fot. Jakub Grabowski

O. J. Berus OFM: Dzisiaj ludzie i dzieci nie wiedzą, jak wygląda ksiądz. Z jednej strony jest to tragicznie, ale z drugiej piękne. Fundament jest, a to, że mury się walą, nie oznacza, iż nie można wybudować innych, lepszych i mocniejszych

Ks. kard. Stefan Wyszyński powiedział kiedyś, żeby sutanna nie zniknęła z krajobrazu Polski. Dzisiaj ludzie i dzieci nie wiedzą, jak wygląda ksiądz. Z jednej strony jest to tragicznie, ale z drugiej piękne. Fundament jest, a to, że mury się walą, nie oznacza, iż nie można wybudować innych, lepszych i mocniejszych. Święty Franciszek mówił „Głoście Ewangelię, a jeżeli będzie taka konieczność, to róbcie to słowami”. Chodzi o głoszenie przede wszystkim życiem. Może właśnie, żeby Kościół był bardziej atrakcyjny dla ludzi, my jako ludzie musimy żyć jak chrześcijanie. Trzeba poznawać Chrystusa, zaprzyjaźnić się z Nim, pokochać Go. Do tego można wykorzystywać każde narzędzia – mówił ojciec Justyn Berus OFM, dyrektor Franciszkańskiego Liceum Ogólnokształcącego w Toruniu, duszpasterz wspólnoty „Między Nami Kobietami” i „Nowe Pokolenie Ojców”, w rozmowie z portalem radiomaryja.pl.

Mówiąc o tym, dlaczego młodzi odchodzą dziś od Kościoła, łatwo wskazać na zmieniające się społeczeństwo, wpływ rodziny czy coraz mniejsze znaczenie religii w życiu codziennym, ale odpowiedzialność za ten stan rzeczy nie leży wyłącznie po stronie młodych czy ich rodziców. Kościół również powinien spojrzeć na siebie i zapytać, czy w odpowiedni sposób odpowiada dziś na potrzeby młodego człowieka. Być może problem nie polega na tym, że młodzi przestali szukać, ale na tym, że nie zawsze w Kościele znajdują to, czego szukają. W końcu zainteresowanie tematami religijnymi wcale nie znika, wystarczy spojrzeć choćby na popularność podcastów czy treści religijnych w internecie.

Wina zawsze leży po obu stronach. Kiedyś słuchałem jednego podcastu i jego autor powiedział, że jest bardzo dużo podcastów religijnych w internecie. To pokazuje, iż zainteresowanie religią jest. To wskazuje nam też, że katecheza, która miała miejsce w szkole, nie spełniła swojego zadania. Oczywiście łatwo jest krytykować po czasie. Myślę jednak, że musimy zmienić myślenie co do Kościoła. Owszem przychodzimy do niego, żeby poznać pewną wiedzę, ale przede wszystkim spotykamy się z Bogiem. Najgorsze myślenie, jakie może być, to jest: „Jakoś to będzie, np. dzisiaj mam spotkanie z młodzieżą i co zrobimy? A coś tam zrobimy – pośmiejemy się i pogadamy”. To ma znaczenie, ale wcześniej czy później młodzież powie, iż chce czegoś więcej – wskazał o. Justyn Berus OFM.

Młodzi ludzie szukają dziś czegoś więcej. Nie chcą jedynie kolejnych spotkań, aktywności czy rozmów, które mogliby znaleźć w wielu innych miejscach. Szukają czegoś, co będzie prawdziwe i co odpowie na ich najważniejsze pytania. Być może właśnie dlatego tak ważne jest, żeby Kościół nie próbował jedynie przyciągać młodych, ale przede wszystkim dał im możliwość spotkania z Chrystusem.

Pamiętam, że jeden z moich współbraci, kiedy zajmował się młodzieżą, to był taki moment, iż miał ich na wspólnocie wiele. On się cieszył, że ma tyle osób, ale po czasie grupa zaczęła się trochę rozpadać. W pewnym momencie zauważył i dało mu to do myślenia, że młodzież przychodziła na Mszę świętą i adorację, która była rozpoczęciem spotkania, a potem wychodzili. Kiedyś zapytał ich, dlaczego po tym czasie wychodzą, a oni mu odpowiedzieli, że to, co Ojciec im proponuje, to wszystko mają w świecie, ale nie mają Chrystusa. Oni podkreślili, że przychodzą na Mszę świętą i adorację, bo chcą się spotkać z Jezusem (…). My powinniśmy dać młodym Chrystusa. Nie oznacza to jednak, że mamy się zamykać. Musimy być specjalistami od relacji z Chrystusem. Powinniśmy być jak św. Franciszek z Asyżu. On postawił wszystko na jednej szali, był wyśmiewany, ale tak pokochał Jezusa, że chodził i nie był w stanie trzymać radości kochania Chrystusa tylko dla siebie, więc ją opowiadał, był autentyczny. W jaki sposób zachęcić młodzież? Przede wszystkim przez autentyczność. Czasami trzeba im powiedzieć: „No chodź, poświęć się” – powiedział dyrektor Franciszkańskiego Liceum Ogólnokształcącego w Toruniu.

