„Niewiasto, oto syn Twój (…), oto Matka twoja” (J 19,26b-27a)

Trzecie kazanie pasyjne, Sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego w Wałbrzychu,

III Niedziela Wielkiego Postu, 11 marca 2012 r.; godz.
17,00

Wstęp

W obecności Jezusa eucharystycznego stajemy ponownie w naszym rozważaniu pod Jego krzyżem. Wsłuchujemy się dziś w Jego trzecie słowo wypowiedziane z krzyża. Jest to słowo skierowane do Matki i do umiłowanego ucznia: „Niewiasto, oto syn Twój (…), oto Matka twoja (J 19,26b-27a). Przed Jezusem obecnym wśród nas pytamy jakie znaczenie miały te słowa dla Maryi i ucznia oraz jaką wymowę mają dla nas, dla Kościoła, dla ludzkości.

1. Niewiasty pod krzyżem – Matka Jezusa

Wszyscy czterej ewangeliści, każdy na swój sposób, opowiadają nam o niewiastach pod krzyżem. U św. Marka czytamy: Były tam również niewiasty, które przypatrywały się z daleka, między nimi Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba Mniejszego i Józefa, oraz Salome. One to, kiedy przebywał w Galilei, towarzyszyły Mu i usługiwały. I było wiele innych, które razem z Nim przyszły do Jerozolimy (Mk 15,40-41). Mimo iż ewangeliści bezpośrednio nic o tym nie mówią, to jednak na podstawie samej wzmianki o ich obecności, można się domyślać, jakim wielkim wstrząsem było dla tych kobiet wydarzenie męki i śmierci Jezusa. Czwarty ewangelista Jan nie poprzestaje na poinformowaniu nas: że obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena (J 19,25) – lecz dalej pisze: Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: „Niewiasto, oto syn Twój”. Następnie rzekł do ucznia: „Oto Matka twoja”. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie. (J 19,26-27).

Ojciec św. Benedykt XVI komentując to zdarzenie, pisze: „Jest to ostatnie polecenie Jezusa – akt adopcji – można by powiedzieć. Jest On jedynym Synem swej Matki, która po Jego śmierci pozostałaby sama na świecie. Stawia teraz obok Niej umiłowanego ucznia, czyni go, niejako zamiast siebie samego, Jej synem, który odtąd będzie za Nią odpowiedzialny – weźmie Ją do siebie… Jest to więc przede wszystkim bardzo ludzki gest odchodzącego Zbawiciela. Nie zostawia swej Matki samej, oddaje Ją pod opiekę ucznia szczególnie Mu bliskiego. I w ten sposób także uczniowi dane zostało nowe ognisko domowe – matka, która się o niego troszczy i o którą on się też troszczy” (J. Ratzinger, Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu, część II, Kielce 2011, s. 235-236).

Za Ojcem świętym Benedyktem XVI. należy zauważyć, że jeśli Jan opowiadał o takich bardzo ludzkich sprawach, to z pewnością zależało mu na zachowaniu w pamięci tego, co się wydarzyło pod krzyżem. Dla niego ukrzyżowanie Jezusa było decydującą „godziną” Jego mesjańskiej misji. Tak jak u jej początku w Kanie, tak teraz u jej kresu, obecna jest Maryja. Na pięć scen, jakie składają się na Janową opowieść o ukrzyżowaniu i śmierci Jezusa (J 19,16b-37), ta z Maryją stanowi scenę centralną. Poświęcona jest ona dwom postaciom, które nie są nazwane imieniem własnym, ale określeniami podkreślającymi ich szczególną relację do Jezusa: „Jego Matka” i „uczeń, którego miłował”.

