fot. https://www.facebook.com/PrzystanekJezus

Świadectwo s. Anny z Przystanku Jezus 2024

                                                                                                                       Posyła ją Pasterz do wilków,

by mogła wśród nich zaświadczać,

że On – Boży Syn, Jezus Chrystus –

                                                                                                                         kocha i pragnie przebaczać.*

Na Przystanku Jezus posługiwałam sześć razy. Było to w Kostrzynie nad Odrą. W tym roku po raz pierwszy byłam w Czaplinku. Muszę się przyznać, że od dawna nosiłam w sobie pragnienie uczestniczenia w tym wydarzeniu, jechałam do Czaplinka nie bez obaw, mając na uwadze nasilające się przejawy wrogości wobec Kościoła. Jednocześnie – jak nigdy dotąd – od dłuższego czasu towarzyszyły mi słowa św. Pawła: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. (Flp 4,13)

Salezjański Ośrodek Wychowawczy w Czaplinku został zaadaptowany na potrzeby Przystanku Jezus i pełnił tę rolę znakomicie. Niemal wszystko, oprócz Mszy św. i adoracji Najświętszego Sakramentu, „działo się” na świeżym powietrzu.

Hasłem tegorocznego Przystanku Jezus były słowa: „Budujemy Kościół bez ścian”. Pierwsze dwa dni to rekolekcje dla nas – ewangelizatorów. Prowadził je ks. bp Artur Ważny, ordynariusz diecezji sosnowieckiej.

Niezależnie od dwóch nieprzespanych nocy (w namiocie i w samochodzie), od ośmiodniowych rekolekcji zakonnych odprawianych w Zgromadzeniu – chciałam te rekolekcje przeżyć jak najgłębiej. Uświadomiłam sobie, że Pan Bóg chce spotkać się najpierw… ze mną! On pragnie, abym doświadczyła Jego obecności, a dopiero potem dzieliła się Nim, Bogiem Żywym, z uczestnikami Pol`and’Rocku Festival.

Odkrycie? Nie. To wewnętrzna pewność, że On chce się mną posłużyć. Rekolekcje „zabrały” mój lęk i obawy bezpowrotnie. To niezwykłe doświadczenie Bożej łaski, którą jeszcze bardziej ugruntował sakrament pokuty i pojednania oraz uroczysta Eucharystia zakończona błogosławieństwem na rozesłanie.

fot. https://www.facebook.com/PrzystanekJezus

Pola Woodstocku to nie uczucie.

To akt miłości wyrażonej gestem

bycia wśród tych,

których życie

zerwało łączność z TYM,

dla Którego tu jestem.

Zanim przekroczyliśmy bramę Przystanku i wtopiliśmy się w niekończącą się rzekę „ludów i narodów” przemieszczających się tuż obok naszej bazy (droga główna), podeszliśmy do wysokiego białego krzyża i prosiliśmy za tych, których spotkamy. Wyruszyliśmy. Wyruszyłam razem z s. Renatą (również szarytką).

fot. Między Ziemią a Niebem TVP

Tegoroczny Przystanek Jezus stanął wobec nowych wyzwań. Nie wolno nam było ewangelizować na polu Festivalu w sposób zorganizowany, grupowo; nie wolno było przedstawiać żadnych haapeningów. scen mimicznych z przesłaniem etycznym, religijnym, gdyż takowe zostały podczepione pod „agitację religijną”. Gdyby coś takiego się wydarzyło, służby porządkowe zareagowałyby wyproszeniem, jak miało to miejsce w roku ubiegłym. Co ciekawe, niektórzy uczestnicy Festivalu sami zauważali ten fakt i komentowali jako niesprawiedliwość, bo pytali: „Dlaczego Hare Kriszna (ze zmienioną nieco nazwą) może być na polu, a wy (Przystanek Jezus) nie?” Tym bardziej, że wielu z ewangelizatorów, doświadczało od nich życzliwości wyrażanej np. przybiciem  „piątki”, „żółwika”, chęcią przytulenia się, zrobieniem wspólnego zdjęcia czy też wprost słowami: „Dobrze, że tu jesteście”.

fot. https://www.facebook.com/PrzystanekJezus

Mogliśmy chodzić swobodnie po terenie Pol’and’Rocka, najczęściej dwójkami lub po kilka osób i rozmawiać z jego uczestnikami. Każdego dnia słońce prażyło jak przystoi na czas letni. Ogorzałe twarze, spocone ciała, ogłuszająca muzyka i tatuaże, tatuaże, tatuaże…Dominująca i niewysłowiona wręcz pomysłowość w oszpecaniu własnego ciała. Niepojęte!

