[Jestem w Kościele] In vitro – nowe oblicze eugeniki
Poparcie Pierwszej Damy Marty Nawrockiej dla procedury in vitro na nowo rozpaliło dyskusję wokół tego tematu. Niestety mimo powszechnego dostępu do informacji świadomość ws. niemoralności tej metody nawet wśród ludzi wierzących jest nikła. Aby odrzucić in vitro nie trzeba jednak odwoływać się do pobudek religijnych, tylko do biologii i logiki. Mało kto zdaje sobie sprawę, że zagrożeniem jest nie tylko los tzw. nadmiarowych zarodków, lecz także długofalowe konsekwencje takiej „produkcji” człowieka na szkle, których nawet nie sposób w pełni przewidzieć.
Warto zrozumieć, że nie chodzi o jakąś zwykłą procedurę medyczną, ale o fundamentalne przesunięcie granic w traktowaniu ludzkiego życia. Sprowadzenie zarodka do roli laboratoryjnego materiału uruchomiło proces, którego nie da się już łatwo zatrzymać. Skoro bowiem człowiek na najwcześniejszym etapie staje się obiektem technologicznym, to kolejnym, całkowicie naturalnym krokiem, staje się poddanie go prawom rynku i inżynierii.
Co więcej, rosnące możliwości technologiczne ludzkości sprawiają, że zaczynamy wkraczać na naprawdę nieznane wody. Selekcja zarodków, aby wybrać ten najlepszy, z najbardziej obiecującym potencjałem to już rzeczywistość. Niektóre dzieci Elona Muska pochodzą właśnie z tego rodzaju zaawansowanego in vitro. Biotechnolog prof. Piotr Rieske wskazuje, że to wcale nie koniec, bo już są podejmowane próby edycji genotypu, tak aby powstał „super-osobnik”. To przecież urzeczywistnienie idei „hodowli” idealnego człowieka, co stanowi jądro eugeniki.
W warunkach naturalnych dziecko jest darem – rodzice przyjmują je takim, jakie się urodzi, ze wszystkimi jego wadami i zaletami. Na skutek rozpowszechnienia in vitro pojawia się jednak mentalność konsumencka. Rodzice, często nawet podświadomie, mogą zacząć oczekiwać „produktu wolnego od wad” i najwyższej jakości, co przecież zmniejsza społeczną akceptację dla ludzkiej niedoskonałości i niepełnosprawności.
Remedium oczywiście istnieje, a wskazuje na nie prof. Rieske: „Wartość życia ludzkiego w wielu etykach (nie tylko religijnych) powinna być inherentna, a nie zależna od inwestycji finansowej, potencjału genetycznego czy stanu zdrowia. Gdy tylko zaczynamy przypisywać wartość na podstawie „jakości” (zdrowie, IQ, koszt), wchodzimy na bardzo śliskie tory eugeniki. A to właśnie się dzieje. Problem możliwości technologicznych prowadzi do paradoksu. Z jednej strony zarodki niektórzy chcą traktować jak odpad. Z drugiej strony stają się powoli bezcenne. Ukazuje to jednocześnie, że zarodek to coś więcej niż się wielu ludziom wydaje. To nie jest kulka z komórkami”.
To, co się dzieje – a jeśli się nie opamiętamy, najgorsze dopiero przed nami – nie powinno być żadnym zaskoczeniem, bo to klasyczny przykład równi pochyłej. Wystarczyło tylko przekroczyć jedną granicę i sprawić, że człowiek na najwcześniejszym etapie rozwoju nie jest już bezwzględnie chroniony, że z podmiotu stał się przedmiotem. W efekcie mamy do czynienia z czymś, co trudno znaleźć nawet w jakiejś fikcji literackiej. Tak więc sprowadzanie in vitro tylko do szczytnej chęci posiadania dziecka jest katastrofalnym uproszczeniem.
Wojciech Grzywacz