Z krzyża Jezus najpierw zwraca się do swojej Matki, a następnie do ucznia. Obydwie wypowiedzi pokazują, że Jezus tworzy między tymi dwiema osobami najściślejszą więź. Wyrażają ją odpowiadające sobie określenia: „syn Twój” i „Matka twoja”. W ten sposób testamentalną wolą Ukrzyżowanego Jezusa Jego Matka staje się Matką umiłowanego ucznia, a on Jej synem. Ponieważ obydwie osoby mają wymiar typowy, reprezentatywny („Niewiasta”, „uczeń umiłowany”), Maryja staje się Matką wszystkich uczniów Jezusa, a oni otrzymują w Niej swoją Matkę.

Obecność Maryi pod krzyżem potwierdza Jej oblubieńczą więź z Jezusem i Jej zjednoczenie z Synem w godzinie Jego wyniszczenia. Stanie przy Ukrzyżowanym wskazuje na Jej męstwo, odwagę i wytrwałość, ale również oznacza Jej współczucie.

Znamienne jest to, że Jezus zwrócił się do Maryi mianem „niewiasta”. Tym samym mianem Jezus posłużył się na weselu w Kanie Galilejskiej (J 2,4), rozpoczynając „godzinę” objawiania swej misji zbawczej. U jej kresu, na Kalwarii, kiedy spełnia się mesjańskie dzieło Jezusa, Maryja na zawsze otrzymuje w osobie umiłowanego ucznia cały Kościół, staje się Matką Kościoła.

Po słowach skierowanych do Matki Jezus zwraca się do umiłowanego ucznia: „Oto Matka twoja”. W Jej osobie cały Kościół, wszyscy uczniowie Jezusa, otrzymali Matkę. Dar Matki, będący integralną częścią „godziny” Jezusa, został przyjęty przez ucznia, który „wziął Ją do siebie”.

2. Przesłanie słów Jezusa z krzyża do Maryi i umiłowanego ucznia – dla nas.

Drodzy bracia i siostry, przed Jezusem obecnym z nami w znaku chleba, patrzącego na nas z ołtarza, rozważmy jakie przesłanie dla nas zawierają Jego słowa wypowiedziane z krzyża do Matki i umiłowanego ucznia.

– Po pierwsze: Maryja stojąca pod krzyżem swego Syna uczy nas heroicznego posłuszeństwa wobec Bożego planu. Uczy nas odważnego trwania przy Chrystusie, towarzyszenia Mu aż po najtrudniejsze chwile życia. Matka Boża Bolesna przypomina nam, że to, co autentycznie chrześcijańskie, mierzy się miarą krzyża.

Znamy takie matki, które pozostają w ścisłej łączności ze swoimi dziećmi i wtedy, gdy coś się stanie dziecku, matka pierwsza przychodzi z pomocą, przychodzi pod krzyż dziecka. Jest czasem bezsilna w niesieniu fizycznej pomocy, ale tak jak Maryja, swoją obecnością, milczeniem i modlitwą wspiera swoje dziecko w doświadczeniu cierpienia

We wtorek, 28 lutego b.r. , odwiedziłem we Wrocławiu Klinikę Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej. Na kilku salach spotkałem matki przebywające tam w klinice 24 godziny na dobę ze swoimi małymi dziećmi chorymi na nowotwory. Wiele dzieci można wyleczyć, niektóre umierają. Patrząc na te matki posłuszne woli Bożej – pomyślałem, czyż nie są one podobne do Maryi stojącej pod krzyżem?

– Po drugie: Maryja pod krzyżem, z woli Chrystusa, stała się naszą matką, matką nas wszystkich, matką całego Kościoła. Ona po macierzyńsku wprowadza nas w miłość Chrystusa, której żaru doświadczyła. Jej serce otwarte jest na życie wszystkich uczniów Chrystusa. W Niej każdy ma swoją Matkę, której może zawierzyć swój los.

Drodzy bracia i siostry, wszyscy tu na ziemi potrzebujemy matki. Matki nas najpierw wydają na świat, a potem są najbliższymi osobami naszego życia. Można mieć w życiu różnych przyjaciół, oddanych, wiernych, ale najwierniejszym przyjacielem pozostaje zawsze kochająca matka. Ona słowu „kocham” nadaje tu na ziemi najpełniejszą treść. Drogie matki, tu obecne, pamiętajcie o tym. Jesteście wielkie w swoim powołaniu.

