Polskie społeczeństwo jest wspaniałe

Rozmowa z Agnieszką Szumilas-Hermanowicz, inicjatorką wystawy pro-life, którą od 12 lutego będzie można oglądać w Toruniu.

Co skłoniło Panią do zorganizowania wystawy pro- life?

Zarówno mnie, jak i moim znajomym bardzo leży na sercu życie dzieci nienarodzonych. Któregoś dnia pomyślałam, że trzeba coś zrobić, podjąć jakąś inicjatywę pro-life w Toruniu. Zaczęłam zastanawiać się, do jakiej grupy skierować to przesłanie i w jakiej formie.

Pomyślałam, że najlepiej byłoby zorganizować wystawę plastyczną, skierowaną do młodzieży. Zaczęłam szukać, dzwoniłam m.in. do jednej z krakowskich fundacji, jednak nie mogłam znaleźć niczego, co byłoby odpowiednie.

I właśnie wtedy otworzyłam skrzynkę mailową i znalazłam wiadomość od Bractwa Małych Stópek ze Szczecina z informacją, że mają wspaniałą wystawę, która jest skierowana do młodzieży i można ją uzyskać po niewielkich kosztach. Niezmiernie mnie to ucieszyło.

Poprosiłam grupę ludzi świeckich, moich znajomych, o pomoc w realizacji. Najpierw trzeba było zdobyć fundusze na sprowadzenie większej ilości egzemplarzy wystawy. Napisałam więc SMS-y do młodzieży ze szkół, że jest wspaniała wystawa pod tytułem: „Jestem człowiekiem od poczęcia”. Napisałam też, że szukam ludzi, którzy chcieliby wesprzeć tę koncepcję finansowo, ponieważ mimo wszystko są to dosyć duże kwoty. Bardzo się ucieszyłam, ponieważ w ciągu 20 minut otrzymałam odpowiedź od Ramiza Koracia, właściciela sieci pizzerii Montenegro, że dosyć duża kwota pieniędzy już czeka na odbiór. Dało mi to taką wielką siłę i odwagę, żeby rzucić się na głębokie wody.

Razem z Anetą Skawską zamówiłyśmy w Fundacji ks. Tomasza Kancelarczyka kilkanaście egzemplarzy. Oczywiście wspaniale się wszystko udało, poszło jak lawina. Polskie społeczeństwo jest naprawdę wspaniałe. Wystarczy tylko rzucić hasło. W sumie wsparło mnie kilka osób, które poniosły to dzieło dalej.

W tej chwili wystawa pro-life zostanie nie tylko zaprezentowana w szkołach, ale udało się także zebrać prawie całą kwotę pieniędzy na realizację wystawy na ulicach Torunia. 12 lutego będziemy montować tę wystawę na placu Rapackiego. Będzie ona stała do 15 marca niedaleko pomnika Józefa Piłsudskiego.

Co możemy zobaczyć na zdjęciach?

Wystawa składa się z 14 plansz. Trzynaście z nich prezentuje konkretne etapy życia dziecka poczętego. Są na nich podane dni, tygodnie, miesiące rozwoju dziecka. Na każdym plakacie jest przedstawiony młody człowiek (obrońcy życia ze Szczecina). Trzymają oni przedmioty, które są atrybutami konkretnej funkcji życiowej dziecka nienarodzonego. Na przykład, pierwszy plakat to pierwszy dzień od poczęcia, czyli jedna komórka. Piękna młoda dziewczyna na plakacie trzyma telefon komórkowy. Drugi plakat – 21. dzień życia, kiedy zaczyna bić serce dziecka – przedstawia młodą dziewczynę trzymającą serce wycięte z papieru.

Wystawa ma charakter edukacyjny. Powstała w ten sposób, że młodzież z Bractwa Małych Stópek wysłała do ok. 3 tys. osób z całej Polski zapytanie, jak można pokazać młodzieży fakty z życia prenatalnego? Rozesłano takie hasła, jak bicie serca, pierwsze zawiązki paznokci. Z nadesłanych pomysłów utworzono pokaz plakatów. Jest plakat o zawiązkach paznokci – dziewczyna na plakacie pokazuje paznokcie. Jest plakat, że zaczynają tworzyć się struny głosowe – przedstawia dziewczynę z mikrofonem, jest plakat o tym, jak kształtują się mięśnie – chłopak z hantlami. Wystawa bardzo trafia do młodzieży i podoba się młodzieży.

Najwięcej na temat wystawy można dowiedzieć się na stronie Bractwa Małych Stópek ze Szczecina: www.dlazycia.info oraz z wywiadów z ks. Tomaszem Kancelarczykiem.

Jakie jest zainteresowanie akcją?

