Wywiad z Ks. Kard. Tarcisio Bertone dla TV Trwam

Z JEm. ks. kard. Tarcyzjuszem Bertone, Sekretarzem Stanu Jego Świątobliwości Ojca Świętego Benedykta XVI, rozmawia o. Andrzej Wodka CSsR

Najprzewielebniejszy Księże Kardynale, przynosimy Waszej Eminencji przede wszystkim gorące pozdrowienia od Kościoła, „który jest w Polsce”, który jest bardzo liczny, gdzie miliony ludzi czują się Kościołem i kochają Kościół. Reprezentowany jest on w szczególny sposób przez „Rodzinę Radia Maryja”, liczącą wielkie rzesze, tysiące osób.

Przez ten wywiad, który został tak wspaniałomyślnie udzielony TV Trwam, chcielibyśmy przybliżyć osobę Waszej Eminencji wielu naszym widzom. Jesteśmy przecież w samym sercu Kościoła, skąd wypływa życiodajna limfa ożywiająca całą jego wspólnotę.

Kiedy Ksiądz Kardynał rozpoczynał swoją tak bardzo ważną posługę, podkreślił wtedy w szczególny sposób, jak donoszą media, że woli być raczej Sekretarzem Kościoła niż Sekretarzem Stanu. Czy zechciałby Ksiądz Kardynał wyjaśnić nam, co właściwie znaczy takie podkreślenie.

Definicja mojego urzędu, definicja tradycyjna, oznacza bycie Sekretarzem Państwa Jego Świątobliwości Ojca Świętego, nie tyle Sekretarzem Państwa Watykańskiego, nawet jeśli Watykan jest tym małym skrawkiem ziemi, który został utrzymany jako baza, aby móc wypełnić powszechną misję duszpasterską Kościoła i Papieża. Urząd Sekretarza Stanu posiada długą tradycję, szczególnie z czasów, kiedy istniało jeszcze Państwo Kościelne. Nawet jeśli dzisiaj Sekretarz Stanu to trochę jakby Premier rządu Kościoła powszechnego, a Papież, Najwyższy Pasterz, jest jakby Prezydentem Państwa, to jednak Sekretarz Stanu pełni funkcję pierwszego współpracownika Papieża, a więc towarzyszy Ojcu Świętemu w wypełnianiu jego posługi Piotrowej. Dlatego funkcja ta jest w istocie funkcją bardziej kościelną niż państwową, szczególnie gdy państwo rozumie się jako wspólnotę polityczną. I o tym właśnie mówił mój dawny biskup z diecezji Ivrea skąd pochodzę, Ks. bp Luigi Bettazzi, który, po otrzymaniu przeze mnie nominacji, powiedział do mnie: „pamiętaj, masz być bardziej Sekretarzem Kościoła, niż Sekretarzem Stanu”. Nie zaniedbując żadnego z typowych elementów tego urzędu, ani środków dyplomatycznych, ani motywów, czasem również publicznych, przy wypełnianiu tego urzędu, pozostaje prawdą, że zawsze powinienem być, na ile jest to możliwe, człowiekiem Bożym i człowiekiem Kościoła. A więc powinienem myśleć w pierwszym rzędzie o misji duchowej i o misji powszechnej Kościoła.

Polska, semper fidelis, faktycznie miała już okazję spotkać Eminencję w roli Sekretarza Stanu, to znaczy właśnie jako pierwszego współpracownika Papieża i człowieka w pełni oddanego Panu Bogu. Mija już prawie rok od tej chwili, kiedy Eminencja odwiedził naszą Ojczyznę. Czy mógłby, nam Polakom, powiedzieć, jakie szczególne wartości dostrzegł własnymi oczyma odbywajac wizytę w owym „kraju dalekim”, jak to zwykł wyrażać nasz nieodżałowany i umiłowany Jan Paweł II, a równocześnie w kraju „tak bliskim” w wymiarach wiary.

Przede wszystkim pragnąłem – co jest czymś naturalnym dla wszystkich współpracowników Ojca Świętego – położyć akcent na wymiar duszpasterski związany z moją rolą. Z tej przyczyny nie zwykłem odmawiać zaproszeń o charakterze duszpasterskim. Zdarza się więc – i tak się faktycznie wydarzyło w czasie moich wizyt w Polsce – że zawsze spotykam się z księżmi biskupami, ze wspólnotami ludzi wierzących. Ale również spotykam się z przedstawicielami władzy państwowej. Tak więc jest to sposób realizacji podwójnej misji Sekretarza Stanu i Sekretarza Kościoła.