Moi drodzy przychodzi czas, kiedy wyfruwamy z rodzinnego gniazda i się usamodzielniamy. Mówi nawet o tym Ewangelia: „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 2,24; por. Mt 19,4-6; Mk 10,6-9). W dobrych układach rodzinnych jest tak, że młode pary małżeńskie, młode rodziny, zachowują bliski związek ze swoimi rodzicami, którzy ich wspomagają w wychowaniu dzieci, ich wnuków. Jednakże przychodzi w życiu czas kiedy odchodzą nasi rodzice do wieczności. Odchodzą fizycznie od nas nasze mamy. I co wtedy?. Wtedy trzeba sobie wyraźniej uświadomić, że pozostała nam Matka Chrystusa, jako nasza Matka. Ona nigdy nam nie umiera i nigdy się nie starzeje. Ona jest tak naprawdę pierwszą matką każdego i każdej z nas, pierwszą matką naszego życia.

Przypomnijmy scenę z życia bł. Jana Pawła II, scenę z dzieciństwa. Gdy w
dziewiątym roku Pan Bóg zabrał mamę do wieczności, ojciec podprowadził go pod obraz Matki Bożej i powiedział: „teraz Ona będzie twoją Matką”. Karol zrozumiał, co mu ojciec powiedział. Trzymał się tej Matki mocno całe życie. Jej często powtarzał: „Totus Tuus” – „Cały Twój”.

Po trzecie: Maryja obecna na drodze krzyżowej i pod krzyżem przypomina nam, że Ona jest także na naszej drodze krzyżowej, że jest obecna przy nas zwłaszcza wtedy, gdy cierpimy, gdy jesteśmy opuszczeni i poniżeni. Z naszej strony jest potrzebny akt wzięcia Jej do siebie, tak jak to uczynił św. Jan : „O od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (J 19,27b). Czyn umiłowanego ucznia, który wziął Maryję do siebie, jest dla nas ciągłym wyzwaniem, byśmy czynili to samo. Gdy bierzemy Ją do siebie, gdy mamy Ją przy nas w naszym życiu, uczymy się od niej wierzyć, kochać i cierpieć – po prostu uczymy się od Niej wypełniać wolę Bożą. A Ona z kolei, ze swej strony, jest wtedy naszą Orędowniczką, Pośredniczką i Pocieszycielką.

Mamy tyle świadectw, potwierdzających to, że Ona jest zawsze z nami jako nasza Matka i nas wspomaga, że wspomaga osoby indywidualne, wspomaga nasze rodziny i całe narody. Przypomnijmy pewne fakty z dziejów Kościoła i niektórych narodów. Ograniczmy się do czasów najnowszych.

Pierwszym zwycięstwem za wstawiennictwem Matki Bożej było Lepanto, gdy w XVI w. rozstrzygały się losy chrześcijańskiej Europy przeżywającej inwazję islamu. Tureckie wojska Selima II szły od zwycięstwa do zwycięstwa, by dotrzeć do Rzymu i „z bazyliki Piotrowej uczynić stajnię dla swych koni”. Powstrzymać je mógł tylko cud. Papież Pius V powierzył wojska chrześcijan opiece Najświętszej Maryi Panny i wezwał wszystkich do modlitwy różańcowej. W roku 1571 rozegrała się pod Lepanto bitwa morska, w której z nieporównywalnie większą armadą Turków zwyciężyły wojska chrześcijan. W Wenecji na cześć tej wiktorii wzniesiono kaplicę Matki Bożej Różańcowej. Na jej ścianach napisano: „Nie odwaga, nie broń, nie dowódcy, ale Maryja Różańcowa uczyniła nas zwycięzcami”, a papież Pius V ustanowił dzień bitwy – 7 października – świętem Matki Bożej Różańcowej.

