Polska była jej miłością

Panią Marię Okońską znałam dość dobrze. Pan Bóg zapisał jej życie w wyjątkowym czasie – urodziła się w roku Cudu nad Wisłą – w 1920. Często nawiązywała do tej daty, do faktu, że Matka Boża uratowała wtedy Polskę. To w niej żyło.

Od czasów szkolnych miała pragnienie służyć ludziom dla Boga. Sodalicja Mariańska kształtowała jej duchowość. Od wczesnej młodości codziennie przyjmowała Komunię św., co w ówczesnych czasach było niezwykłe. Mówiła też, że porwała ją Matka Boża. Ważnym momentem w jej życiu była praca konspiracyjna w czasie okupacji niemieckiej. Jako młoda dziewczyna zbierała młodzież, już w tak trudnych czasach mówiła, że chce głosić królestwo Boże. 3 maja 1942 roku u Sióstr Urszulanek na Tamce w Warszawie urządziła pierwszą akademię ku czci Matki Bożej Królowej Polski. Często powracała do tego wydarzenia. W czasie Powstania Warszawskiego napisała i rozpropagowała poprzez ulotki z wizerunkiem Matki Bożej Jasnogórskiej tzw. Nową mobilizację walczącej Warszawy, w której odwołała się do Cudu nad Wisłą. Wezwała wówczas warszawiaków do modlitwy różańcowej za Warszawę. Gdy Powstanie Warszawskie upadło – płakała, stwierdzając, że Warszawa umiera, ale mówiła, że umiera w stanie łaski, mówiła, że „Warszawa była rozmodlona”. Tuż po tym wydarzeniu pielgrzymowała z grupką dziewcząt na Jasną Górę, by odbyć rekolekcje. Potem była studentką KUL i robiła wszystko, by zostać apostołem maryjnym. W 1948 r. aresztowano ją za działalność. Znała już wówczas Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Poznali się w 1942 r. w podwarszawskich Laskach, gdy był kapelanem żołnierzy AK. Połączyła ich wspólna wizja Polski, oparta na duchowości maryjnej i Jej wstawiennictwu. Gdy w 1956 r. Prymas pisał śluby jasnogórskie, udało się jej dotrzeć do Komańczy. W jakiejś mierze była inspiratorką myśli księdza Prymasa. Wspólnie snuli plany, jak ratować Polskę. Grali w tej samej „maryjnej orkiestrze”.

W ostatnich dwóch, trzech dniach widywałyśmy się niemal codziennie. Była po zawale, ale uśmiechnięta, taką ją widziałam 2 maja, w czasie sakramentu chorych, jakby trochę w innym świecie. W tle – obraz Matki Bożej Jasnogórskiej. Mówiła, że jest szczęśliwa. Słuchała homilii ks. abp. Józefa Michalika – w święto Królowej Polski. Martwiła się, czy Polska wypełnia misję, czy jest godna Maryi.

Kiedy odwiedzałam ją 5 maja, mówiła: „Pamiętaj, nie byłoby Polski bez Piłsudskiego – on uratował Polskę”. Nawiązywała do słów Prymasa Wyszyńskiego, iż Piłsudski postawił całego siebie za Polskę. Prosiła, by jej przypomnieć, co powiedział Jarosław Kaczyński podczas ostatniej rocznicy katastrofy smoleńskiej na Krakowskim Przedmieściu, który cytował Piotra Skargę, że Chrystus jest Korzeniem Rzeczypospolitej. Mówiła: „Nasz Ojciec mówił to samo”.

Przez ostatnie dni na jej ustach wciąż wybrzmiewał temat: Polska. Ojczyzna była jej największym problemem i największą miłością. Mawiała: „Ale wierzysz, że Maryja na pewno uratuje Polskę”. A jej ostatnie przesłanie, jakie przekazywała w rozmowach, w ostatnich dniach swego życia, brzmiało: „Bądźcie świętymi, módlcie się za Polskę, z Jasnej Góry przyjdzie zwycięstwo”. Dodała też: „Nie wolno zmieniać poglądów niezależnie od przykrości czy korzyści – trzeba trwać przy swoim”.

Prof. Krystyna Czuba

drukuj