fot. PAP/EPA

R. Tillerson: USA wciąż są otwarte na ewentualny dialog z Koreą Północną

Sekretarz stanu USA Rex Tillerson oświadczył, że jego kraj wciąż jest otwarty na dialog z Pjongjangiem. Wcześniej podano, że przywódca Korei Płn. Kim Dzong Un na razie nie podejmie decyzji o odpaleniu rakiet w pobliże należącej do USA wyspy Guam.

„Wciąż jesteśmy zainteresowani poszukiwaniem drogi do dialogu, ale to zależy od niego” – powiedział Rex Tillerson, mówiąc o Kim Dzong Unie.

Wcześniej oficjalna północnokoreańska agencja KCNA poinformowała, że Kim otrzymał raport armii na temat planów odpalenia rakiet w pobliże Guam i oświadczył, że będzie obserwował działania USA nieco dłużej, zanim podejmie decyzję w tej sprawie.

Według relacji KCNA Kim powiedział, że jeśli „USA chcą obniżyć napięcie na Półwyspie Koreańskim i zapobiec niebezpiecznemu starciu militarnemu”, powinny „pierwsze podjąć właściwą decyzję i wykazać ją poprzez swoje działania”. Oświadczył też, że jeśli USA będą kontynuować „wyjątkowo niebezpieczne” działania na Półwyspie Koreańskim, podejmie decyzję o odpaleniu rakiet.

„Na razie nie mam odpowiedzi na jego decyzje” – krótko skomentował te słowa szef amerykańskiej dyplomacji, pytany o Kim Dzon Una podczas konferencji prasowej, na której prezentowano raport dotyczący wolności religijnej na świecie.

Już w poniedziałek Tillerson, wspólnie z amerykańskim ministrem obrony Jimem Mattisem, w artykule opublikowanym w gazecie „Wall Street Journal” zapowiadał, że amerykańska administracja jest gotowa na negocjacje z Pjongjangiem, ale pod warunkiem, że Korea Północna zrezygnuje ze swoich ambicji nuklearnych.

W ub. tygodniu siły strategiczne Korei Północnej zapowiedziały zakończenie do połowy sierpnia prac nad planem odpalenia czterech rakiet średniego zasięgu w pobliże wyspy Guam. W piątek prezydent USA Donald Trump oświadczył na Twitterze, że amerykańskie siły zbrojne „są gotowe do strzału”, i ostrzegł koreańskiego dyktatora, że nie „ujdą mu na sucho jego pogróżki”, a jeśli jeszcze raz pogrozi Ameryce, „bardzo szybko dostanie za swoje”.

PAP/RIRM

drukuj