Dr B. Wróblewski o działaniach obozu rządzącego: Obawiam się, że presja i rewanż, które widzimy ze strony rządu Donalda Tuska, nie skończą się tylko na działaniach wobec konkretnych osób
Niestety obawiam się, że presja i rewanż, które widzimy ze strony rządu Donalda Tuska, nie skończą się tylko na działaniach wobec konkretnych osób. To nie jest już tylko masowe łamanie konstytucji, jak np. jeżeli chodzi o niepublikowanie orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, nawet tych sędziów, co do których statusu oni nie mają wątpliwości. Niestety to się może skończyć tym, że komuś w pewnym momencie puszczą nerwy i coś złego się stanie, że poleje się krew. To są trudne słowa, ale patrząc na zapiekłość tego środowiska, to obawiam się, że skończy się to naprawdę źle. (…) Ta gra, którą prowadzi obóz rządzący, wcześniej jako opozycja, dziś jako obóz rządzący, jest bardzo niebezpieczna i grozi konkretnym sprawom konkretnych ludzi, prawie każdego z nas, kto ma jakąś sprawę w sądzie – mówił dr Bartłomiej Wróblewski, poseł Prawa i Sprawiedliwości, w programie „Polski punkt widzenia” na antenie TV Trwam.
Poseł Marcin Romanowski, były wiceminister sprawiedliwości, uzyskał azyl polityczny na Węgrzech. Węgierski rząd przychylił się do wniosku byłego wiceministra sprawiedliwości o objęcie go międzynarodową ochroną prawną w związku z prześladowaniami politycznymi w Polsce [czytaj więcej]. To pierwszy tego typu przypadek po 1989 roku. Gość programu „Polski punkt widzenia” został zapytany, czy w Polsce obecnie jest tak dramatyczna sytuacja w wymiarze sprawiedliwości, że politycy opozycji boją się stanąć uczciwie przed sądem?
– Tak, mamy bez wątpienia dramatyczną sytuację z niejasnymi i bardzo niebezpiecznymi jeszcze perspektywami. To wstyd dla rządu Donalda Tuska, dla niego osobiście jako premiera, dla Adama Bodnara. To zaszczuwanie kolejnych osób, w tym wypadku Romanowskiego, za sprawy, które są sprawami politycznymi. Dyskutuje się nad tym, czy tak, czy inaczej powinny być przekazywane środki publiczne. Ta dyskusja odbywa się w każdym kraju, odbywa się w każdym miejscu na poziomie rządu i samorządu, ale w tym przypadku zrobiono Marcina Romanowskiego członkiem zorganizowanej grupy przestępczej, jak i Bogu ducha winnych urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości. Kolejny etap tej sprawy to przyznanie azylu politycznego. To jest wstyd dla Donalda Tuska. To stawia rząd w bardzo niekorzystnym świetle. Posła Marcina Romanowskiego zatrzymała prokuratura, która nie sprawdziła, że chroni go też immunitet międzynarodowy Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Później były podejmowane kolejne działania, mimo że właściwie prokuratura nie miała prawa postawić mu tych samych zarzutów, to za wszelką cenę do tego dążyła. Marcin Romanowski miał przekazać stronie węgierskiej dowody na to, że były polityczne naciski na śledczych w jego sprawie – wyjaśnił dr Bartłomiej Wróblewski.
– Nie znamy wszystkich szczegółów procesowych, które dotyczą Marcina Romanowskiego, ale obserwowaliśmy tę nagonkę, która trwała miesiącami – dodał.
Polityk przypomniał, że dokładnie rok temu, podczas gdy w Sejmie trwało spotkanie opłatkowe, nastąpiło siłowe przejęcie mediów publicznych. Dodał, że rządzącym zabrakło cierpliwości, aby dokonać tego za pomocą odpowiednich procedur, więc posunęli się do tego, aby złamać prawo. Jak podkreślił, było to działanie czysto polityczne i porównał je do tego, co dzieje się obecnie w Państwowej Komisji Wyborczej.
– Polityczna decyzja zapadła też w Państwowej Komisji Wyborczej, która właściwie arbitralnie decyduje, że nie będzie uznawała wybranych orzeczeń Izby Sądu Najwyższego, Izby Kontroli Nadzwyczajnych i Spraw Publicznych. Państwowa Komisja Wyborcza jest nie tylko na bakier z prawem, ale i z logiką, bo jeśli wcześniej w analogicznych sytuacjach uznawała orzeczenia Izby Kontroli Nadzwyczajnych i Spraw Publicznych, to jaki był powód, że nie zrobiła tego w środę? Widzimy, że nawet ci członkowie PKW ze strony większości parlamentarnej nie do końca rozumieli konsekwencji swojego działania, tylko była chęć odwetu, żeby Prawo i Sprawiedliwość nie dostało pieniędzy. Jednak konsekwencja jest taka, że dzisiaj nie wiadomo, czy będzie jakikolwiek organ, który będzie mógł stwierdzić ważność wyborów prezydenckich. To oznacza, że możemy mieć – niezależnie od tego, jaki będzie wynik wyborów – nigdzie (i w Polsce, i za granicą) nieuznawanego prezydenta – podkreślił poseł PiS.
Dr Bartłomiej Wróblewski został zapytany, czy takie działania będą miały wpływ na bezpieczeństwo naszego państwa, zwłaszcza w kontekście wojny, który toczy się za naszą wschodnią granicą.
– Niestety obawiam się, że presja i rewanż, które widzimy ze strony rządu Donalda Tuska, nie skończą się tylko na działaniach wobec konkretnych osób. To nie jest już tylko masowe łamanie konstytucji, jak np. jeżeli chodzi o niepublikowanie orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, nawet tych sędziów, co do których statusu oni nie mają wątpliwości. Niestety to się może skończyć tym, że komuś w pewnym momencie puszczą nerwy i coś złego się stanie, że poleje się krew. To są trudne słowa, ale patrząc na zapiekłość tego środowiska, to obawiam się, że skończy się to naprawdę źle. (…) Ta gra, którą prowadzi obóz rządzący, wcześniej jako opozycja, dziś jako obóz rządzącym, jest bardzo niebezpieczna i grozi konkretnym sprawom konkretnych ludzi, prawie każdego z nas, kto ma jakąś sprawę w sądzie – akcentował polityk.
Gość „Polskiego punktu widzenia” podsumował również działania, które toczą się na polu edukacji dzieci i młodzieży i szkodliwych zmian dotyczących wychowania, ale także spraw związanych z religią.
– Musimy bardzo mocno bronić tych najbardziej podstawowych wartości w konstytucji – prawa do życia, praw rodziny, praw małżeństwa, wolności religijnej, wolności sumienia, prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z przekonaniami. To są wartości, które wywodzimy z prawa naturalnego, które są zapisane w konstytucji, ale mają nawet w tej konstytucji szczególny walor. To jest podstawa, którą nawet zaborcy – co do zasady – nie ograniczali – wyjaśnił.
radiomaryja.pl