Po raz kolejny agresja tureckich muzułmanów zagroziła Europie pod koniec XVII
w. Gdy podeszli pod Wiedeń, papież Innocenty XI zwrócił się o pomoc do polskiego
króla Jana III Sobieskiego. Kiedy jego 27-tysieczna armia starła się 12 września
1683 r. z ponad stutysięczną armią turecką, Kraków modlił się o zwycięstwo, idąc
w procesji różańcowej z katedry na Wawelu do kościoła mariackiego. Po bitwie
Sobieski przesłał Innocentemu XI chorągiew Kary Mustafy ze słowami: "Przybyłem,
ujrzałem, Bóg zwyciężył", a papież na pamiątkę wiktorii wiedeńskiej ustanowił 12
września wspomnienie Imienia Maryi.

Odnotujmy jeszcze inne wydarzenie, w które wpisała się pomoc Maryi.? Po zakończeniu w 1945 r. działań wojennych w Europie strefy wpływów alianckich i sowieckich podzieliły nie tylko Niemcy, ale także Austrię. Powstały cztery strefy okupacyjne, z czego najbogatsza część kraju, Dolna Austria wraz z Wiedniem dostała się w ręce Rosjan, którzy traktowali ten teren jak zdobycz wojenną. ??W tym samym czasie franciszkanin o. Petrus Pavlicek, dziś kandydat na ołtarze, zafascynowany był objawieniami w Fatimie. – W Mariazell, wielkim austriackim sanktuarium maryjnym, przed cudownym obrazem Wielkiej Patronki Austrii o. Pavlicek odkrył, że drogą do wyzwolenia tej części Austrii jest nawrócenie, pokuta i modlitwa narodu przez wstawiennictwo Matki Bożej. Powołał wspólnotę, którą 2 lutego 1947 r. nazwał Pokutną Krucjatą Różańcową o Pokój dla Świata. W połowie roku zobowiązanie do modlitwy różańcowej podjęło 500 osób i wspólnota została oficjalnie zatwierdzona przez Kościół. Pod koniec 1950 r. modlących się i uczestniczących w organizowanych przez krucjatę procesjach było już 200 tys., dwa lata później 440 tys., a w maju 1955 r. – ponad pół miliona. Wśród członków krucjaty znaleźli się: otaczany wielką estymą minister i kanclerz federalny Leopold Figl oraz kolejny kanclerz Juliusz Raab. Po liczonych w setki daremnych próbach dyplomacji austriackiej, by doprowadzić do wycofania się Rosjan, kanclerz Figl zwrócił się do o. Pavlicka: „Pozostała już tylko modlitwa”. Krucjata doprowadziła do szaleńczego różańcowego zrywu narodu – i stał się cud. Po ośmiu latach modlitewnej krucjaty austriacka delegacja wróciła z Moskwy z podpisanym 13 maja 1955 r. – w dzień Najświętszej Maryi Panny Fatimskiej – dokumentem, w którym Rosjanie rezygnują z powojennej okupacji zajmowanej przez nich części Austrii i wycofują z niej swoje wojska. Wzruszony kanclerz Raab w przemówieniu do narodu podziękował przede wszystkim Bogu. „Gdyby nie modlitwa, gdyby nie mnóstwo składanych w Austrii do modlitwy rąk, nie osiągnęlibyśmy tego. To Matka Boża pomogła nam w uzyskaniu traktatu pokojowego. Austria jest wolna!” Dodajmy, że wyjście Rosjan z Austrii było jedynym w okresie „zimnej wojny” przypadkiem, kiedy Sowieci dobrowolnie opuścili okupowany przez siebie kraj.

Podobne przypadki interwencji Maryi w wyniku Pokutnej Krucjaty Różańcowej miały miejsce w powojennych Niemczech i na Filipinach w latach siedemdziesiątych za czasów totalitarnych rządów Ferdinanda Marcosa. W wyniku walk Marcos abdykował, a kard. Sin zadbał o jego bezpieczny wyjazd z kraju. Pytany, jak możliwa była ta bezkrwawa rewolucja, kardynał wspominał: „Myślę, że cały scenariusz tamtych wydarzeń był pisany przez samego Boga, że całością akcji kierowała Najświętsza Maryja Panna. Byliśmy tylko aktorami; nasza moc pochodziła od Boga”.

