fot. PAP/Radek Pietruszka

Strażacy zamykają „strajkowe miasteczko”, ale nie wstrzymują protestu

Strażackie miasteczko znika sprzed kancelarii premier Ewy Kopacz. Nie oznacza to jednak końca protestu. Związkowcy podkreślają, iż zamknięcie miasteczka ma związek z rozpoczynająca się kampanią wyborczą w której nie chcą brać udziału.

Na ręce wiceministra spraw wewnętrznych Stanisława Rakoczego złożyli petycje ze swoimi postulatami. MSW ma przeanalizować żądania związkowców.

Robert Osmycki, przewodniczący Krajowej Sekcji Pożarnictwa NSZZ „S” podkreśla, że resort szuka środków na dofinansowanie komend powiatowych. Jednak zauważa, że sytuacja jest bardzo ciężka.

Komendanci powiatowi muszą ściągać środki z funduszu wynagrodzeń na bieżące funkcjonowanie komend. Ściągają je głównie na zakup paliwa, bądź też na płacenie świadczeń wobec usługodawców. Doszliśmy więc do przekonania, że to, co miało miasteczko pokazać społeczeństwu, że formacja jest niedofinansowana – zostało pokazane. W Kancelarii Premiera złożyliśmy petycję. Wydaję mi się, że osiągnęliśmy cele miasteczka – mówi Robert Osmycki.

Strażacy domagają się także wzrostu funduszu płac o 17 proc. w ciągu najbliższych lat i podniesienia stawki za nadgodziny.

Przedstawiciele Krajowej Sekcji Pożarnictwa NSZZ „S” prowadzili protest w miasteczku namiotowym przed Kancelarią Rady Ministrów od 22 września.

RIRM

drukuj