Głosić Słowo „nie w porę”: media katolickie we wrogiej kulturze

Co powinno być istotnym przesłaniem katolickich mediów? Otóż to, że wszystkie rzeczy istnieją przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie; On jest celem całego stworzenia. Dlatego też katolik może przyjąć i przetransponować na wyższy poziom dobrze znane powiedzenie Terencjusza: „Homo sum, humani nihil alienum a me esse puto” – „Jestem człowiekiem i sądzę, że nic, co ludzkie, nie jest mi obce. Powie wówczas: „Jestem katolikiem, który przez Chrystusa bierze udział w życiu całego kosmosu i w życiu samego Boga, więc nie jest mi obce nic na ziemi ani w niebie”.

Zastosowanie tej maksymy do katolickich mediów jest w tym samym stopniu ważne, co oczywiste: jako katolicy chcemy nawiązać komunikację z innymi (aby stanowić z nimi jedno) poprzez dzielenie się tym, co otrzymaliśmy, a co jest pełnią prawdy, dobra i piękna w Chrystusie, pełnią, która obejmuje i oświeca wszystko, co jest.

I. Znaczenia słów „Media”
Słowo „media” pochodzi od łacińskiego słowa „medius” i znaczy tyle, co „rzeczy pośrodku”, rzeczy, które znajdują się między innymi rzeczami. Słowo „medium” w języku angielskim ulegało wielu transformacjom, począwszy od XVI wieku, kiedy to zostało użyte po raz pierwszy w znaczeniu „środka coś sprawiającego lub wywołującego”. Na początku XX wieku po raz pierwszy użyto go w liczbie mnogiej w wyrażeniu „media komunikacji” odnoszącym się wówczas do telegrafu, telefonu i usług pocztowych.
Zasadniczo cała komunikacja poza dziedziną duchów czystych domaga się pewnego „medium”, czegoś pomiędzy osobą przekazującą a osobą odbierającą dany komunikat. Zachodzi podstawowa różnica między komunikacją „osobistą”, w której dane osoby są fizycznie obecne obok siebie, a komunikacją „masową”, w której poszczególne osoby nie są fizycznie obecne, a komunikat może jednocześnie odebrać duża liczba, zarówno jednostek, jak i grup społecznych. Jeżeli ten podział jest zasadny, to jasne jest, że masowa komunikacja stanowi dopełnione przez technologię rozszerzenie komunikacji osobistej. Bez pomocy technologii mógłbym osobiście przemówić do niewielu z Państwa. W sali konferencyjnej mogę użyć mikrofonu dla wzmocnienia głosu.(…)Ale słowo mówione można też zapisać przy użyciu mediów cyfrowych, słowo pisane zaś przechowywać w formie listów, czasopism, książek itp. Podsumowując, wszyscy rozumiemy, że media są środkiem technologicznym, dzięki któremu osobista komunikacja rozciąga się na tych, którzy nie są obecni, czy to w tym samym miejscu, czy też w tym samym czasie, co osoba komunikująca. W świecie mediów pełnię misję wydawcy, a moje wydawnictwo „Ignatius Press” zajmuje się „upublicznianiem” kontaktu z daną osobą zwaną autorem.

„Katolicki”
Kiedy słowo „katolicki” występuje jako przymiotnik dookreślający słowo „media”, oznacza to po prostu, że komunikująca osoba jest katolikiem mówiącym jako katolik, lub też że treść jej komunikatu jest w jakiś sposób katolicka. I znowu nie możemy tu mówić o matematycznej precyzji. Niemniej jednak katolickie media są w pewien sposób wyrazem katolickiego nauczania, katolickiego światopoglądu, katolickiej wrażliwości, a nawet spraw i rzeczy z istoty swej niekatolickich, lecz zgodnych z katolicką wiarą – począwszy od prognozy pogody po muzykę klasyczną.

„Kultura”
„Kultura” to słowo rozumiane przez wszystkich. Jednak jego treść jest tak rozległa, że trudno podać satysfakcjonującą definicję i dlatego też chętnie z tego zrezygnuję. Proponuję natomiast, by rozumieć ją szeroko jako wszelkiego rodzaju myśli, wyrażenia i działania właściwe tylko człowiekowi i tworzonym przez niego instytucjom, organizacjom i grupom. Takie rozumienie kultury nie umożliwia oczywiście artykulacji wszystkiego, czym jest kultura, jednak może okazać się pomocne, gdy rozważać będziemy znaczenie „wrogiej” kultury, zwłaszcza tej kultury, która jest wroga wobec mediów katolickich.

„Wrogi”
Gdy przedstawia się cel katolickich mediów w ich fundamentalnym znaczeniu, tzn. jako dzielenie się pełnią prawdy, dobra i piękna w Chrystusie, natychmiast staje się jasne, że każda kultura – oparta na jakiejkolwiek definicji – jest wroga katolickim mediom do takiego stopnia, do jakiego sama jest wyrazem upadłego, nieodkupionego człowieka. W konkretnym porządku historycznym nie istnieje żadna „natura pura” (czysta natura), która miałaby cel inny niż związek z Bogiem w Chrystusie. Istnieje tylko człowiek – stworzony, wyniesiony, upadły i odkupiony. Tam, gdzie Chrystus nie jest znany, tam może istnieć pewna forma neutralności (wedle słów: „Ten, kto nie jest przeciwko mnie, ten jest ze mną”). Lecz tam, gdzie Chrystus jest autentycznie głoszony, tam nie ma miejsca na neutralność (według słów: „Ten, kto nie jest ze mną, ten jest przeciwko mnie”). Dlatego też każda kultura na tyle, na ile nie przyjęła jeszcze Ewangelii, nie została odkupiona i eucharystycznie przemieniona, będzie wobec katolickich mediów przyjmować postawę wpisującą się w zakres od obojętności do wrogości.

