Przed nami efekt drugiej rundy
Z prof. Andrzejem Kaźmierczakiem z Katedry Bankowości Szkoły Głównej
Handlowej w Warszawie, członkiem Rady Polityki Pieniężnej, rozmawia Anna
Ambroziak
Pana zdaniem, podniesienie podatku VAT zakończy się na jedynym punkcie
procentowym?
– Myślę, że nie. Na pewno nastąpi efekt wtórny, tzw. efekt drugiej rundy. Wzrost
VAT w towarach, które są elementem kosztów produkcji, powoduje dalszy wzrost
cen. A zatem zapewnienia tylko jednoprocentowej podwyżki VAT to zwykła
propaganda. Podniesienie podatku VAT nie będzie niewinnym zabiegiem, jak
twierdzi Michał Boni. Nadchodzące podwyżki, połączone z podwyżką VAT, na pewno
ostudzą chęć zakupów. Jeżeli zdrożeje paliwo, a wiadomo już, że zdrożeje akcyza,
w górę pójdą też koszty transportu. To wpłynie na ceny pozostałych towarów.
Przecież kupując towar, nie możemy uniknąć zapłacenia podatku VAT.
Chyba że jest to zakup nierejestrowany, czyli kupujemy w tzw. szarej
strefie…
– Wtedy podatek ten nie wpływa do kasy państwa. Ale jeśli robimy zakupy z tzw.
paragonem, VAT nie unikniemy. To w pewnym sensie jest też jego zaletą – tym
samym ułatwiamy państwu proces ściągania tego podatku. Zapowiadany przez rząd
wzrost VAT dotknie przede wszystkim ludzi biednych. Wśród ludzi mniej zamożnych
dobra podstawowe odgrywają kluczową rolę. Chcąc nie chcąc trzeba je kupić.
Człowiek bogaty część dochodu odłoży, bo jeżeli nie kupuje – nie płaci podatku.
Dlatego podatek VAT dotknie ludzi mniej zamożnych oraz ludzi młodych, którzy
dopiero wchodzą w życie, czyli muszą kupić: mieszkanie, pralkę, telewizor,
odkurzacz.
Rząd przekonuje, że jednoprocentowa podwyżka to tylko "lekka korekta" podatku
VAT…
– Umiejętność zgromadzenia dochodów podatkowych polega na tym, żeby uczynić to w
sposób mało zauważalny. Tak też robi Platforma Obywatelska. Liczy na to, że tego
jednego procentu ludzie nie zauważą. Ale pamiętajmy, że będzie on dotkliwym
obciążeniem dla społeczeństwa. Dochody z podatku VAT są najważniejszym źródłem
wpływów państwa. Z podatku VAT do budżetu wpływa rocznie 106 mld złotych. Dla
porównania: z podatku PIT to kwota trzykrotnie mniejsza. Na tym polega owa
przewrotność rządu: aby tak skonstruować to obciążenie podatkowe, by było ono
mało zauważalne, ale by zapewniło duże wpływy podatkowe. Będzie to spore
obciążenie dla społeczeństwa i duży zysk dla państwa.
Tymczasem na temat poważnej reformy finansów publicznych słyszymy wciąż tylko
jakieś mgliste deklaracje. Kolejne podwyżki podatków chyba nie rozwiążą
pośrednich problemów budżetu?
– Problem polega na tym, w jaki sposób zreformować finanse publiczne, aby
osiągnąć trwałą strukturalną równowagę budżetową w długim okresie. Jeżeli tej
reformy się nie przeprowadzi, za rok znów czeka nas kolejna podwyżka podatku
VAT. Koło się zamyka: będziemy podnosić podatki, które w rezultacie zahamują
wzrost gospodarczy. Oczywiście rząd – ze względu na zbliżające się wybory
parlamentarne – nie powie wprost, że należy oszczędzać. Przymusowe zaciskanie
pasa zacznie się niewątpliwie już po wyborach, w 2012 roku. Gdy zostanie
określony układ parlamentarny, społeczeństwo będzie musiało przełknąć każdą
decyzję, jaką rząd mu zaserwuje. Do tego czasu rząd będzie się ograniczał do
mówienia tylko o tym jednym punkcie procentowym.
Dziękuję za rozmowę.
