fot. facebook.com/photo/?fbid=10223404431282922&set=a.1389508701689

Pos. K. Sójka o projekcie reformy szpitalnictwa: Wsparcie w oddłużaniu szpitali brzmi ładnie i kolorowo, a tak naprawdę nie było zapisów, które dawałyby realne narzędzia do tego, żeby wesprzeć szpitale w Polsce

Projekt sam w sobie nie zawierał realnego wsparcia w oddłużeniu szpitali. Tak naprawdę było dużo mowy o tym, że szpitale będą mogły się łączyć, konsolidować. Na ręce samorządowców scedowano, że to oni będą mieli podejmować decyzję. Jednocześnie były zapisy, które umożliwiały przekształcanie szpitali i komercjalizację, co przy jednoczesnym niedofinansowaniu ochrony zdrowia, wszystkich zawirowaniach, niestabilnościach, spowodowałyby, że widmo prywatyzacji wisiałoby nad naszą ochroną zdrowia w Polsce. Wsparcie w oddłużaniu szpitali brzmi ładnie i kolorowo, a tak naprawdę nie było zapisów, które dawałyby realne narzędzia do tego, żeby wesprzeć szpitale w Polsce, w tym oddłużyć. Szpitale w Polsce są zadłużone na 24 miliardy złotych, co gorsze, zadłużenie wymagalne, czyli takie zobowiązania, które muszą być zapłacone w tym momencie, wzrosło i wynosi 3 miliardy złotych – mówiła Katarzyna Sójka, poseł Prawa i Sprawiedliwości, była minister zdrowia, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.

W piątek w Sejmie miał być głosowany projekt o reformie szpitalnictwa, jednak tak się nie stało. Budzi on kontrowersje nie tylko ze względu na swoje założenia, ale również przez sposób, w jaki był procedowany. Prace nad nim trwały ponad rok, a mimo to tuż przed głosowaniem został niespodziewanie wycofany z porządku obrad Sejmu. Zmiana na stanowisku ministra zdrowia, brak opinii sejmowych ekspertów czy różnice zdań wśród koalicjantów wskazują na duży chaos organizacyjny i brak politycznego konsensusu. To wszystko podważa zaufanie do reformy, która miała być przełomem dla polskiego systemu ochrony zdrowia.

Projekt o reformie szpitalnictwa tak naprawdę był przygotowywany przez jego autorkę, czyli minister Izabelę Leszczynę, przez ponad rok. Nie był akceptowany przez Radę Ministrów dwa lub trzy razy. Ostatecznie w lipcu uzyskał akceptację i w środę pojawił się na komisji. W momencie kiedy był czytany pierwszy raz, minister Izabela Leszczyna była dymisjonowana i padło nazwisko nowej minister. Ostatnie dni realnej pracy nad tym projektem były dość dynamiczne. Nawet nie było czasu, aby Sejmowe Biuro Analiz i Ekspertyz mogło wydać opinię na temat tego projektu. W piątek ten projekt miał być procedowany i tuż przed samym głosowaniem padła decyzja, że jednak zostanie on wycofany z posiedzenia. Z tego co wiemy, Lewica i partia Razem miały odmienne zdanie co do projektu i miały się wstrzymać bądź głosować przeciwko, jak Prawo i Sprawiedliwość planowało – wskazała Katarzyna Sójka.

Zapowiadana reforma szpitalnictwa miała przynieść rozwiązania dla dramatycznie zadłużonego systemu ochrony zdrowia, jednak w rzeczywistości projekt nie zawierał konkretnych mechanizmów oddłużeniowych. Skupiono się głównie na możliwościach konsolidacji i przekształceń, pozostawiając odpowiedzialność za decyzje samorządom.

Projekt sam w sobie nie zawierał realnego wsparcia w oddłużeniu szpitali. Tak naprawdę było dużo mowy o tym, że szpitale będą mogły się łączyć, konsolidować. Na ręce samorządowców scedowano, że to oni będą mieli podejmować decyzję. Jednocześnie były zapisy, które umożliwiały przekształcanie szpitali i komercjalizację, co przy jednoczesnym niedofinansowaniu ochrony zdrowia, wszystkich zawirowaniach, niestabilnościach, spowodowałyby, że widmo prywatyzacji wisiałoby nad naszą ochroną zdrowia w Polsce. Wsparcie w oddłużaniu szpitali brzmi ładnie i kolorowo, a tak naprawdę nie było zapisów, które dawałyby realne narzędzia do tego, żeby wesprzeć szpitale w Polsce, w tym oddłużyć. Szpitale w Polsce są zadłużone na 24 miliardy złotych, co gorsze, zadłużenie wymagalne, czyli takie zobowiązania, które muszą być zapłacone w tym momencie, wzrosło i wynosi 3 miliardy złotych – akcentowała była minister zdrowia.

Donald Tusk, obejmując urząd premiera w 2023 roku, obiecywał szybkie odblokowanie środków z Krajowego Planu Odbudowy. Dziś, niemal dwa lata później, okazuje się, że wiele z tych deklaracji miało charakter czysto polityczny. Ustawa o szpitalnictwie zamiast realnie pomagać najbardziej zadłużonym placówkom traktowana jest jako element niezbędny do spełnienia unijnych warunków tzw. kamieni milowych.

Donald Tusk, kiedy został premierem w 2023 roku, mówił, że w ciągu jednego dnia odblokuje KPO. Po blisko dwóch latach widać, że ta ustawa jest jednym z kamieni milowych, który musi być spełniony. Nie chodzi o to, żeby realnie przynosiła korzyść dla szpitali i wspierała te najbardziej zadłużone placówki, tylko chodzi o to, żeby położyć ją na stole w Brukseli, by KPO, które tak obiecywał Donald Tusk, mogło popłynąć. Nawet jeśli KPO miałoby być wykorzystane to do dzisiaj wiele konkursów w ochronie zdrowia nie zostało zrealizowane, a do marca przyszłego roku muszą być dokonane rozliczenia, więc ten czas jest tak krótki, iż prawdopodobnie pieniądze są następną fikcją, która była przygotowana pod wybory w 2023 roku – zauważyła poseł PiS.

Całą rozmowę z Katarzyną Sójką można odsłuchać [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj