fot. gov.pl

[Nasz Dziennik] Nagonka na kardynała

Ponad dwa tygodnie temu na portalu Onet niejaki Szymon Piegza opublikował artykuł informujący o tym, że ks. kard. Stanisław Dziwisz „został wezwany do sądu jako świadek”. Autor napisał, że były metropolita krakowski wysłał do sądu „pismo, w którym stwierdził, że nie może brać udziału w czynnościach, wywołujących u niego stres”. „Sekretarz Jana Pawła II poprosił też, by sąd nie wzywał go więcej na przesłuchanie” – napisał dziennikarz Onetu. Jest to informacja nieprawdziwa.

W przesłanym do sądu oświadczeniu ks. kard. Dziwisz ani nie napisał, że „nie może brać udziału w czynnościach, wywołujących u niego stres”, ani nie prosił, by sąd nie wzywał go więcej na przesłuchanie”. W odpowiedzi na wezwanie sądowe ze względu na stan zdrowia poprosił o przesłuchanie w swoim miejscu zamieszkania. I jest to nie rzecz wymyślona przez Księdza Kardynała, lecz wskazanie lekarza sądowego zawarte w opinii przekazanej do akt sprawy. Dlaczego w swoim artykule Szymon Piegza o tym fakcie nawet nie wspomniał? Jaką wartość ma dziennikarski materiał, w którym przemilcza się istotne informacje, fałszując rzeczywistość?

Presja i media

Można w tym miejscu zapytać: skąd taka presja, by ks. kard. Stanisław Dziwisz stawił się osobiście w budynku sądu, a nie – zgodnie ze wskazaniami lekarza sądowego – został przesłuchany w miejscu zamieszkania? Patrząc na ogólną atmosferę, odpowiedź wydaje się prosta. Można się domyślać, że taka „wizyta” w sądzie przyciągnie rzesze dziennikarzy telewizyjnych, którzy w błyskawicznym tempie przekażą całemu światu materiał filmowy, zapewne z komentarzem typu „sekretarz Jana Pawła II oskarżony o tuszowanie pedofilii”. Wszak odbiorcy, zwłaszcza ci poza granicami Polski, nie będą w stanie zweryfikować informacji. A Papież z Polski znów znajdzie się na celowniku. Czyż nie o to chodzi?

Presja na przesłuchanie Księdza Kardynała w siedzibie sądu może się wiązać z jeszcze jedną niebezpieczną – by nie powiedzieć „korupcyjną” – kwestią. Otóż kiedyś w podobnej sprawie jako świadek zeznawał śp. ks. bp Edward Janiak. Ponieważ rozprawa była niejawna, przesłuchanie to odbywało się „za zamkniętymi drzwiami”. Jednak potem nagranie z kamery sądowej, a więc materiał, którego nie wydaje się nawet stronom, w nieznanych dotąd okolicznościach „nieznani sprawcy” wynieśli z sądu i – odpowiednio „opracowane” – pokazano później w filmie „Zabawa w chowanego”, zrealizowanym przez Tomasza i Marka Sekielskich. Czy w przypadku ks. kard. Stanisława Dziwisza także nie chodzi o „materiał” do realizacji jakieś kolejnego filmu? Tego nie wiemy. Wypada jednak coś przypomnieć. Gdy blisko sześć lat temu wspomniany Szymon Piegza próbował przypisać byłemu metropolicie krakowskiemu odpowiedzialność za „tuszowanie pedofilii”, 20 października 2020 roku na profilu portalu społecznościowego znanego dziś jako platforma X nie kto inny, jak Tomasz Sekielski napisał: „Może i kardynał nie widział naszych filmów, ale Wy, drodzy TŁITEROWIANIE, zobaczycie kardynała w nowym kolejnym dokumencie. Będzie się działo… oj będzie. Cierpliwości”.

Sprawę zakończyć

Już w listopadzie 2020 roku na łamach „Naszego Dziennika” pisałem, że rozpowszechniane przez media zarzuty, jakoby ks. kard. Stanisław Dziwisz, pełniąc urząd arcybiskupa krakowskiego, „tuszował” sprawy pedofilii, nie mają nic wspólnego ze stanem faktycznym. Twierdzenie takie nie wynikało z przypuszczenia, domniemania czy dokumentacji, którą dysponuje watykańska Dykasteria ds. Nauki Wiary. Przypomnijmy, że w styczniu 2021 roku Prokuratura Okręgowa w Krakowie odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie rzekomego „tuszowania” przez Księdza Kardynała nadużyć seksualnych księży wobec nieletnich. Prokuratura uznała, że „brak jest podstaw do wszczęcia śledztwa w tej sprawie”. W marcu 2021 roku również Prokuratura Rejonowa w Żywcu odmówiła wszczęcia podobnego śledztwa, a jej decyzję podtrzymał Sąd Rejonowy w Żywcu.

Dlatego też Ksiądz Kardynał nie unika przesłuchania, jak sugerują dziennikarze. Przeciwnie, w skierowanym do sądu piśmie nawet o jego przeprowadzenie sam prosi, by sprawę „definitywnie zakończyć”. Jeśli Szymon Piegza i inni jemu podobni zapoznali się z treścią pisma, to powinni byli to zauważyć. Jeśli tego „nie zauważyli”, to trudno tu mówić o rzetelności, obiektywizmie, prawdzie czy szacunku dla własnych odbiorców.

W tym miejscu raz jeszcze trzeba postawić pytanie, które kilka lat temu w rozmowie z KAI zadał Andrea Gagliarducci: „Kto zrekompensuje nie tylko kard. Dziwiszowi, ale i Kościołowi szkody wizerunkowe, jakie do tej pory spowodowało to medialne śledztwo?”. Bo w tym przypadku sprawa dotyczy nie jedynie emerytowanego arcybiskupa krakowskiego, lecz także św. Jana Pawła II. I postać świętego Papieża z Polski nie pozwala nam na to, byśmy obok manipulacji i kłamstwa przechodzili obojętnie.

Sebastian Karczewski/Nasz Dziennik

drukuj