[Jestem w Kościele] Gdy ewangelizacja staje się sloganem
Ewangelizacja należy dziś do tych słów w kościelnym słowniku, które odmieniane są przez wszystkie przypadki. Mamy Dykasterię ds. Ewangelizacji, różnego rodzaju dokumenty Kościoła podkreślają znaczenie ewangelizacji, a przeprowadzane reformy instytucjonalne mają na celu zintensyfikowanie działań ewangelizacyjnych. Ba! Nawet ci, którzy dążą do zmiany doktryny, twierdzą, że przyczyni się to do skuteczniejszej ewangelizacji. Pytanie brzmi, czy za każdym razem chodzi o autentyczną ewangelizację, czy może niekiedy pojęcie to staje się wygodnym, acz coraz bardziej pustym frazesem?
Cenną wskazówkę dał nam ostatnio Ojciec Święty. „Z pewnością nie poprzez rozmywanie treści i łagodzenie wymagań można uczynić chrześcijaństwo atrakcyjnym, ale poprzez świadczenie z pokorą i odwagą o drodze, prawdzie i życiu, które nawróciło i uświęciło tak wiele osób” – powiedział Leon XIV w przemówieniu do uczestników sesji plenarnej Dykasterii ds. Ewangelizacji. To ważna przestroga przed pokusą dostosowania orędzia Chrystusa do aktualnych mód, oczekiwań czy nacisków określonych środowisk. Nie znaczy to bynajmniej, że formy przekazu muszą pozostać niezmienne. Ewangelizacja zawsze wymaga uwzględnienia konkretnego kontekstu kulturowego i społecznego. Nie może się to jednak odbywać kosztem samej istoty przekazu, czyli prawdy Ewangelii.
Mimo że ewangelizacja jest jednym z najpilniejszych zadań Kościoła (wszak zleconym przez samego Chrystusa), to niektórzy jego członkowie sprawiają wrażenie, jak gdyby była ona możliwa właśnie w oderwaniu od prawdy. Priorytetem staje się to, aby nie daj Boże kogoś nie urazić. Tak jakby Ewangelia była lekka i przyjemna. Ks. prof. Jan Perszon zwykł mawiać, że Słowo Boże czasami musi nas zaboleć, oburzyć czy nami wstrząsnąć, bo w przeciwnym razie coś jest nie tak. Ewangelia jest rzeczywiście Dobrą Nowiną, lecz dobra nie oznacza słodkiej, wygodnej i pozbawionej wymagań. Tam, gdzie jest ona głoszona w całej pełni, Kościół kwitnie, a tam, gdzie się ją rozcieńcza, chrześcijaństwo się zwija.
Pokusa przemilczania pewnych prawd ujawnia się także w pytaniu o adresatów ewangelizacji. Pokazała to niedawna dyskusja wokół głośnego listu Konferencji Episkopatu Polski z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w synagodze rzymskiej. Kontrowersje wzbudził przede wszystkim brak jasnego potwierdzenia, że Chrystus jest Zbawicielem także Żydów oraz sugestia, jakoby mogła dla nich istnieć równoległa droga zbawienia, bez Chrystusa i Kościoła. Pozytywnym owocem tej dyskusji było jednak ujawnienie się sensus fidei wielu polskich katolików, którzy gremialnie stanęli w obronie jedynozbawczości Chrystusa, domagając się od swoich pasterzy jasności w nauczaniu.
Przed pokusą zmiękczania Ewangelii ostrzegał niedawno ks. abp Henryk Jagodziński, nuncjusz apostolski w RPA, Lesotho, Namibii, Eswatini i Botswanie. W homilii przy grobie św. Jana Pawła II mówił: „Świat nie potrzebuje Kościoła, który będzie powtarzał opinię świata. Świat potrzebuje Kościoła, który będzie miał odwagę mówić Prawdę, która zbawia”. Jakże bardzo potrzebujemy takich głosów właśnie dziś, gdy swoistej poprawności religijnej coraz częściej ulegają także ludzie Kościoła. Celem ewangelizacji nie jest bowiem uczynienie Ewangelii bardziej akceptowalną, lecz doprowadzenie człowieka do spotkania z Chrystusem.
Wojciech Grzywacz


