tof. twitter

Niemcy: atak na samochód i dom polityka AfD w Berlinie

Nieznani sprawcy poważnie uszkodzili w nocy z czwartku na piątek samochód członka zarządu antyimigranckiej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD) Georga Pazderskiego i zaatakowali jego dom w Berlinie – potwierdziła niemiecka policja.

Według Georga Pazderskiego w jego samochodzie przedziurawiono opony i wybito szyby. Na fasadzie domu w dzielnicy Rahnsdorf na południowo-wschodnim skraju Berlina widoczne są ślady spryskania farbą.

„Napastnicy obrzucili dom butelkami i kamieniami brukowymi. Moja żona i ja coś także słyszeliśmy, ale z powodu huraganu (Xavier) zakładaliśmy, że spadły gałęzie” – powiedział Pazderski, który przewodniczy frakcji AfD w Izbie Deputowanych (parlamencie krajowym) Berlina.

W wyborach do Bundestagu w ubiegłym miesiącu polityk bezskutecznie ubiegał się o mandat bezpośredni w okręgu Berlin-Pankow.

W opinii rzecznika do spraw polityki wewnętrznej frakcji AfD w berlińskiej Izbie Deputowanych Karstena Woldeita współodpowiedzialność za atak przeciwko Pazderskiemu ponosi berliński socjaldemokratyczny senator (krajowy minister) spraw wewnętrznych Andreas Geisel.

Na plenarnym posiedzeniu Izby pod koniec września Geisel skomentował zajścia przed sztabem wyborczym AfD zaraz po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów do Bundestagu. Według protokołu miał powiedzieć: „Wychowano mnie tak, że moja matka mówiła mi zawsze: kto rozdziela ciosy, ten musi również potrafić je przyjmować”. Geisel dodał, że ten kto przyczynił się do zaostrzenia dyskusji politycznej w kraju, nie powinien się dziwić protestom skierowanym odwrotnie.

„Popieram całkiem zdecydowanie protesty skierowane odwrotnie – akty przemocy potępiam” – zaznaczył polityk SPD.

Zdaniem Woldeita „zapewne ekstremistycznie lewicowi sprawcy” potraktowali słowa Geisela jako inspirację dla siebie.

Nie był to pierwszy tego rodzaju incydent dotyczący działacza AfD. 28 września nieznani sprawcy obrzucili w Hamburgu woreczkami z farbą dom sekretarza wykonawczego frakcji tej partii w Bundestagu Bernda Baumanna.

PAP/RIRM

drukuj