fot. PAP/Tomasz Gzell

Kto odpowiada za aferę KPO? Dotacje na absurdalne projekty otrzymało wiele osób związanych z obecną koalicją rządową

Pojawiają się nowe fakty w sprawie afery KPO, w ramach której wysokie dotacje na absurdalne projekty, otrzymało wiele osób związanych z obecną koalicją rządową. Zdymisjonowana, była prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, mówi, że resort funduszy wiedział o łodziach dla firm. Zapowiedzianą kontrolę uznała za fikcję.

Jeszcze przed uruchomieniem programu dotacyjnego z KPO w internecie pojawiło się wiele ogłoszeń dotyczących sprzedaży firm, które kwalifikowały się do otrzymania dotacji. Do archiwalnych wpisów dotarli internauci.

Rodzą się pytania, czy osoby zainteresowane przejęciem takich spółek byłe pewne, że otrzymają takie dotacje i czy nie doszło do korupcji. To powinny sprawdzić niezależne służby – mówił poseł Konfederacji, Bartomiej Pejo.

– To jest zatrważające. Te pieniądze można było przeznaczyć na zupełnie coś innego – wskazał poseł Bartłomiej Pejo z Konfederacji.

Na liście beneficjentów programu znalazło się wiele osób powiązanych z obecną władzą, w tym małżonkowie i bliscy parlamentarzystów oraz samorządowców. Blisko pół miliona złotych otrzymała żona najbogatszego posła w Sejmie, członka PO – Artura Łąckiego. Polityk broni dotacji przyznanej jego żonie.

– Moja żona miała prawo wziąć te pieniądze, starać się o nie i to zrobiła – mówił  poseł Artur Łącki.

Z koalicji rządowej płynie przekaz, że za nieprawidłowości odpowiada rząd Prawa i Sprawiedliwości.

– Przypomnijmy, że program HoReCa został stworzony w KPO przez PiS – wskazała  wiceminister edukacji narodowej, Katarzyna Lubnauer z KO.

– Mam wrażenie, że bardzo dużo było tutaj błędów popełnionych przez naszych poprzedników – zwróciła uwagę poseł Joanna Mucha z Polski 2050.

To absurdalne tłumaczenie – odpowiedział europoseł PiS, Tobiasz Bocheński.

– To jest tak samo wiarygodne, jak opowieść Donalda Tuska o tym, że Prawo i Sprawiedliwość wpuściło nielegalnych imigrantów do Polski. Nie było ich widać na ulicach, ale jak Tusk zaczął rządzić, to zaczęli się na tych ulicach pojawiać. Pewnie siedzieli w jakichś schronach i stodołach i wyszli na nasz sygnał. To jest szaleństwo – wskazał europoseł Tobiasz Bocheński.

Rządzący utrzymują, że sprawa jest wyjaśniana, a odpowiedzialna za nieprawidłowości szefowa PARP, Katarzyna Duber-Stachurska, została już wcześniej zwolniona. Była urzędniczka wydała oświadczenie, w którym przypomina, kto nadzoruje programy dotacyjne z KPO.

„PARP jest agencją wykonawczą, nie podejmuje decyzji o programach, nie ustala kryteriów przyznawania dofinansowania, wszystkie procedury, regulaminy i umowy są zatwierdzane przez Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej” – zaznaczyła Katarzyna Duber-Stachurska, była szefowa PARP.

Opozycja rozpoczęła szczegółowe kontrole wydatkowania środków i mówi o największej aferze od 1989 roku. Są też pierwsze zawiadomienia do prokuratury. Skalę nieprawidłowości bagatelizuje poseł Lewicy, Sebastian Gajewski.

– Do Polski trafia 270 miliardów złotych z Krajowego Planu Odbudowy. My rozmawiamy o jednym konkursie, z którego nawet nie rozdysponowano jedynego procenta środków – wskazał poseł Sebastian Gajewski z Lewicy.

Blokada środków z KPO przez Bruksele ułatwiła Donaldowi Tuskowi powrót do władzy. Teraz okazuje się, że chodziło też o coś więcej – wskazuje prezydencki minister Marcin Przydacz.

– Okazuje się, że zasadniczym celem było to,  aby dysponować tymi środkami w sposób samodzielny, po to, aby nachapać się wzajemnie, żeby dać swoim politykom i jej rodzinom miliony złotych na absurdalne projekty – wyjaśnił Marcin Przydacz.

Prezydent Karol Nawrocki domaga się wyjaśnień od rządu w sprawie afery KPO oraz skutecznej reakcji służb.

TV Trwam News

drukuj