fot. PAP

Kończy się hiszpański sen

Bezrobocie w Hiszpanii przekroczyło już 25 proc. obejmując blisko 6 mln ludzi. Ale to zapewne nie koniec kłopotów, bo eksperci spodziewają się dalszego wzrostu bezrobocia w związku z drastycznymi oszczędnościami budżetowymi, które ograniczą inwestycje i konsumpcję.

Bezrobocie w ogarniętej recesją Hiszpanii wzrosło do 25,02 proc. – podał hiszpański urząd statystyczny, a liczba bezrobotnych sięgnęła rekordowego poziomu 5,8 mln osób. Pracy nie ma już 53 proc. młodych ludzi. Eksperci spodziewają się w nadchodzących dwóch latach dalszego wzrostu bezrobocia w związku z wdrażaniem przez rząd cięć oszczędnościowych, których skala – 60 mld euro – nie ma precedensu w historii. Przyszłoroczne wydatki publiczne zostaną zmniejszone o 40 mld złotych. Oszczędności dotyczą głównie szkolnictwa, służby zdrowia i uposażeń pracowników budżetówki. Spowoduje to dalsze schłodzenie gospodarki i według prognoz w tym roku PKB Hiszpanii spadnie o 1,5 proc., a w przyszłym roku o kolejne 0,6 procent.

Kryzys związany z pęknięciem bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości w 2008 r. wyjątkowo boleśnie dotknął hiszpański sektor bankowy. Niespłacalne kredyty sięgają blisko 180 mld euro. Strefa euro przeznaczyła na dokapitalizowanie hiszpańskich banków kwotę do 100 mld euro z funduszy ratunkowych, ale możliwość skorzystania z tej pomocy odsunięto do czasu wprowadzenia skonsolidowanego nadzoru nad europejskimi bankami, co stanie się najwcześniej w przyszłym roku. Do tego czasu pomoc publiczna dla banków musi odbywać się za pośrednictwem krajowego budżetu, co dodatkowo obciąża finanse publiczne kraju, zmuszonego obniżać deficyt.

Polityka oszczędnościowa rządu budzi coraz większy opór społeczny. Na 14 listopada największe centrale związkowe zapowiedziały strajk generalny. Nieprzypadkowo zbiegnie się on z ogłoszonymi w tym samym czasie strajkami w Grecji i w Portugalii. – Hiszpanie padli ofiarą propagandy. Naprawdę uwierzyli, że samo uczestnictwo w Unii, w strefie euro, zagwarantuje im taki sam poziom życia, jak Niemcom czy Szwedom. Teraz kończy się sen o dobrobycie. Nadchodzi przebudzenie – komentuje prof. Tomasz Gruszecki z Instytutu Ekonomii i Zarządzania KUL. – Sądzę jednak, że Hiszpania zostanie uratowana. Zdecydują o tym względy polityczne. Wobec fali protestów społecznych w Hiszpanii i innych krajach establishment europejski czuje, że sytuacja staje się groźna, zaczyna się nawet mówić w Europie o niebezpieczeństwie faszyzmu. Dlatego Unia Europejska zrobi wszystko, aby sytuacja w Hiszpanii nie wymknęła się spod kontroli i aby niepokój nie rozlał się poza jej granice – przewiduje prof. Gruszecki. Zwraca uwagę, że w przypadku Hiszpanii, inaczej niż w przypadku Grecji, nikt w UE nie wspomina o bankructwie, nikt nie narzuca komisarzy. – Chodzi o to, by nie upokarzać Madrytu – ocenia. Sytuacja Hiszpanii jest, jak podkreśla ekonomista, znacznie lepsza niż Grecji, która praktycznie niczego nie produkuje w kraju. Hiszpania natomiast posiada własny przemysł, rolnictwo, gałęzie eksportowe, a jej dochód narodowy jest 2-3 razy większy niż np. Polski. – Hiszpanie demonstrują masowo, ale ich protesty nie są tak agresywne, jak te na ulicach Aten. Gdyby jednak podczas demonstracji czy strajków doszło do poważnego incydentu, przyspieszyłoby to wyasygnowanie pomocy dla Hiszpanii – uważa ekonomista. Według niego, napięcie społeczne związane z wysokim bezrobociem w tym kraju ulega w pewnym stopniu rozładowaniu dzięki rozległej szarej strefie, gdzie pracuje się „na czarno”.

Małgorzata Goss

drukuj