fot. PAP/Albert Zawada

E. Kosmal dla „Naszego Dziennika”: Środowisko rolnicze czuje się zdradzone, porzucone przez partię, która niegdyś była ich naturalnym reprezentantem. Rolnicy nie tylko odwrócili się od PSL – oni są wzburzeni

Środowisko rolnicze czuje się zdradzone, porzucone przez partię, która niegdyś była ich naturalnym reprezentantem. Rolnicy nie tylko odwrócili się od PSL-u – oni są wzburzeni. Z niecierpliwością wyczekują nadchodzących wyborów samorządowych, bo właśnie w gminach i powiatach, tam gdzie bije serce Polski, zapowiada się prawdziwe trzęsienie ziemi. Struktury terenowe PSL-u są dziś w stanie otwartego konfliktu z centralą w Warszawie. Nie mają złudzeń co do tego, że ich przywódcy zawarli koalicję, która zamiast chronić interesy wsi, systematycznie je podminowuje. To rząd, który zamiast wyciągać pomocną dłoń do gospodarstw, rzuca im kłody pod nogi. Ludzie to widzą i nie zamierzają milczeć. Rolnicy nie zapominają, kto ich zawiódł – powiedział Edward Kosmal, wiceprzewodniczący NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”, w rozmowie z red. Rafałem Stefaniukiem z „Naszego Dziennika”.

Nasz Dziennik: Szymon Hołownia wezwał do poparcia Rafała Trzaskowskiego w II turze wyborów prezydenckich. Władysław Kosiniak-Kamysz zrobił to samo. Czy elektorat PSL, głównie wiejski i rolniczy, podąży za tym apelem?

Edward Kosmal: Kierownictwo PSL-u zrobi wszystko, aby przypodobać się dominującej narracji politycznej. Ci z partyjnych gabinetów w Warszawie bez wahania poprą kandydata, który uczynił z ideologii klimatyzmu, aktywizmu miejskiego i promocji środowisk lgbt fundament swojego politycznego przekazu. Tacy są – bez kręgosłupa, gotowi poprzeć każdego, kto akurat daje cień szansy na utrzymanie się przy władzy. Ale to tylko fasada. Bo prawdziwy PSL – ten wiejski, z polskich powiatów i gmin – mówi jednoznacznie: dość tego oderwania od rzeczywistości. Rozmawiamy z ludźmi, jesteśmy w terenie i wiemy, że w szeregach ludowców wrze. Rolnicy, przedsiębiorcy z małych miejscowości, ludzie przywiązani do tradycji i zdrowego rozsądku nie kupują tej propagandy. Mówię to z pełnym przekonaniem: bardzo wielu z nich odda swój głos na Karola Nawrockiego. Widzą w nim kandydata, który nie szuka poklasku na salonach, tylko staje po stronie zwykłych obywateli. To nie są czcze deklaracje – to realna reakcja na politykę klimatyczną, która niszczy polskie rolnictwo, i na ideologiczne eksperymenty forsowane przez ludzi kompletnie nieznających realiów codziennego życia mieszkańców Polski lokalnej. Stołeczne elity nie wiedzą, co znaczy praca w gospodarstwie czy walka o przetrwanie rodzinnej firmy. PSL-owskie doły są po prostu oburzone. I mają do tego pełne prawo.

Jak wielu rolników pozostało jeszcze wiernych PSL-owi?

– Patrząc na wyniki wyborów, odpowiedź nasuwa się sama: niewielu. Środowisko rolnicze czuje się zdradzone, porzucone przez partię, która niegdyś była ich naturalnym reprezentantem. Rolnicy nie tylko odwrócili się od PSL-u – oni są wzburzeni. Z niecierpliwością wyczekują nadchodzących wyborów samorządowych, bo właśnie w gminach i powiatach, tam gdzie bije serce Polski, zapowiada się prawdziwe trzęsienie ziemi. Struktury terenowe PSL-u są dziś w stanie otwartego konfliktu z centralą w Warszawie. Nie mają złudzeń co do tego, że ich przywódcy zawarli koalicję, która zamiast chronić interesy wsi, systematycznie je podminowuje. To rząd, który zamiast wyciągać pomocną dłoń do gospodarstw, rzuca im kłody pod nogi. Ludzie to widzą i nie zamierzają milczeć. Rolnicy nie zapominają, kto ich zawiódł.

Na poziomie gmin to właśnie PSL od lat budowało sobie tzw. mateczniki – silne bastiony, gdzie układy, znajomości i lokalne powiązania cementowały jego pozycję.

