Szykują się do wojny

Po zestrzeleniu przez syryjską artylerię tureckiego samolotu wojskowego rośnie napięcie między Damaszkiem a Ankarą. Obie strony rozpoczęły już na granicy koncentrację wojsk i sprzętu. Czyżby kraje te szykowały się do wojny?

Po ujawnionych przed dwoma dniami informacjach, że w odpowiedzi na zestrzelenie tureckiego myśliwca armia Turcji rozpoczęła rozlokowywanie artylerii przeciwlotniczej wzdłuż granicy z Syrią, informacje o adekwatnych ruchach po drugiej stronie granicy podał wczoraj syryjski generał Mustafa el-Szejk, który przeszedł na stronę rebeliantów. – Syryjska armia zgromadziła około 170 czołgów w pobliżu granicy z Turcją – zaznaczył ten najwyższy stopniem wojskowy, który opuścił wojska rządowe i uciekł do Turcji. Obecnie gen. el-Szejk stoi na czele Najwyższej Rady Rewolucyjnej, która z południowej Turcji kieruje działaniami Wolnej Armii Syryjskiej (WAS), składającej się głównie z dezerterów i walczącej z reżimem prezydenta Baszara al-Asada. Z jego informacji wynika, że syryjskie czołgi znajdują się na terenie szkoły piechoty w okolicach miasta Aleppo, oddalonego około 30 km od granicy z Turcją. – Przygotowują się do wyjazdu na granicę z Turcją lub do ataku na zbuntowane miasta i wsie na północ od Aleppo – dodał gen. el-Szejk. Tych informacji nie potwierdziły jednak do tej pory niezależne źródła.

Tymczasem tureckie media od czwartku informują o wzmocnieniu ochrony granicy z Syrią. – Mogę potwierdzić, że wojska są rozmieszczane wzdłuż granicy w prowincji Hataj (Antiochia) na południu kraju. Turcja podejmuje środki ostrożności po tym, jak jej myśliwiec został zestrzelony – poinformował w rozmowie z telewizją państwową TRT anonimowy funkcjonariusz tureckiej armii. Jednocześnie Ankara wysłała ostrzeżenie do Damaszku, że nie będzie więcej tolerować naruszania granicy przez siły syryjskie. Władze Turcji nie podały oficjalnie, ile sprzętu i żołnierzy postanowiły rozlokować. Agencja Reutera mówi jednak o zmierzającym w stronę granicy konwoju złożonym z 30 pojazdów wojskowych, w tym ciężarówek wiozących kilka wyrzutni rakiet. BBC dodaje do tego karabiny przeciwlotnicze.

 

 

Końca walk nie widać

Na razie jednak bardziej niebezpiecznie niż na granicy jest wewnątrz kraju, gdzie tylko w czwartek zginęło około 180 osób, w tym niemal 120 cywilów. Był to więc najkrwawszy dzień od wybuchu powstania przeciwko prezydentowi Baszarowi al-Asadowi. Najwięcej ofiar zanotowano w opanowanej przez rebeliantów Dumie, gdzie co najmniej 36 osób (w tym 6 dzieci) poniosło śmierć wskutek bombardowania miasta przez wojsko. Po nieoczekiwanym ataku na telewizję wspierającą Asada rebelianci przeprowadzili w czwartek kolejną tego typu akcję. Tym razem celem ataku padły budynki sądu w Damaszku. Jak informuje telewizja BBC, ranne zostały co najmniej 3 osoby. Ładunki wybuchowe zostały umieszczone pod samochodami zaparkowanymi nieopodal kompleksu budynków sądu. Sytuacja w Syrii będzie dziś omawiana na specjalnym spotkaniu tzw. grupy działania, która zbiera się w Genewie. W konferencji uczestniczyć będą m.in. stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ oraz państwa arabskie: Turcja, Katar, Kuwejt i Irak, którzy mają się skoncentrować na ustalaniu etapów wyjścia z syryjskiego kryzysu i utorowaniu drogi do utworzenia w Damaszku rządu złożonego z przedstawicieli obecnych władz i opozycji.


drukuj