Polska jest dla mnie krajem, który bardzo kocham, choćby z racji moich duchowych korzeni salezjańskich. Darzę ogromnym szacunkiem wielkich polskich salezjanów. Właśnie dzisiaj rozmawiałem z jednym z kardynałów o kardynale Hlondzie, o tym wielkim salezjaninie i wielkim arcybiskupie, którego proces beatyfikacyjny jest w toku.

Znam więc dobrze ten kraj. Już od mojej młodości podziwiałem żywą, niezłomną, wiarę Polaków okazywaną w czasach różnych wojen, pod panowaniem różnych reżimów, jak ten nazistowski lub komunistyczny. Odwiedzając teraz Polskę byłem również pełen podziwu dla tej wielkiej, rzekłbym „chóralnej”, manifestacji wiary, wiary wspólnotowej, wiary „odczuwalnej”, która nade wszystko staje się pobożnością i również osobistą pasją wierzącego.

To są tylko niektóre cechy charakterystyczne dla narodu polskiego, z jego wszystkimi współczesnymi i postmodernistycznymi problemami, które znamy i które dotykają również naród polski. Polska jest w sposób szczególny wielkim znakiem i wyrazem wiary, wierności tradycji chrześcijańskiej otrzymanej od pierwszych ewangelizatorów Polski, tradycji zachowanej pod matczynym spojrzeniem i potężną protekcją Maryi. Świadczy o tym ta starożytna modlitwa Sub tuum praesidium (Pod Twoją obronę), którą Polacy wielokrotnie wypowiadali, uciekając się, szczególnie w chwilach trudnych, pod obronę Maryi. W perspektywie sanktuarium w Częstochowie, widzi się dobrze tę wielką wierność tradycji wiary, pobożności maryjnej, wielkoduszności służby Kościołowi i służby papieżom.

Spostrzeżenia Księdza Kardynała spowodują z pewnością wzmożone bicie serca u naszych odbiorców, ponieważ czasami po prostu nie uświadamiamy sobie, że żyjemy tak piękną i bogatą spuścizną wiary. Mówiąc o owym „sub tuum praesidium” i dołączając doń zawołanie „Totus Tuus” Jana Pawła II, przychodzi na myśl rok 2008, ważny w sensie bardziej eklezjalnym, rozszerzonym na Europę i świat. Jest to rok bogaty w rocznice wielu wydarzeń, które naznaczyły w sposób szczególnie głęboki naszą kulturę europejską. Mam zwłaszcza na myśli 150-tą rocznicę objawień w Lourdes, przypadającą w tym roku. Myśl o Lourdes łączy się w sposób bezpośredni z potrzebą uzdrowienia. Oto moje pytanie: czy można tak powiedzieć, że Europa potrzebuje jakiegoś szczególnego uzdrowienia? A może też, ogólnie, potrzebuje go także cała nasza cywilizacja?

Istotnie, rok 2008 jest rokiem nadzwyczajnym, bogatym w rocznice. Każdy rok, ale szczególne ten, niesie ze sobą rocznice: 150 rocznicę objawień w Lourdes, 50 rocznicę wyboru błogosławionego papieża Jana XXIII, 30 rocznicę wyboru papieża Jana Pawła II i śmierci Pawła VI. Wszyscy oni byli wielkimi papieżami maryjnymi, którzy zapraszali do patrzenia na Maryję jako na wzór świętości, a zarazem do wiernej, odważnej, osobistej i publicznej zgody na słowo Boże i na pierwsze miejsce Boga w naszym życiu. Wierzę, że pierwszym uzdrowieniem koniecznym dla Europy, wskazanym nam przez papieży, już przez Jana Pawła II, a obecnie w sposób specjalny przez Ojca Świętego Benedykta XVI, jest uzdrowienie z pewnego wyobcowania Boga, dobrowolnego lub z nawyku, które stało się dość powszechnym. Chce się oderwać Boga od życia, od życia publicznego, owszem, ale także od życia prywatnego. Niemalże chce się wprowadzić podział i napięcie pomiędzy własnym życiem, własną wolnością sumienia, a obecnością Boga w naszym życiu. Tymczasem nasi wielcy papieże, a w sposób szczególny Benedykt XVI, powtarzają nieustannie, że Bóg objawiony przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Bóg Jezusa, Bóg Maryi, jest Bogiem bliskim, Bogiem zażyłym, Bogiem przyjacielem, który nie jawi się jako ktoś rywalizujący z nami. Nie jest to Bóg, który przeciwstawiałby się zamiarom człowieka, lecz który pomaga człowiekowi w realizacji w sposób doskonały samego siebie, siebie ujmowanego jednocześnie jako osobę indywidualną i jako człowieka we wspólnocie. Takie zatem jest to wielkie uzdrowienie, które możemy wybłagać u Matki Bożej. Ona, jako Matka rodziny z Nazaretu, pomoże nam uzdrowić nasze rodziny, rodziny europejskiego społeczeństwa przede wszystkim, ale także rodziny świata. Ona pomoże nam w uzdrowieniu z pewnych form wyobcowania i podziału, podziału w rodzinach a także, powiedziałbym, w uzdrowieniu z upadku pochodzącego z zaniedbania misji edukacyjnej rodziny. Ojciec Święty Benedykt XVI napisał właśnie list do diecezji rzymskiej na temat konieczności ożywienia zadań wychowawczych. Myślę, że to nie jest jedynie konieczność odpowiadająca na zagrożenie dla Rzymu i Włoch, czy też dla samej Polski, ale dla całego świata, konieczność, w którą powinniśmy się zaangażować i na której winniśmy się skoncentrować.