Ostatnio wielka Krucjata Różańcowa została podjęta na Węgrzech, by wesprzeć reformy premiera Orbana. Śladem Węgier, pół roku temu poszli Polacy. Do modlitwy w Krucjacie Różańcowej za Ojczyznę, nad którą opieką duchową sprawują ojcowie paulini z Jasnej Góry, zaangażowało się dotychczas ponad 50 tys. osób. Główna intencja tej Krucjaty jest jedna: prośba o ocalenie wartości religijnych i narodowych w naszej Ojczyźnie, które ostatnio tak bardzo zostały zaatakowane, błaganie o zaniechanie walki z Kościołem i z narodem. W obecnym, trudnym czasie Kościołowi potrzebna jest wyjątkowa pomoc. Kardynał Angelo Amato – prefekt Kongregacji ds. Kanonizacyjnych, szukając ratunku dla dzisiejszego Kościoła przypomina sen – widzenie, jakie w roku 1862 miał św. Jan Bosko. Otóż widział on wspaniały okręt na wzburzonym morzu, którego chciały zniszczyć różnorakie inne okręty, bardzo dobrze uzbrojone. Tym wspaniałym okrętem jest Kościół żeglujący wśród licznych niebezpieczeństw i narażony na różne ataki. Nagle pośród fal pojawiły się dwie kolumny bardzo wysokie, w niewielkiej odległości od siebie. Na szczycie jednej stał posąg Matki Bożej z napisem Auxilium christianorum (Wspomożenie wiernych), a na drugiej kolumnie znajdowała się duża Hostia i napis: Salus credentium (Zbawienie wierzących). Pomimo wściekłych ataków wrogów – kapitan okrętu – papież pewnie doprowadził okręt Kościoła do tych dwóch kolumn i bezpiecznie je o nie zakotwiczył. W tym momencie wszystkie wrogie okręty uciekły, rozbiły się i zatonęły. Ksiądz Bosko wytłumaczył, że te dwie kolumny, które nigdy nie pozwolą zatopić statku Kościoła Świętego to cześć oddawana Eucharystii i kult maryjny. Ta wizja świętego Jan Bosko przypomniana przez kardynała Amato pokazuje, że Maryja nadal wspiera chrześcijan swym wstawiennictwem i pozostaje Obrończynią naszej wiary.

Na koniec zaznaczmy, że oprócz tych świadectw historycznych o czuwaniu Matki Bożej nad Kościołem w świecie mamy spisanych mnóstwo świadectw ludzi o łaskach otrzymanych za Jej wstawiennictwem. Wiele takich świadectw zostało zebranych w książce „Zwycięstwo przychodzi przez Różaniec”, wydanej przez Siostry Loretanki w Warszawie w 2003 r. Są to wzruszające świadectwa nadesłane na apel Radia Maryja. Te świadectwa zachęcają nas, aby być zawsze blisko Maryi, aby pamiętać o słowach Jezusa wypowiedzianych z krzyża: „Synu, oto Matka twoja”.

 

Zakończenie

Drodzy bracia i siostry, podziękujmy dziś Chrystusowi za podarowanie nam Matki, która nas wspomaga i kocha. Jej zaś powtórzmy słowa śpiewane w „Gorzkich Żalach: „Proszę, o Panno jedyna, niechaj krzyż Twojego Syna zawsze w sercu swym noszę… Pragnę Matko, zostać z Tobą, dzielić się Twoją żałobą śmierci Syna Twojego…O Maryjo” Ciebie proszę, niech Jezusa rany noszę i serdecznie rozważam”. Amen.

Bp Ignacy Dec


Kazania pasyjne biskupa Ignacego Deca wygłoszone w 2011 r.

drukuj