fot. PAP/EPA

Ukraina: Wstępne wyniki wyborów do 30 października

Wstępne wyniki wcześniejszych wyborów parlamentarnych, które odbywają się dziś na Ukrainie, będą znane do 30 października – oświadczył przewodniczący Centralnej Komisji Wyborczej w Kijowie Mychajło Ochendowski.

Podczas spotkania z delegacją obserwatorów wyborów z ramienia Parlamentu Europejskiego Ochendowski uściślił, że wstępne wyniki głosowania w formie elektronicznej nadejdą do CKW do przyszłej środy wieczorem, a najpóźniej w czwartek rano.

Na opublikowanie oficjalnych wyników CKW ma czas do 10 listopada, jednak już dziś wieczorem, tuż po zamknięciu lokali wyborczych, zostaną ogłoszone wyniki prowadzonych przed nimi sondaży, tzw. exit-polls. Lokale wyborcze, które otwarto o godz. 7:00 (czasu polskiego) będą działały do godz.19:00.

W wyniku niedzielnych wyborów parlamentarnych na Ukrainie powstanie prozachodni parlament, od którego obywatele oczekują reform, lecz przede wszystkim stabilizacji w kraju nękanym przez wielomiesięczny konflikt z Rosją.

Zgodnie z sondażami zdecydowaną większość w nowej Radzie Najwyższej zdobędą siły dążące do integracji z UE, usuwając na margines życia politycznego rządzące do niedawna ugrupowania, które opowiadały się za współpracą z Moskwą.

„Te wybory wyróżniają się na tle wszystkich dotychczasowych odsunięciem sił politycznych, które zajmują prorosyjskie i antyukraińskie stanowisko. Zawdzięczamy to nie tylko ukraińskiemu narodowi, który obronił swe prawo do europejskiej przyszłości na Majdanie, ale i prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi” – mówi znany publicysta Witalij Portnikow.

„Putin uczynił wszystko, by przekonać Ukraińców do europejskiej drogi rozwoju, a swymi działaniami pozbawił możliwości uczestniczenia w wyborach najbardziej prorosyjską część elektoratu, zamieszkującą okupowane dziś przez Rosję terytoria Donbasu i Krymu” – wyjaśnia.

Publikowane kilka dni przed wyborami badania opinii publicznej wskazują, że największe poparcie zdobędzie w nich Blok Petra Poroszenki, który może uzyskać nawet 30 proc. głosów.

W granicach 10 proc. waha się poparcie dla populistycznej Radykalnej Partii deputowanego Ołeha Laszki, niewiele mniej może zdobyć Front Ludowy premiera Arsenija Jaceniuka, zaś tuż za nimi plasuje się partia Samopomicz (Samopomoc) mera Lwowa Andrija Sadowego.

Szanse na pokonanie 5-procentowego progu wyborczego ma Batkiwszczyna b. premier Julii Tymoszenko. Niewykluczone, że uda się to także ugrupowaniom symbolizującym poprzednią ekipę polityczną: Silnej Ukrainie b. wicepremiera Serhija Tihipki oraz wywodzącemu się z Partii Regionów obalonego prezydenta Wiktora Janukowycza Blokowi Opozycyjnemu.

Sondaże pokazują także bardzo nikłe poparcie dla ugrupowań nacjonalistycznych: znanego z zimowych walk na Majdanie Prawego Sektora oraz partii Swoboda Ołeha Tiahnyboka (2-3 proc.).

„Wyraźnie widać, że koalicja w nowej Radzie Najwyższej formowana będzie wokół partii prezydenckiej. Sądzę, że do Bloku Poroszenki przyłączy się Front Ludowy oraz Samopomicz Sadowego” – prognozuje w rozmowie politolog Wołodymyr Horbacz.

„Niezależnie od tego, jakie partie znajdą się w koalicji, będą musiały one pamiętać, że przyjdzie im rządzić krajem, w którym w ciągu 23 lat istnienia zniszczono wszystko, co stwarza warunki do rozwoju gospodarczego” – podkreśla Portnikow.

Eksperci wskazują, że nowy parlament powinien natychmiast przystąpić do reform, jednak nie wróżą mu długiego życia i oczekują, że nie dotrwa do końca kadencji.

„Innej drogi niż droga szybkich reform dla Ukrainy nie ma. Rodzi się jednak pytanie, czy reformy te będą sukcesem. Najważniejszym zadaniem jest reforma konstytucji, która doprowadzi do decentralizacji władz, a po niej – siłą rzeczy – konieczne będzie rozpisanie nowych wyborów. Nowa Rada Najwyższa przetrwa od półtora roku do trzech lat” – wyjaśnia Horbacz.

W nadchodzących wyborach połowę 450-osobowego parlamentu Ukraińcy wyłonią spośród kandydatów z list partyjnych (ordynacja proporcjonalna), a połowę – w okręgach jednomandatowych (ordynacja większościowa).

To właśnie z okręgów jednomandatowych – przede wszystkim na wschodzie i południu kraju – do Rady Najwyższej może wejść najwięcej przedstawicieli ekipy rządzącej za czasów Janukowycza. Komentatorzy są jednak zdania, że wielu z nich – ze względu na prowadzone interesy – wykaże lojalność wobec ugrupowań rządzących.

Eksperci podkreślają, że choć kampania przed niedzielnymi wyborami toczyła się w warunkach trwającej na wschodzie kraju wojny, to była ona o wiele bardziej demokratyczna, niż poprzednie. Zauważano w niej przede wszystkim brak tzw. adminresursu, czyli korzystania przez kandydatów ze wsparcia instytucji państwowych, nie widać też było – jak podczas wcześniejszych kampanii wyborczych – politycznego zaangażowania milicji. Odnotowywano także większy dostęp do mediów kandydatów na posłów.

Daje to nadzieję, że wybory będą uczciwe, a obserwatorzy międzynarodowi nie dopatrzą się w nich rażących naruszeń.

Za największe zagrożenie w tych dniach władze Ukrainy uważają niebezpieczeństwo aktów terrorystycznych, w które – jak wskazują – mogą być zaangażowane rosyjskie służby specjalne. Nie wiadomo, jak w dniu wyborów zachowają się siły prorosyjskie i obecne na wschodzie kraju oddziały rosyjskiej armii. Obecnie w regionie tym utrzymuje się bardzo kruche zawieszenie broni.

Sygnały, które płyną w ostatnim czasie z Moskwy, pozwalają na pewien optymizm, jednak Ukraińcy nauczyli się już traktować je z głęboką rezerwą.

W czwartek szef administracji prezydenta Rosji Siergiej Iwanow zapowiedział, że Moskwa uzna wyniki niedzielnych wyborów na Ukrainie, lecz nie będzie dłużej „sponsorować” Kijowa. Może to oznaczać kontynuację twardego stanowiska Kremla wobec ukraińskiej gospodarki oraz ciąg dalszy sporów o dostawy gazu i ukraińskie zadłużenie z tego tytułu.

PAP

drukuj