Nasz umiłowany Ojciec Św. Benedykt XVI rzeczywiście zwraca mocną uwagę na rozpad rodziny ludzkiej, która właśnie dzięki kulturze zmartwychwstania powinna być dogłębnie uzdrowiona. Papież napisał wprowadzenie do nowej książki Księdza Kardynała z zeszłego roku, pt. Ostatnia wizjonerka z Fatimy. Moje spotkania z siostrą Łucją. Mówi się tutaj na nowo o wydarzeniach sprzed 90-ciu lat, wydarzeniach również rocznicowych. Papież we wprowadzeniu do tej książki stwierdza, że ten czas przed 90-ciu laty był „czasem światła”, światła, „przy pomocy którego Matka Boża prowadzi chrześcijan macierzyńską ręką pośród trudów życia”. Co z tego szczególnego maryjnego „światła” – zdaniem Waszej Eminencji – byłoby najważniejsze dla naszych czasów?

Maryja, poprzez swoje towarzyszenie, poprzez swoją matczyną obecność, prowadzi ludzkość i każdego chrześcijanina w chwilach trudnych, w chwilach zamętu, w chwilach ciemności. Oprócz tego co już powiedziałem, jedną z dzisiejszych form chaosu jest zamęt w dziedzinie moralnej: nieumiejętność odróżniania dobra od zła. Jest takie zdanie u proroka Izajasza, które mówi: „Biada temu, który miesza zło z dobrem i temu, który skłania innych do mieszania zła z dobrem” (por. Iz 5,20). Tak więc chodzi tu o właściwe rozeznawanie, a jest to dar, dar Ducha Świętego, dar intelektu, dar rozróżniania dobra od zła: aby pełnić dobro, a zła unikać. Sądzę, że światło, o którym tu mowa, to światło, które trzeba wypraszać u Maryi, wypraszać przez Jej wstawiennictwo u Ducha Świętego, przede wszystkim w naszych czasach, zwłaszcza dla pasterzy i przede wszystkim dla wychowawców i rodziców, aby pomagali z wielką mocą i odwagą w tym rozeznawaniu między dobrem a złem.

Pogłębiliśmy już w sposób znaczący ten wymiar, tak zresztą czuły dla naszej redemptorystowskiej wrażliwości, odkąd tutaj, w Rzymie, mamy Akademię Teologii Moralnej i to rozeznawanie między dobrem a złem stało się tematem szczególnie ważnym również w naszej tradycji alfonsjańskiej. Idąc, natomiast, nadal torem przesłań z Lourdes i Fatimy rozumiemy już, jaką wagę mogą mieć te przesłania dla Europy i dla całego świata. Odnośnie zaś samego Kościoła, jak zresztą zostało to już zasygnalizowane, jawi się pytanie, dość wymagające: jaka jest rola Kościoła, jakie szczególne wyzwania i jakie nadzieje, patrząc na nowy kształt Europy, który się rodzi?