Sutanna przez lata była jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli obecności Kościoła w przestrzeni publicznej. Dziś coraz częściej jej brakuje, a dla wielu dzieci i młodych ludzi ksiądz staje się kimś niemal nieznanym. To pokazuje, jak bardzo zmieniła się Polska i jak mocno zmieniło się miejsce Kościoła w społeczeństwie. Jednocześnie nie musi to oznaczać końca. Być może jest to moment, w którym trzeba wrócić do tego, co najważniejsze, czyli do autentycznego świadectwa wiary i życia Ewangelią, a dopiero później sięgać po nowe sposoby docierania do ludzi.

Ks. kard. Stefan Wyszyński powiedział kiedyś, żeby sutanna nie zniknęła z krajobrazu Polski. Dzisiaj ludzie i dzieci nie wiedzą, jak wygląda ksiądz. Z jednej strony jest to tragicznie, ale z drugiej piękne. Fundament jest, a to, że mury się walą, nie oznacza, iż nie można wybudować innych, lepszych i mocniejszych. Święty Franciszek mówił „Głoście Ewangelię, a jeżeli będzie taka konieczność, to róbcie to słowami”. Chodzi o głoszenie przede wszystkim życiem. Może właśnie, żeby Kościół był bardziej atrakcyjny dla ludzi, my jako ludzie musimy żyć jak chrześcijanie. Trzeba poznawać Chrystusa, zaprzyjaźnić się z Nim, pokochać Go. Do tego można wykorzystywać każde narzędzia – akcentował duszpasterz.

Rodzina jest pierwszym miejscem, w którym człowiek spotyka się z wiarą. To właśnie tam dziecko najczęściej po raz pierwszy słyszy o Bogu i obserwuje, jak rodzice tę wiarę przeżywają. Nie oznacza to jednak, że pochodzenie z rodziny niewierzącej czy dysfunkcyjnej musi przekreślać późniejszą relację z Kościołem. Historia pokazuje, że droga do wiary nie zawsze prowadzi przez idealny dom, a czasem właśnie trudne doświadczenia rodzinne stają się impulsem do poszukiwania czegoś więcej.

Paradoksalnie osoby z rodzin dysfunkcyjnych często same przychodzą do Kościoła, a przynajmniej tak było jeszcze w latach 90. Wielu młodych, którzy przychodzili na wspólnotę młodzieżową, mieli jakiś problem rodzinny. Oczywiście rodzina jest ważna i istotna, bo to jest pewien fundament, ale niejednokrotnie było tak, iż wielu świętych miało tragicznych rodziców, jeśli chodzi o wiarę. Zdarza się też tak, że ludzie są wierzący, prawie święci, a ich dzieci już niekoniecznie – zauważył duchowny.

Młodzi patrzą na Kościół przez pryzmat tego, czego im zabrania, a nie tego, co chce im powiedzieć o Bogu. Zderzają się z zasadami, których nie rozumieją albo z którymi po prostu się nie zgadzają. Do tego dochodzi naturalny dla młodości bunt i przekonanie, że Kościół kojarzy się przede wszystkim z modlitwą, nakazami i ograniczeniami. W efekcie łatwo o dystans i przekonanie, że nie jest to miejsce dla nich. Ten sprzeciw może mieć różne źródła, ale żeby w ogóle zacząć o nim rozmawiać, młodzi muszą najpierw mieć przestrzeń, by z Kościołem się spotkać.

Młodzi ludzie nie zgadzają się z zakazami Kościoła. Oni często patrzą na Kościół jako instytucję, która im coś zakazuje, a nie mają poczucia, że mówimy o Bogu. Młodzi spoglądają na Kościół i wiarę z perspektywy atrakcyjności, bo po co mają iść do instytucji, która mówi, że tego czy tamtego nie wolno, jak nie mają poczucia wiary w Boga. Drugi problem jest taki, że boją się, iż jak coś kościelnego się dzieje, to znaczy, że będą się tylko modlić. Dodatkowo w młodzieży jest poczucie buntu. Powodów niezgadzania się młodych z Kościołem jest wiele, ale trzeba dać im szansę na obecność i zainteresowanie – stwierdził kapłan.

Monika Gronczakiewicz/radiomaryja.pl

drukuj