Promesy dla samorządów
Dolnośląskie samorządy otrzymały promesy na odbudowę infrastruktury uszkodzonej podczas tegorocznych powodzi, ale pieniądze muszą być wykorzystane do końca roku. A z tym mogą być problemy.
Powiaty i gminy, które najbardziej ucierpiały podczas majowych, czerwcowych i sierpniowych powodzi otrzymały promesy o wartości ponad 66 mln zł, które mają być przeznaczone na odbudowę zniszczonej przez żywioł infrastruktury, głównie drogowej i wodociągowej. Wojewoda dolnośląski Rafał Jurkowlaniec poinformował, że pieniądze mają być wykorzystane na najbardziej pilne naprawy. Dodał przy tym, że wypłata nowych środków przewidziana jest dopiero w 2011 roku. Największą dotację w wysokości 10 mln zł otrzymała gmina Bogatynia, a po 4 mln zł przyznano władzom Jelcza-Laskowic oraz powiatom: kamiennogórskim i jeleniogórskim.
Wiceburmistrz Bogatyni Jerzy Stachyra stwierdził w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”, że najpilniejsza w mieście jest odbudowa zniszczonych mostów, instalacji wodociągowych, elektrycznych. W samej Bogatyni było 18 mostów łączących oba brzegi Miedzianki. Obecnie przejezdne są dwa, a ocalały tylko cztery. Do wielu miejsc nie da się dotrzeć nawet ciężkim sprzętem. Jego zdaniem, odbudowa wszystkich zniszczeń, których wartość oszacowano na kwotę około 230 mln zł, potrwa wiele lat. Sporą część zabudowy miasta stanowią domy przysłupowe. W samym mieście jest ich 136, a w całej gminie – kolejnych 98. Po powodzi wstępnie zakwalifikowano do rozbiórki 80 takich obiektów. Większość z nich jest zabytkowa, dlatego każda decyzja w tej kwestii musi być konsultowana z konserwatorem zabytków. – Potrzebne będą olbrzymie pieniądze na zrealizowanie tego zadania – twierdzi wiceburmistrz Stachyra. Władze Bogatyni, podobnie zresztą jak i innych dolnośląskich gmin dotkniętych powodzią, muszą wydać środki zapisane w promesach jeszcze w tym roku, bo inaczej dotacja może być anulowana. – Dlatego już teraz przystępujemy do ogłoszenia przetargów i szukania wykonawców – zapowiada Stachyra.
Z kolei władze Sandomierza nie mają już środków na finansowanie posiłków dla powodzian i od wczoraj nie mogą oni korzystać z tej pomocy. Ciepłe posiłki w Sandomierzu były wydawane raz dziennie dla ponad 300 osób. Miesięcznie kosztowało to miasto ok. 100 tys. złotych. Zdaniem burmistrza Sandomierza Jerzego Borowskiego, od powodzi minęło już kilka miesięcy, a miasta nie stać na dalsze finansowanie posiłków, tym bardziej że przynajmniej część poszkodowanych, którzy wciąż mieszkają w tymczasowych noclegowniach, może już wrócić do swoich domów. – Nie znam miasta czy gminy popowodziowej, która przez tak długi czas jak my żywiłyby poszkodowanych. Wytyczne mówią wyraźnie, że mogę płacić za dach nad głową, natomiast nie mogę płacić za media i wyżywienie – tłumaczy burmistrz Sandomierza. Przypomina, że osoby wśród powodzian, które będą spełniały wymogi ustawy o pomocy społecznej, nie zostaną pozostawione same sobie i mogą liczyć także na dożywianie. Przypomnijmy, że podczas majowej i czerwcowej powodzi straty w Sandomierzu przekroczyły pół miliarda złotych. Zniszczona została infrastruktura publiczna, zatopieniu uległo 798 gospodarstw domowych, 2 szkoły, do rozbiórki przewidziano kilkadziesiąt budynków mieszkalnych i ponad 40 gospodarczych. Poszkodowanych jest także ponad 60 firm, które poniosły straty w wysokości 50 mln złotych. Warto przypomnieć też, że premier Tusk trzykrotnie był w Sandomierzu podczas powodzi, obiecując wsparcie. Ale pomoc okazała się niewystarczająca.
Marek Zygmunt, Wrocław
Mariusz Kamieniecki