Rola Kościoła to rola, którą powierzył nam sam Pan, Jezus Chrystus. Jego polecenie rozbrzmiewa w sposób szczególny w okresie wielkanocnym: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię całemu stworzeniu”. Rolą, zadaniem Kościoła jest misja głoszenia. Chodzi więc o odwagę głoszenia Ewangelii w całej swojej integralności, a to znaczy, że ma ona dotrzeć do całego człowieka, będąc też „projektem” dla całej ludzkości, pochodzącym z zamysłu Bożego objawienia. Jest to misja trudna, szczególnie w naszych czasach. W obecnym czasie powszechnego zamieszania, jak to nakreśliliśmy przed chwilą, jest to misja wyjątkowo trudna i wymagająca, ze względu na charakter dzisiejszego społeczeństwa. Dlatego też bardzo ważnym aspektem jest podkreślenie wymiaru publicznego, jaki powinien cechować religię w dzisiejszym społeczeństwie. Kościół podkreśla właśnie ten charakter publiczny religii. Nie może być ona odsunięta gdzieś na koniec kolejki, schowana do kąta, czy zredukowana do czystej prywatności. Również Islam, religia islamska, w sposób podobny obrazuje zasadność tej funkcji publicznej właściwej każdej religii. Chodzi tu, oczywiście, o publiczną rolę natury formacyjnej, o funkcję kształtującą religii, bez jakiegokolwiek narzucania. W sposób szczególny Kościół, jako przynoszący objawienie Ewangelii Chrystusa, w wypełnieniu swojej misji nie opiera się wyłącznie na środkach czysto ludzkich, dzięki którym propaguje się często jakąś ideologię, lecz posiada moc płynącą z wiarygodnego dawania świadectwa chrześcijan praktykujących oraz moc płynącą z przekonania o Prawdzie.

Ojciec Święty powtarza stale: „służba Prawdzie”, „głoszenie Prawdy”. Prawda ma w sobie samej siłę przekonywującą, która przenika ludzkie sumienia i jest zdolna przemienić serce, jak również zdolna jest przemienić życie społeczeństwa. Jest oczywiste, że stoi przed nami wiele wyzwań. Osobiście chciałbym zwrócić uwagę na jedno z nich: wyzwanie rozbicia, podziału, podziału konfliktowego. W tym sensie pozwolę sobie zacytować Ojca Świętego Benedykta XVI, który zawsze przeciwstawia wydarzenie Pięćdziesiątnicy (Zesłania Ducha Św.) budowaniu Wieży Babel. Wieża Babel jest znakiem podziału, rozbicia ludzkości, natomiast Pięćdziesiątnica (Zesłanie Ducha Św.) jest znakiem jedności, dzięki któremu wszyscy mogą rozumieć przesłanie i rozumieć to samo przesłanie. Naszym pragnieniem jest, by wszyscy, również na poziomie ludów i narodów, rozumieli to samo przesłanie: przesłanie pokoju i solidarności.

Właśnie w tym okresie wielkanocnym, przeżywając z odnowioną wrażliwością spotkanie ze Zmartwychwstałym, oczekując z nadzieją nowego wylania Ducha na ludzkość, żyjemy skierowani ku tej pełni powszechnego „rozumienia” Prawdy. Prawdzie jednak można się sprzeciwić, stąd rozumiemy, że do tego pełnego objawienia się chwały Zmartwychwstania dochodzi się jedynie przez krzyż.

Jak Ksiądz Kardynał wie, słuchacze Radia Maryja w Polsce, także przez posługę telewizji Trwam, gromadzą się codziennie, nawet kilka razy w ciągu dnia, aby modlić się z miłością za Kościół i dzielić się Jego sprawami. Pragniemy poprosić Księdza Kardynała, aby wskazał nam, jaki krzyż jest aktualnie najbardziej znaczący i najbardziej dotkliwy dla ludzi wierzących? Jaki krzyż Eminencja mógłby powierzyć nam, abyśmy mogli nieść go wspólnie w modlitwie i w świadectwie, tak aby rozszerzało się objawienie Zmartwychwstałego pośród nas?

Takim ciężkim krzyżem, który niesiemy, jest krzyż podziałów na ziemi. Jest to krzyż ogromnych podziałów, nieustających konfliktów, szczególnie lokalnych, na skutek których w wielu rejonach świata leje się krew. Papież wspominał o nich właśnie w swoim orędziu Wielkanocnym.

Jest to ciężki krzyż, szczególnie dla tych, którzy niosą innym przesłanie pokoju. A pierwsze życzenie zmartwychwstałego Jezusa dla uczniów, to jest właśnie życzenie pokoju, pokoju wewnątrz Kościoła, to znaczy życzenie, abyśmy jak najszybciej przezwyciężyli podziały w samym Kościele. O taki pokój modlimy się każdego dnia w znanej modlitwie podczas Mszy świętej.