Podczas wydarzenia zauważalna i niepokojąca była obecność małych dzieci. Pytani o to rodzice, opiekunowie: czy nie wyrządza się im krzywdy, ukazując świat dorosłych w takim zwierciadle, zawsze odpowiadali tak samo lub bardzo podobnie: „A skądże! Tutaj jest czadowo, fajnie, nic im nie będzie…”.

fot. Między Ziemią a Niebem TVP

Innym obrazem, który można było zauważyć, był podążający marsz LGBT. Nawet nie zdążyłyśmy dobrze mu się przyjrzeć, ponieważ nagle przed nami „wyrosły” trzy jego uczestniczki. Pochwaliły Pana Boga i… zaczęła się rozmowa. One zadawały bardzo konkretne pytania. Nie mogłyśmy odpowiadać tak, jakby tego oczekiwały. Uprzedzałam, że odpowiedzi nie będą dla nich łatwe do przyjęcia, bo nie spełnią ich oczekiwań… Muszę przyznać, że nasze odpowiedzi przyjmowały z uwagą i bez buntu. Wciąż dopytywały. Rozmowa trwała ok. 40 minut. Okazało się, że były to trzy mężatki, jedna to matka dwojga dzieci. Można było dostrzec szczere zamyślenie na ich twarzach pod wpływem tego, co usłyszały. Na koniec poprosiły o zdjęcie. Obiecałyśmy modlitwę. Uściskałyśmy się serdecznie, a one głośno wyraziły wdzięczność za spotkanie i rozmowę.

Nie sposób opisać wszystkich spotkań, rozmów, modlitw… Każdego dnia „przynosiłyśmy” spotykane osoby przed Najświętszy Sakrament podczas adoracji. Z każdym dniem na terenie naszej bazy pojawiało się coraz więcej festiwalowiczów. Słuchanie, modlitwa, nierzadko spowiedź, adorowanie przez nich Jezusa w Najświętszym Sakramencie.

fot. https://www.facebook.com/PrzystanekJezus

Każdego dnia uprzytomniałam sobie, że mam budować Kościół bez ścian, tzn. Kościół, do którego może włączyć się każdy, kto tylko wyrazi pragnienie nawiązania zerwanych z Bogiem relacji. Każdego dnia osób przybywało, bo ktoś miał dla nich czas, ktoś chciał je wysłuchać, ktoś się z nimi modlił…

fot. Między Ziemią a Niebem TVP

Patrzę na miniony już czas ewangelizacji podczas Przystanku Jezus 2024 z perspektywy oficjalnego zakończenia. Nic to, że noce niedospane; nic to, że upał, kurz, pot i inne nieciekawe zapachy; nic to, że czasem ziemia drżała od decybeli; nic to, że „egzotyka” ubiorów (częściej jednak „rozbiorów”); nic to, że…

                                                      ON

                                                       staje na każdej drodze

                                                       w czas najmniej spodziewany

                                                        i wsącza dyskretnie nadzieję

                                                        w życie na pozór…przegrane.

                                                        ON,

                                                        ciągle Ten sam, Który był,

                                                         KTÓRY JEST

                                                         i wciąż Przychodzi;

                                                         ON,

                                                         w Którym każdy z nas

                                                         na nowo

                                                         może się narodzić.

Panie Jezu, mogę tylko szczerze dziękować za ten niełatwy, ale bardzo ważny i piękny czas. Dzisiaj kolejny raz zadaję sobie pytanie: Komu taki czas był bardziej potrzebny – festiwalowiczom czy… Ty wiesz, Panie. Ty wszystko wiesz… Za wszystko bądź uwielbiony.

s. Anna, szarytka/radiomaryja.pl

PS. Nie mogę nie wyrazić uznania i wdzięczności wobec Wspólnoty św. Tymoteusza i wszystkich Organizatorów Przystanku Jezus za nieocenioną wręcz pracę logistyczną, ducha służby, modlitwy i klimat serdecznych, niepozbawionych dobrego humoru, relacji.

*Tekst wierszy zaczerpnięty ze zbioru poezji s. Anny, szarytki.

drukuj