fot. PAP

Reakcje na akcję ABW

Premier Donald Tusk zaapelował o natychmiastową publikację wszystkich materiałów sporządzonych z podsłuchów; jednocześnie wykluczył swoją dymisję, ale nie wcześniejsze wybory.

Premier zwołał w czwartek rano specjalną konferencję w związku z działaniami ABW w redakcji tygodnika „Wprost”. Przekonywał, że działania prokuratury nie były konsultowane z rządem. Zapowiedział także, że wkrótce oceni działania szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza i podejmie stosowne decyzje.

Szef PSL Janusz Piechociński stwierdził, że „trzeba będzie z opóźnieniem korygować” ryzykowną decyzję premiera Donalda Tuska o pozostawieniu szefa MSW na stanowisku. Wicepremier zaznaczył też, iż w ciągu najbliższych dwóch dni może dojść do jego spotkania z Tuskiem.

Z kolei prezydent Bronisław Komorowski komentując akcję prokuratury i ABW stwierdził, że „pożaru nie gasi się dolewaniem benzyny do ognia”. Wskazał, że potrzebne są działania oparte o fundamenty demokratycznego państwa.

W środę ABW zażądała od redakcji „Wprost” dobrowolnego wydania nośników danych z nagraniami (z nielegalnych podsłuchów) polityków i szefa NBP. Redakcja odmówiła. W związku z tym prokuratura zarządziła przeszukanie pomieszczeń, chciała odebrać redaktorowi naczelnemu tygodnika laptop i pamięć USB, jednak odstąpiono od tej czynności po tym, jak do pomieszczenia weszli dziennikarze zgromadzeni w redakcji. Jeden z agentów zapomniał nawet o swojej teczce.

Prokurator Generalny Andrzej Seremet zapewnia, że dla niego wolność prasy i mediów jest jednym z fundamentów demokracji. Ocenił działania prokuratury jako prawidłowe i w ramach prawa.

– To, co mnie uderza w tej sprawie najbardziej, to to, że do wczorajszego wieczoru miałem wrażenie, że byliśmy razem – tzn., że prokuratura i media, w tym redakcja tygodnika „Wprost” miały te same intencje: że chodziło nam o to, żeby po pierwsze wykryć sprawcę przestępstwa nielegalnego zakładania podsłuchu (ponieważ nielegalne zakładanie podsłuchu jest w prawie polskim karane i jest przestępstwem), a po drugie – co ważniejsze – żeby ustalić, czy doszło do przestępstwa (i zebrać na to dowody) o wiele bardziej poważnego, związanego z zachowaniami i wypowiedziami, które mieliśmy wszyscy okazję śledzić i które wszyscy już znamy na pamięć – nie ma powodów, żeby do nich wracać – zaznacza Prokurator Generalny.

„Wczorajszego wieczoru nagle ten wspólny front zupełnie się podzielił” – mówi Andrzej Seremet.

– Część państwa (w szczególności redakcja „Wprost”) uznaje, że prokuratura złamała prawo, że łamie standardy konstytucyjne, że wręcz chce zburzyć porządek demokratyczny naszego państwa. Otóż tak nie jest. Zapewniam państwa, że interpretacje prawne, które państwu są podsuwane, są interpretacjami błędnymi – przekonuje Andrzej Seremet.

Działania organów ścigania skrytykował Jarosław Kaczyński. Prezes PiS stwierdził, że to kolejny dowód na zupełną kompromitację rządu, który panicznie boi się następnych publikacji prasowych na swój temat.

– Mamy do czynienia z użyciem służb specjalnych, żeby zahamować dyskusje publiczną, żeby zahamować potrzebną, absolutnie niezbędną w demokracji wymianę informacji. Społeczeństwo, Polacy mają prawo do wiedzy o tym, kto nimi rządzi i jak nimi rządzi. To jest prawo zupełnie fundamentalne. Chciałem wezwać wszystkie siły demokratyczne w Polsce, zarówno te, które są zorganizowane w partie polityczne, ale także i te, które są reprezentowane przez różne redakcje, do wspólnej akcji przeciwko tej władzy, przeciwko tego rodzaju działaniom. Musimy obronić wolność słowa w Polsce, musimy obronić polską demokrację – podkreślił prezes PiS.

Wkroczenie ABW do redakcji tygodnika „Wprost” to wydarzenie bez precedensu w najnowszej historii Polski. Działanie służb i prokuratury oburzyło całe środowisko dziennikarskie, a także prawników. Działania prokuratury i ABW skrytykowała Naczelna Rada Adwokacka, wyrażając jednocześnie solidarność z dziennikarzami. Również Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka uznało, że redakcja wydając nośniki pozwalające na zidentyfikowanie informatora, złamałaby prawo.

Dr Hanna Karp, medioznawca podkreśla, że niekompetencja pracowników ABW podczas tej akcji poraża. Jednocześnie zaznacza, że gdyby redaktor naczelny pozwolił na odebranie sobie komputera, byłby osobą poszkodowaną.

– Historia bez precedensu, kiedy agencja bezpieczeństwa, konkretnie ABW, jeden z resortów siłowych państwa, który ma zapewnić bezpieczeństwo wewnętrzne w kraju, wkracza do redakcji i domaga się materiałów, które są objęte tajemnicą. Obecnie przy tym systemie rozwoju technologii, wiadomo, że trudno jest oddzielić dziennikarzowi nośniki informacji. Na tym samym nośniku mogą być rzeczy, które są objęte tajemnicą dziennikarską, jak również rzeczy zupełnie błahe, nieistotne. ABW wykazuje się tu zupełnym brakiem profesjonalizmu – zresztą to już jest oddzielny wątek (działania tych służb, zachowania, policji, która tam wkracza, prokuratorów itd.) – komentuje dr Hanna Karp.

Red. Wojciech Reszczyński, dziennikarz radiowy i telewizyjny, członek zarządu oddziału warszawskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich podkreśla, że w afery taśmowej jest więcej znaków zapytania niż odpowiedzi. Wśród różnych wersji zaczyna dominować jedna mówiąca o kontrolowanej dekompozycji państwa, która ma wyprzedzić pewne wydarzenia, mogące mieć jeszcze większe konsekwencje dla panującego obozu władzy.

– Niewykluczone, że jest tutaj – jak mówią popularnie – walka dużego pałacu (a więc prezydenta) z małym pałacem czy odwrotnie – premiera. To może zakończyć się rzeczywiście dekompozycją układu politycznego, podziałem platformy. PO jako taka ocaleje, natomiast już bez swojego przywódcy. I jeszcze jedno pytanie: jaką rolę odgrywa tutaj odsunięty całkowicie od wpływów na rządzenie najbliższy współpracownik premiera, były minister spraw wewnętrznych Grzegorz Schetyna? – mówi red. Wojciech Reszczyński.

Pomimo przeszkód, redaktor „Wprost” zapowiedział, że tygodnik opublikuje kolejną część rozmowy szefa MSW oraz prezesa NBP, a także inne taśmy.

RIRM

drukuj