fot. FB Nietypowe Słowo TMB

O. T. M. Boguszyński OFM: Bóg przychodzi i chce się pobrudzić naszymi grzechami, żebyśmy byli na nowo czyści, piękni, pachnący Jego łaską i miłością

Być może Pasterka i Msza święta jest dla niektórych z nas taką okolicznością, żeby wypełnić pewną tradycję. Niemniej jednak Bóg ciągle na nas czeka, czeka na niewierzących, którzy też wśród nas są. On czeka na tych, którzy pogubili się w wierze. Czeka także na tych, którzy głęboko wierzą. Pojawia się pytanie, dlaczego? Odpowiedź jest prosta – bo jest Miłością. Tą prawdziwą, która nie budzi strachu, lęku. Bóg nie boi się nas mimo naszych grzechów i nieprawości. (…) Bóg przychodzi i chce się pobrudzić naszymi grzechami, żebyśmy byli na nowo czyści, piękni, pachnący Jego łaską i miłością – podkreślił podczas homilii o. Tytus Mariusz Boguszyński OFM, gwardian i proboszcz klasztoru w Koszarawie Bystrej.

 

W noc Bożego Narodzenia wielu z nas przychodzi do Kościoła z sercem pełnym różnych uczuć – od ciekawości, przez wzruszenie, aż po niepokój. To chwila, w której pytamy siebie, czego tak naprawdę szukamy u Boga i czy potrafimy pozwolić Mu zbliżyć się do naszego życia. W blasku betlejemskiej nocy odkrywamy, iż Bóg przychodzi bez lęku, cicho i pokornie, aby rozproszyć nasz strach. Właśnie wtedy rodzą się pytania, które dotykają najgłębszych pragnień naszego serca.

Być może my wszyscy jesteśmy pasterzami, którzy zobaczyli anioła i się wystraszyli. Być może przychodzimy na Pasterkę z ciekawości, jak ona wygląda. Pojawia się jednak pytanie, czy przyszliśmy po to, żeby przestać się bać Boga? Bóg się nas nie boi. On w osobie Jezusa Chrystusa, skromnego dziecka, przychodzi do każdego z nas. Bóg daje się wprowadzić do stajenki, do naszych domów, kiedy składamy sobie życzenia. Być może były to tylko życzenia zdrowia, szczęścia, pomyślności i żeby dożyć do następnych świąt. Co, jeśli nie dożyjemy? Czy Bóg będzie sadystą, czy będzie tym, który nas nie kocha i nas odrzuca? Czy my jeszcze w ogóle na Boga czekamy? – pytał o. Tytus Mariusz Boguszyński OFM.

Bóg przychodzi do naszego życia jako małe dziecko, dając nam przestrzeń do wzrostu i przemiany. Czeka na każdego z nas niezależnie od tego, czy jesteśmy zagubieni, czy głęboko wierzący. On nie boi się naszych słabości. Jego obecność przypomina, że prawdziwa miłość nie odrzuca, lecz wchodzi w nasze życie, by je oczyścić i napełnić łaską.

Nasze życie jest Adwentem, a to wszystko po to, żebyśmy nauczyli się czekać nie tylko na Pana Jezusa, ale również na samach siebie. Byśmy nauczyli się czekać na to, co Bóg nam proponuje, bo On zawsze mówi do nas „jeśli chcesz”. Nie umiemy czekać. Ciągle chcemy wszystko na już, na wczoraj. Denerwujemy się na siebie, a zobaczmy, że Bóg, przychodząc w osobie małego dziecka, daje tobie i mi czas na to, żebyśmy z Nim wzrastali. Być może pośród nas są tacy, których droga do sakramentów już dawno zarosła. Być może Pasterka i Msza święta jest dla niektórych z nas taką okolicznością, żeby wypełnić pewną tradycję. Niemniej jednak Bóg ciągle na nas czeka, czeka na niewierzących, którzy też wśród nas są. On czeka na tych, którzy pogubili się w wierze. Czeka także na tych, którzy głęboko wierzą. Pojawia się pytanie, dlaczego? Odpowiedź jest prosta – bo jest Miłością. Tą prawdziwą, która nie budzi strachu, lęku. Bóg nie boi się nas mimo naszych grzechów i nieprawości. On schodzi do życia każdego z nas, byśmy powiedzieli, kiedy wejdziemy do stajni betlejemskiej: „Przepraszam, wchodź do naszego gnoju życiowego, żeby posprzątać”. Bóg przychodzi i chce się pobrudzić naszymi grzechami, żebyśmy byli na nowo czyści, piękni, pachnący Jego łaską i miłością – akcentował gwardian klasztoru w Koszarawie Bystrej.  

Prawdziwa otwartość na drugiego człowieka zaczyna się od otwarcia na Jezusa Chrystusa. To oznacza odwagę, by stanąć przed Nim bezbronnie i powierzyć Mu swoje życie, prosić o oczyszczenie tego, co złe i wzmocnienie tego, co piękne. Często jednak udajemy, że jesteśmy wierzący, traktując chrześcijaństwo jedynie jako tradycję czy obrazek z przeszłości. Tymczasem wiara może stać się dla nas fascynującą przygodą i odkryciem własnego piękna.

Nie będziemy otwarci na drugiego człowieka, jeśli nie otworzymy się na Jezusa Chrystusa. Co to znaczy otworzyć się na Jezusa? Stanąć bezbronnym i powiedzieć: „Boże zabierz to, co złe z mojego życia, a wzmocnij to, co jest piękne”. My tak bardzo często udajemy, iż jesteśmy wierzącymi, dlatego że nie mamy wiary. Być może właśnie dlatego bardzo często patrzymy na chrześcijaństwo jak na obrazek, tradycję, wspomnienie sprzed dwóch tysięcy lat. W rzeczywistości chrześcijaństwo może być dla każdego z nas wielką przygodą, nowym odkryciem swojego piękna – mówił duchowny.

Bóg niczego od nas nie potrzebuje, On jest pełnią sam w sobie. To my potrzebujemy czasu spędzonego z Nim, aby wypełnić się Jego obecnością i odkryć prawdziwe źródło życia. Spotkanie z Bogiem daje nam pokój, radość i sens, których nie znajdziemy nigdzie indziej.

Pan Bóg nie potrzebuje naszego czasu, nie potrzebuje nic z naszego życia. On jest tym, którego nic i nikt nie jest w stanie dopełnić. On jest pełnią. To my potrzebujemy czasu z Bogiem, żeby wypełnić się Jego obecnością – stwierdził o. Tytus Mariusz Boguszyński OFM.

Więcej wartościowych treści i katechez o. Tytusa Mariusza Boguszyńskiego OFM można znaleźć na jego profilu na Facebooku oraz na kanale YouTube.

radiomaryja.pl

drukuj