem, Kościół katolicki prowadzi w
Indiach tysiące placówek oświatowych. Ich uczniowie nie pochodzą jednak
tylko z mniejszości chrześcijańskiej. Wprowadzenie nowych przepisów
pozbawi w tej sytuacji większość szkół katolickich statusu placówek
mniejszościowych, który gwarantował im ulgi podatkowe i finansowe.
W
proteście, jaki w tej sprawie wystosowaliśmy do władz państwowych,
wskazaliśmy, że nowe przepisy są sprzeczne z indyjską konstytucją
zezwalającą wspólnotom religijnym na zakładanie szkół o specjalnym
statusie bez względu na to, kim są uczniowie tych placówek.
Jak
w dzieło wspierania dzieci indyjskich angażuje się Kościół w Polsce?
–
W waszym kraju jestem po raz pierwszy. Przyjechałem na zaproszenie
wrocławskiego Stowarzyszenia „Amabiles”, które zainicjowało w tym roku
akcję pod hasłem „Pomagaj dzieciom w Indiach”. Wiem, że jego członkowie
zorganizowali dotychczas dwa koncerty oraz przygotowali specjalne
stoisko indyjskie w ramach festynu parafialnego na wrocławskim osiedlu
Żerniki. Dochód z tych inicjatyw przeznaczono właśnie na pomoc dla
naszych sierocińców.
Jestem również bardzo wdzięczny metropolicie
wrocławskiemu ks. abp. Marianowi Gołębiewskiemu oraz Katolickiemu Radiu
Rodzina za zaproszenie mnie do udziału w tegorocznej „Nocy Kościołów”. W
czasie swojego pobytu we Wrocławiu odwiedziłem kilka wspólnot
parafialnych, domów dziecka, spotkałem się z prezydentem miasta. Mam
nadzieję, że moje rozmowy przyczynią się do nawiązania ściślejszych
kontaktów w tej kwestii pomocy dzieciom w Indiach. Można pomóc nam
finansowo chociażby w budowaniu szkół czy konkretnych sal lekcyjnych
albo też włączyć się w tzw. adopcję na odległość, podejmując się
modlitwy za jedno dziecko i utrzymania go np. przez rok.
Dwa
lata temu dochodziło w Indiach do wielu aktów prześladowań wyznawców
Kościoła katolickiego. Jak ta sytuacja wygląda obecnie?
–
Rzeczywiście w latach 2007-2008 nasiliły się antychrześcijańskie
pogromy. Hinduscy ekstremiści zabili wiele osób, tysiące wyznawców
Chrystusa musiały uciekać ze swych wiosek, zniszczone zostały ich domy,
kościoły. Ufamy, że już nigdy nie dojdzie do takich aktów przemocy.
Niestety, katolicy, mimo że są tolerowani, nie mogą liczyć na pomoc
państwa w sprawach socjalnych.
Dziękuję za rozmowę.
