fot. PAP

Trudna sytuacja polskich rolników

Producenci papryki, kalafiora czy kapusty stracą więcej niż eksporterzy jabłek. Sytuacja staje się coraz bardziej napięta, bo z każdym dniem na rynku przybywa tych warzyw.

Minister Marek Sawicki będzie rozmawiał dziś z unijnym komisarzem ds. rolnictwa ws. ewentualnych rekompensat dla rolników.

Okazuje się, że w związku z rosyjskim embargiem największym problemem nie będą jabłka, o których zrobiło się ostatnio głośno, bo te będą sprzedawane dopiero za kilka miesięcy.

– Problemem jest dziś papryka, kalafior, kapusta. To co rośnie na polu, pęka, niszczy się i trzeba to po prostu zebrać – mówi Marek Sawicki, minister rolnictwa i rozwoju wsi.

Tych warzyw już nie da się sprzedać i będzie trzeba je biodegradować. Proces ten rolnicy powinni udokumentować (między innymi zdjęciami), aby otrzymać ewentualną unijna rekompensatę. Pełną instrukcję jak to zrobić zamieszczono na stronie internetowej resortu rolnictwa. Rolnicy są załamani.

– W dalszej perspektywie trzeba się zastanowić czy w ogóle to uprawiać, czy nie. Bo jeżeli będzie taka sytuacja, to po co to uprawiać jak tego nie można sprzedać? – zauważa jeden z lubelskich rolników.

Biodegradacja to mało popularne u nas rozwiązanie – mówi Tomasz Smoleński z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

– Producent nie chce niszczyć ani przeorywać warzyw, problemem jest też w tym jak to przeprowadzi w naszym systemie. Bardzo ważne są tzw. mechanizmy systemowe przeprowadzone przez rząd, które mogą zapobiec takiemu marnotrawstwu warzyw – tłumaczy Tomasz Smoleński.

Minister Sawicki powinien zając się strategią produkcji, a nie niszczeniem płodów rolnych – podkreśla Zbigniew Grajoszek z rolniczej Solidarności.

– Zaorać? Zniszczyć ? Uważam, że to jest bezbożne, takich rzeczy żaden minister nie powinien się ważyć powiedzieć! To jest wypracowane ciężką pracą i żadnych płodów nie można niszczyć – mówi Zbigniew Grajoszek.

Resort rolnictwa na razie nie widzi innego rozwiązania, a za zniszczone zbiory zamierza wypłacić odszkodowania, chociaż unijne rekompensaty nie zostały jeszcze Polsce przyznane. To niepokoi rolników uprawiających warzywa.

– Te rekompensaty mają dostać osoby zajmujące się handlem, pośrednictwem a nie producenci papryki. Producenci mają dostać marne grosze – mówi pan Dariusz, rolnik.

Dziś minister Sawicki ma rozmawiać o rekompensatach z unijnym komisarzem ds. rolnictwa Dacianem Ciolosem. Być może zapadną pierwsze decyzje.

– Dzisiaj trudno jest mówić w kwotach, oszacować… Wszystko zależy od tego, ile umieścimy na rynkach. OD tego ile sprzedamy a ile będziemy musieli biodegradować – tłumaczy Marek Sawicki, minister rolnictwa i rozwoju wsi.

Z pieniędzmi na zniszczenie upraw nie powinno być problemów. UE ma specjalne środki na sytuacje kryzysowe – to blisko 3 mld euro do wykorzystania przez 7 lat – wskazuje Janusz Wojciechowski, europoseł PiS.

– Być może trzeba będzie je zwiększyć, może jakieś działania, żeby ten fundusz był większy, na pewno nie może być tak, żeby te sankcje niezbędne odbiły się tylko na rolnikach – twierdzi Janusz Wojciechowski.

Aby sięgnąć po te pieniądze, polski rząd musi rzetelnie przygotować wniosek. Rolnicy pokładają duże nadzieje w unijnych pieniądzach, bo po wprowadzeniu rosyjskich restrykcji stawki za warzywa w skupie drastycznie spadają.

– Kalafior to jest cena poniżej 40-30 proc. ceny z ubiegłego roku, więc mamy tu ceny niskie i na granicy opłacalności – zaznaczaTomasz Smoleński z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Na granicy opłacalności jest też papryka, której cena drastycznie zmalała: z 3,50 zł do 1,60 zł za kilogram.

W sprawie rosyjskiego embarga resort rolnictwa, spraw zagranicznych i gospodarki opracowują wniosek do Światowej Organizacji Handlu. Pozostaje jednak pytanie: czy Rosja, która nie liczy się z opinią światową w sprawie Ukrainy, weźmie pod uwagę tego typu wnioski?

 

 

TV Trwam News/RIRM

 

drukuj