fot. Youtube.com/St Gabriel the Archangel-Hopkin

[Jestem w Kościele] Łzy wobec Obecności

Sieć obiegło ostatnio nagranie przedstawiające kapłana płaczącego w momencie przeistoczenia. Ks. Brent Bowman z Minnesoty nie mógł opanować płaczu przez ponad minutę. Jak potem wyjaśnił, było to osobiste doświadczenie duchowe, podczas którego otrzymał „wewnętrzne poznanie mocy wypowiadanych słów oraz rzeczywistości ich skutku”, a także łaskę „głębszego zrozumienia gorzko-słodkiej tajemnicy Męki naszego Pana”. Fakt, że to mistyczne i osobiste doświadczenie zupełnie przypadkowo stało się publiczne, powinien być okazją, aby na nowo odkryć bezcenny skarb rzeczywistej obecności Jezusa Chrystusa w Eucharystii.

Zarejestrowane przez kościelne kamery wydarzenie miało miejsce w święto Podwyższenia Krzyża Świętego i szybko zyskało rozgłos na całym świecie. W oświadczeniu zamieszczonym na diecezjalnej stronie ks. Bowman tłumaczył, że wypowiedziawszy słowa „Czyńcie to na moją pamiątkę”, chcąc podnieść kielich z Krwią Pańską, poczuł, że staje się on tak ciężki, iż nie jest w stanie go unieść. Drżącymi rękami postawił kielich na ołtarzu, po czym skłonił się przed nim i długo płakał. Duchowny zdementował zarazem pojawiające się twierdzenia, jakoby był to cud eucharystyczny rozumiany jako zmiana przypadłości postaci konsekrowanego Chleba i Wina. Podkreślił jednak, że każda Msza jest w istocie takim cudem i wyraził nadzieję, że jego doświadczenie poruszy nasze serca do jeszcze głębszej kontemplacji tajemnicy Eucharystii.

Oby tak się stało, bo świadomość tych spraw wśród katolików niestety kuleje. Wystarczy wspomnieć, że według badania Pew Research Center przeprowadzonego w 2019 r. w Stanach Zjednoczonych w rzeczywistą obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie wierzy jedynie 31 proc. wiernych. To jednak zdecydowanie nie jest tylko problem USA czy szeroko pojętego Zachodu. Te trendy, które okaleczają liturgię i w konsekwencji osłabiają wiarę w rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii, w coraz większym stopniu napływają również do naszego kraju, który długo dzielnie bronił się przed posoborowymi wypaczeniami.

Świadectwo amerykańskiego kapłana ma bowiem szczególną wartość w kontekście przeakcentowania horyzontalnego wymiaru liturgii. Msza Święta rozumiana przede wszystkim jako uczta, czy – co gorsza – jako spotkanie towarzyskie sympatyków Jezusa, gdzie w pierwszej kolejności liczy się dobre samopoczucie uczestników i gdzie nie ma potrzeby przestrzegania żadnych norm, nie jest jedynie publicystyczną hiperbolą. To rzeczywistość wielu parafii, diecezji czy nawet całych krajów, skażonych błędami dotykającymi samego sedna naszej wiary.

Dlatego tak ważna jest adoracja, która wprowadza nas w Tajemnicę Obecności. To właśnie o niej napisał w ostatnim liście do biskupów Ameryki Łacińskiej Ojciec Święty.

„Jestem przekonany, że święta obecność Pana, wiernie przyjęta i adorowana, podtrzymuje to, czego nie osiągną nasze własne siły, i otwiera drogi, których żaden plan nie jest w stanie przewidzieć. To Jego miłość przemieni nasze diecezje” – czytamy w przesłaniu Leona XIV.

To właśnie przebywanie w obecności Chrystusa ukrytego w kawałku chleba było źródłem wiary, mądrości i wreszcie świętości ks. abp. Fultona Sheena, który mimo wszelkich przeciwności został wyniesiony na ołtarze, a który może być znakomitym patronem odnowy eucharystycznej w Kościele. Nie powiedzie się jednak ona bez indywidualnego wysiłku każdego z nas, a więc bez osobistego nawrócenia.

Wojciech Grzywacz

drukuj