Sama nie zrobiłabym niczego. Najpierw rozpoczęliśmy działania w gronie przyjaciół. Później włączali się inni. Ludzie bardzo chętnie pomagali. Jeżeli chodzi o rozdawanie plakatów, pomógł ks. Mariusz Wojnowski. Jako dyrektor Wydziału Katechetycznego Diecezji Toruńskiej otworzył nam drzwi do szkół.

Natomiast jeżeli chodzi o wystawę na zewnątrz, to nie byłoby szans, gdyby nie Katolickie Stowarzyszenie Apostolskie w Służbie Nowej Ewangelizacji „Wspólnota Pieśń Nowa”. To jest zrzeszenie ludzi świeckich działające przy kościele św. Józefa w Toruniu, przy redemptorystach. I właśnie dzięki redemptoryście o. Jackowi Dubelowi wystawa wychodzi na ulice miasta.

Jako stowarzyszenie mogliśmy ubiegać się o potrzebne pozwolenia od urzędów. A było naprawdę dużo pism, np. o pożyczenie stelaży wystawowych od Centrum Sztuki Współczesnej. Było bardzo dużo pracy urzędowej. Pomaga nam Stowarzyszenie Dzieciom i Młodzieży WĘDKA im. Każdego Człowieka. Prezes tego stowarzyszenia, Wojciech Przybysz, dał nam samochód i ludzi do montażu.

Angażują się ludzie świeccy; biorą urlopy, żeby pomóc przy montażu. Piękna inicjatywa, wspaniałe polskie społeczeństwo. Tyle się mówi, że Polacy są tacy czy inni, a ja doświadczam czegoś zupełnie innego – wielka życzliwość ze strony ludzi, wystarczy tylko rzucić hasło i dalej to idzie jak lawina.

Chciałam jeszcze podkreślić, że jest duża życzliwość ze strony urzędów. Marszałek województwa kujawsko-pomorskiego Piotr Całbecki dał nam patronat honorowy. Gdzie nie poszłam, do jakiego urzędu czy do Konserwatora Zabytków, czy Wydziału Gospodarki Nieruchomościami, Wydziału Zieleni i Środowiska, Biura Toruńskiego Centrum Miasta wszędzie spotykałam się z dużą życzliwością i serdecznością.

To jest nieprawdopodobne, ale udało się to zorganizować w ciągu trzech tygodni. Normalnie są miesięczne terminy na odpowiedź. Urzędnicy poszli nam na rękę. Jestem bardzo mile zaskoczona. Chcę to podkreślić. Mamy naprawdę wspaniałe polskie społeczeństwo. Udało nam się szybko zorganizować tę wystawę dzięki ludziom. To jest inicjatywa mieszkańców Torunia, wielu osób. Chcemy z tym ruszyć do wielu innych polskich miast.

Jest Pani także zaangażowana w akcję „Podaruj małego Jasia”. Na czym polega ta akcja, do kogo jest kierowana?

Model „małego Jasia” otrzymałam w czerwcu w Bydgoszczy. Bardzo głęboko do mnie przemówił. Z jednej strony wiemy, że dziecko w łonie matki to jest już człowiek, ale gdy się trzyma model dziecka z ciepłej gumy, w skali jeden do jednego (dziesiąty tydzień ciąży) to bardzo mocno przemawia. Skąd pomysł na tę akcję? Ja nieraz rozmawiałam z ludźmi, którzy popierają aborcję. Często jest tak, że brakuje już argumentów w dyskusji i wtedy, kiedy wyciąga się z kieszeni taki „model Jasia”, zamyka się usta nawet najbardziej zagorzałym zwolennikom aborcji.

Razem z Anetą Skawską zamówiłyśmy prawie tysiąc figurek Jasia, które w ramach akcji „Podaruj małego Jasia” postanowiłyśmy rozdawać dzieciom i młodzieży.

Mogłyśmy z Anetą Skawską zaprezentować te figurki dzięki uprzejmości księdza Mariusza Wojnowskiego, dyrektora wydziału katechetycznego kurii biskupiej w Toruniu. Jest ich prawie tysiąc sztuk oraz kilkanaście egzemplarzy wystaw. Zorganizowałyśmy to na spotkaniu katechetów przy kurii biskupiej, które odbyło się 2 grudnia 2014 roku. Następnie te figurki przez katechetów trafiły do szkół.

Z tego, co wiem, one bardzo przemawiają do dzieci. Biorą je chętnie również nauczyciele ateiści dla swoich dzieci. Bardzo mocno oddziałują na młodzież. Jak mówi ksiądz Tomasz, można uratować wiele dzieci przez to, że te figurki rozdawano licealistom. Niejedna dziewczyna, która była w ciąży po otrzymaniu figurki zaniechała aborcji.

Słyszałam, że młodsze dzieci nawet opiekują się tymi modelami.