– Tam stanowiska często przechodzą z ojca na syna, z wujka na bratanka, a lojalność wobec partii jest wynikiem nie przekonań, tylko rachunku zysków i strat. To jest ten twardy elektorat, który trzyma się PSL-u z przyzwyczajenia albo z interesu. Ale jeśli spojrzeć szerzej, zwłaszcza na rolników – tych realnych, zmagających się na co dzień z rynkiem, pogodą i biurokracją – to sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Coraz więcej z nich nie chce mieć z tą formacją nic wspólnego. Dla części z nich, z różnych powodów, Rafał Trzaskowski może być akceptowalnym wyborem, ale spora grupa patrzy już w inną stronę. I to nie tylko z powodu rozczarowania, ale też z poczucia, że PSL zdradziło swoją wiejską tożsamość. Dziś ta partia bardziej przypomina biuro pośrednictwa pracy w administracji niż reprezentanta polskiej wsi.

Poza czystą ideologią – co konkretnie sprawia, że rolnicy odwracają się od rządzącej koalicji?

– Przede wszystkim hipokryzja. Rolnicy doskonale widzą, że mamy do czynienia z pozorowanym działaniem, które nie ma nic wspólnego z ochroną ich interesów. Weźmy porozumienia z Mercosurem – rządzący mówią, że się sprzeciwiają, że walczą, że będą blokować, a tymczasem realnie nic nie zrobiono, aby zatrzymać te umowy. To czysta gra pozorów. Do tego dochodzi rażący brak decyzji – choćby w sprawie relacji handlowych z Ukrainą czy wdrażania Europejskiego Zielonego Ładu. Mamy ministra rolnictwa, Czesława Siekierskiego z PSL, który jest członkiem tej koalicji, ale jego aktywność przypomina raczej polityczną hibernację niż działanie w interesie polskiej wsi. To nie są tylko puste oskarżenia – europosłowie PSL, ci sami, którzy na wiecach rozdzierają szaty w obronie rolników, w Parlamencie Europejskim grzecznie podnoszą ręce za Zielonym Ładem. A potem udają zdziwienie, że rolnicy są wściekli. Podobnie wygląda kwestia wolnego handlu, zwłaszcza z Ukrainą. Unia Europejska przygotowuje nowe rezolucje, rozszerzające preferencje handlowe, a polski rząd w tej sprawie milczy jak zaklęty. Fakt, że tym razem nie wpisano do dokumentów produktów rolno-spożywczych, wcale nie uspokaja wsi. Rolnicy wiedzą, że raz przepchnięte regulacje potrafią zatopić cały sektor.

Środowisko rolnicze pozwoli, aby o wyborze prezydenta zadecydowało wielkomiejskie lobby?

– Wieś i rolnicy od zawsze odgrywali kluczową rolę w wyborach – i każdy, kto choć odrobinę zna mechanizmy polityczne w Polsce, wie o tym doskonale. To nie są żadne banialuki. To fakt. Jeśli spojrzymy na dzisiejszy podział społeczny, to gołym okiem widać, że miasto, szczególnie to duże, zachowuje się tak, jakby reszta kraju nie istniała. Mamy do czynienia z klasą dobrze sytuowaną, nieznającą problemów zwykłych Polaków.

Spodziewa się Pan mobilizacji w II turze, która może przesądzić o wyniku?

– Bardzo bym chciał. Marzę o tym, aby polska wieś ruszyła tłumnie do urn i aby to właśnie rolnicy stanowili najliczniejszą grupę głosujących. Bo to ich sprawy są dziś na ostrzu noża. Ale obawiam się, że nie wszyscy pójdą głosować – część wciąż nosi w sobie żal do decyzji, jakie zapadały za rządów PiS. I to jest realny problem, z którym się mierzymy. Dziś wielu młodych rolników kieruje swój wzrok ku takim politykom, jak Sławomir Mentzen czy Grzegorz Braun, którzy mówią konkretnie o problemach wsi. Dlatego jako przedstawiciele starszego pokolenia apelujemy do młodych wszędzie, gdzie się da: nie obrażajcie się, nie stójcie z boku, nie zostawiajcie Polski bez głosu! Głosujcie! Nie pozwólcie, aby los naszego kraju został oddany w ręce ludzi pokroju Trzaskowskiego. Złączmy siły. Wieś, rolnicy, młodzi, starsi – razem możemy dokonać wielkich rzeczy. Ale trzeba chcieć i trzeba działać.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk/Nasz Dziennik/radiomaryja.pl

drukuj