Jest to także życzenie pokoju na zewnątrz Kościoła, pokoju w społeczeństwie, w polityce. Krzyż, który niesiemy, to także trud przezwyciężenia, rozbrojenia wszystkich potencjałów militarnych, abyśmy naprawdę byli ludźmi błogosławionymi, pełnymi pokoju, wprowadzającymi pokój, budowniczymi pokoju.

Inny krzyż to cierpienie i prześladowanie chrześcijan w wielu częściach świata, wyłącznie dlatego, że są chrześcijanami. Jest to więc problem wolności religijnej, często tłumionej, dotyczący nie tylko wierzących chrześcijan, lecz wiernych każdej religii, ale przede wszystkim jednak dotyczący chrześcijan. Wiemy ile cierpienia, także ostatnio, wywołało uprowadzenie i śmierć chaldejskiego arcybiskupa Mosulu, które tak zasmuciło świat chrześcijański, tak zasmuciło Papieża. Są to więc dwa krzyże, które niesiemy, powierzając je Panu, abyśmy mogli prawdziwie przejść przez nie do zmartwychwstania, do odnowy.

Jesteśmy ogromnie wdzięczni Waszej Eminencji. Sądzę, że wysłuchawszy z dobrym nastawieniem tego przesłania, każdy, kto je podejmie, będzie szczerze niósł naprzód te krzyże, mając nadzieję i wierząc mocno, że w ten sposób przybliża się Królestwo Boże pośród nas. Pragniemy serdecznie podziękować za to, że Ks. Kardynał poświęcił nam swój cenny czas. Dziękując za te mocne słowa, którymi zechciał się z nami podzielić i które zechciał nam powierzyć, pozwoli Jego Eminencja, że zadamy jeszcze jedno, już ostatnie pytanie. Mówiąc, przez ten wywiad, „z serca do serca”, do tych, którzy utożsamiają się z Kościołem i angażują w jego orędzie i świadectwo, co pragnąłby Ksiądz Kardynał jeszcze powiedzieć, by poderwać i rozszerzyć ich serca, zwłaszcza zaś tych, którzy są słuchaczami wielkiej „rodziny Radia Maryja”?

Chciałbym powiedzieć o dwóch słowach, które bardzo lubi nasz papież Benedykt XVI. Są to: „przyjaźń” i „radość”. Pierwsze słowo, „przyjaźń”, to przyjaźń z Bogiem, to pewność, że Bóg jest naszym Przyjacielem, który nas kocha, nam towarzyszy i nigdy nas nie opuszcza. W sposób naturalny wzbudza to także przyjaźń pomiędzy nami. Być przyjaciółmi, nie być nieprzyjaciółmi dla nikogo, próbować być przyjaciółmi, i – jak mówił Jan Paweł II – „budować mosty, a nie mury”. Miało to wpierw znaczenie polityczne, ale ma jeszcze większe znaczenie w wymiarze relacji międzyosobowych.

A potem „radość”. Radość bycia chrześcijanami, bycia członkami tej wielkiej wspólnoty, która nas niesie, która nam towarzyszy, która nam dała to wielkie dziedzictwo poznania, doświadczenia osobistego, solidarności, miłości braterskiej. Radość bycia chrześcijanami jest radością, która – rzekłbym – „promieniuje”, udziela się innym. Chrześcijanin nie powinien być smutny, nawet jeśli niesie krzyż, swój krzyż osobisty, krzyże innych. Powinien jednak promieniować radością, mając świadomość, że jest ogarnięty spojrzeniem miłości Boga w Trójcy jedynego, spojrzeniem Jego miłości miłosiernej, ale że żyje także pod spojrzeniem i płaszczem Maryi.

Eminencjo, Ksiądz Kardynał okazał nam już znak zaufania i przyjaźni przyjmując nas u siebie, w Watykanie, gdzie mogliśmy dotknąć własnymi palcami prawdy o Kościele, który żyje i kocha. Proszę przyjąć od nas wyrazy naszej głębokiej radości z faktu, że jest czymś naprawdę pięknym być chrześcijanami. Dziękuję za ten wywiad.

Dziękuję wszystkim słuchaczom Radia Maryja i TV Trwam. Polecam Waszym modlitwom zarówno Ojca Świętego, jak i Sekretarza Stanu i Sekretarza Kościoła w służbie Papieża Benedykta XVI. Dziękuję.

Watykan, 29 marca 2008
drukuj