Tak, robią dla nich kołyski, domki. Jest to bardzo piękne. Dlatego ta akcja była skierowana do młodzieży. Myślę, że młodzież jest otwarta, wspaniała. Jestem przekonana, że jeśli młodym ludziom uświadomi się, że dziecko w łonie matki dysponuje takimi funkcjami jak my, że to jest człowiek – to jest to najlepsza kampania pro-life. Trzeba więc zwracać się do młodzieży.

Wiem, że jest Pani autorką prac o osobach bezdomnych. Czy moglibyśmy dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat? Skąd pomysł?

Nieraz chodziłam ulicami toruńskiej starówki. Zaczepiali mnie głodni, bezdomni ludzie. Niekiedy rozmawiałam z nimi. Muszę tu zaznaczyć, że kocham malowanie portretów. To moja największa pasja zawodowa. Potrzebowałam modeli, którzy by mi pozowali, ale bezdomnych wybrałam nieprzypadkowo. Zastanawiałam się, czym oni nas ujmują? Często obserwuję, że my ludzie normalnie żyjący w społeczeństwie zakładamy różne maski, chcemy wypaść lepiej. Widzę to także po sobie. Chcemy się zaprezentować z lepszej strony. Zastanawiamy się, jak będziemy odebrani, bo przecież jest w nas gdzieś ten element, że nie jesteśmy do końca sobą.

 Natomiast w ludziach bezdomnych uderzyło mnie to, że oni tego zupełnie nie mają. Są naprawdę autentyczni, może dlatego, że dotknęli jakiegoś życiowego dna, może są dotknięci wielkimi tragediami. Do bezdomnych przeważnie należą ci, którzy popadli w alkoholizm czy osoby z zaburzeniami umysłowymi, którymi nie jest w stanie zająć się rodzina. Mnie natomiast ujęło ich ciepło, serdeczność, dobroć. Bardzo lubię rysować ich portrety.

Wystawa moich obrazów przedstawiających osoby bezdomne odbyła się w 2004 roku w centrum handlowym „Kwadrat” w Białymstoku. Zorganizowana została we współpracy z księdzem Konkolem z Caritas białostockiej, który zajmuje się bezdomnymi. To była wystawa obrazów i instalacji; zdjęcia zostały ubrane w stare, zniszczone rzeczy (czyli tak, jak noszą bezdomni) i zawieszone na żyłkach,.

Te portrety zrobiły szczególne wrażenie na osobach młodych. Przy okazji wystawy poznaje się również historię tych ludzi.

Tak, część z tych obrazów to portrety bezdomnych – jest to siedem obrazów olejnych. Drugi cykl to siedem obrazów olejnych pt. „Historia bezdomnego”. Ja ich rysowałam, rozmawiałam z tymi ludźmi godzinami w barze „Małgośka” w Toruniu. Pytałam o historię ich życia. Lepiej mi się wtedy tworzyło portret – to były portrety rysunkowe, z których potem tworzyłam portery olejne.

Rozmawiając z nimi, poznając historię ich życia, doszłam do wniosku, że gdzieś w ich życiu zabrakło miłości. Widziałam ich wielki dramat. Ci, którzy na przykład więcej opowiadali o dzieciństwie, byli bardzo zranieni, odepchnięci. Myślę, że po prostu nie dostali miłości takiej, jakiej potrzebowali – przeważnie byli to ludzie bardzo wrażliwi.

Pierwszy obraz przedstawia niemowlę i nosi tytuł „Jestem”. Następny dwulatka będącego w rozpaczy, który woła o miłość. Tej miłości nie dostaje. Później jest młody człowiek, szesnastolatek – tytuł obrazu „Ostatni moment, żeby dać mu szansę”. Z moich obserwacji wynika, że jeśli ktoś do takiej osoby wyciągnie rękę, to jest szansa, że ona nie wpadnie w alkoholizm czy narkomanię.

Następny obraz przedstawia człowieka, który zaczyna wchodzić na złą drogę, wpada w uzależnienia, później dryfuje, prosi o jedzenie, żebrze. Ostatni obraz – śmierć bezdomnego.  To są dosyć realistyczne obrazy. Z tego co wiem, podobno, ludzi szczególnie wzruszają pierwsze dwa obrazy: niemowlę i dwuletnie dziecko. Mam głęboką potrzebę, żeby te obrazy poruszały serca ludzi, którzy na to patrzą. Nie należy na bezdomnych patrzeć jak na jakichś wyrzutków społecznych. To są ludzie, którym w pewnym momencie życia zabrakło miłości czy po prostu wyciągniętej ręki.

Jestem bardzo zadowolona. Dostawałam z Białegostoku wiele sygnałów, że ludzie zaczęli chętniej  pomagać bezdomnym, np. dając im coś ciepłego do jedzenia.

Czy te obrazy można gdzieś obejrzeć?

Będzie wystawa w bibliotece przy „Domu Muz” w Toruniu. Planowana jest także wystawa w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmowa z Agnieszką Szumilas-Hermanowicz

drukuj