Oczywiście wszystko, co do tej pory bardzo ogólnie powiedziałem, nie jest żadnym nowym spojrzeniem na znaczenie katolickich mediów i ich relacji do wrogiej kultury. Uważam jednak, że pamięć o tych fundamentalnych zasadach może pomóc w ukierowaniu nas, podczas codziennej pracy, na apostolski wymiar katolickich mediów.

II. Od słów do czynów Chrystus – klucz
Media są obszarem osobowej komunikacji. Za pośrednictwem katolickich mediów staramy się, w bardzo niedoskonały sposób, przemawiać w Imię Chrystusa.(…)A skoro mamy oparcie w Autorytecie, który mówi, iż żaden sługa nie jest większy niż jego pan (Mt 10, 24), czy możemy oczekiwać, że osiągniemy większy sukces niż nasz Pan Jezus Chrystus w tym, co komunikujemy światu? W pewnym sensie możemy. Pamiętamy słowa Pana Jezusa, kiedy mówi: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję. Owszem i większe od tych uczyni” (J 14, 12). Tak, Ewangelia była i wciąż będzie głoszona „aż po krańce ziemi” wśród „wielkich znaków i cudów” przez poszczególne osoby i mass media. Jednak dokonania ucznia mogą być tylko udziałem w dokonaniach Mistrza. A On pozostawił nam taki oto przepis na sukces: „Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity” (J 12, 24).
Możemy być zatem pewni swego udziału w ostatecznym tryumfie Chrystusa. Jednocześnie możemy być także pewni naszego udziału w Jego cierpieniu i porażce w oczach tego świata. Przyszedł do swoich, a swoi Go nie przyjęli…. Światło wzeszło w ciemności, a ciemność go nie ogarnęła (zob. J, 1, 11; 5). Trajektoria katolickich mediów, o ile pozostaną wierne swemu Boskiemu Mistrzowi, będzie – w zależności od tematów, zarówno tych najważniejszych, jak i tych mniej ważnych – przypominać Jego życie. Od spokojnego i radosnego mikrokosmosu wspólnoty świętych, przez Świętą Rodzinę, narastającą świadomość zła upadłego świata – jako że rósł On w mądrości i poznał, co zamieszkuje w sercu człowieka; przez wszystkie kolejne fazy: entuzjastyczną odpowiedź tłumów i kilku zwolenników; narastający sprzeciw ze strony ówczesnych elit politycznych i religijnych; knowania zmierzające do tego, by położyć kres człowiekowi i jego niechcianej misji; a ostatecznie aż do męki i męczeńskiej śmierci na krzyżu.
Dlatego Jezus stawia pytanie: „Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?” (Mt 20, 22).

Prawdziwy postęp
Czy w Kościele od początków jego istnienia dokonał się postęp? Czy doszliśmy do pełnoletności? A skoro Chrystus umarł dla nas, to czy my możemy nie żyć dla Niego? Czy cywilizacja – jako wyraz postępu – lepiej przygotowała człowieka na przyjęcie Ewangelii?
Proszę pozwolić, że moją odpowiedź na postawione pytania rozpocznę od zacytowania największego pisarza katolickiego XX wieku – Gilberta K. Chestertona: „Jeden z najzdolniejszych agnostyków naszych czasów zapytał mnie kiedyś, czy – w moim przekonaniu – ludzkość stała się lepsza, gorsza, czy też pozostała taka sama. Był przy tym pewny, że podana alternatywa obejmuje wszystkie możliwości. Nie dostrzegł jednak, że obejmuje ona jedynie wzorce, a nie obrazy; procesy, a nie wydarzenia. Zapytałem go więc, czy – według niego – Panu Smith z Golder”s Green między trzydziestym a czterdziestym rokiem życia powodzi się lepiej, czy też gorzej, czy może jego status pozostaje taki sam. Wówczas przyszło mu na myśl, że odpowiedź na to pytanie raczej zależy od Pana Smitha i od tego, jakich decyzji dokonywał w życiu. Nigdy jednak nie przyszło mu do głowy, że los ludzkości może zależeć od jej decyzji, że jej życie nie jest podobne do żadnej z linii: ani poziomej, ani wznoszącej się, ani tylko opadającej, lecz raczej do górskiego szlaku, na którym znajduje się turysta przemierzający dolinę, który idzie, którędy chce, zatrzymuje się, gdzie mu się podoba, wstępuje do kościoła lub leży pijany w rowie. Życie człowieka jest jak opowiadanie, jak przygodowe opowiadanie; a z naszej perspektywy to samo jest prawdą nawet wobec opowiadania o Bogu”.
Współczesny pogląd na temat przyszłości rodzaju ludzkiego jest zdominowany obrazem linii wznoszącej się. Co oznacza, że przyszłość będzie coraz lepsza, że będzie nam towarzyszyć coraz większy wzrost pokoju, pomyślności, wolności, równości i braterstwa. Te ostatnie słowa przypominają nam o źródle zasadniczej modyfikacji nowożytnej idei historii: o oświeceniu. Przyśpieszenie postępu technologicznego, od elektryczności do komputera i internetu – żeby wymienić choć kilka typowych etapów tej rewolucji – wzmacnia jeszcze tę ideę. Wszyscy oczekujemy – i to już niebawem – szybszego procesora, bardziej wyrafinowanego osobistego asystenta cyfrowego, szybszej, powszechnej i prostszej komunikacji. Oczekujemy, że więcej ludzi będzie miało samochody, telewizory, zmywarki, kuchenki, lodówki, odtwarzacze DVD, iPody, telefony komórkowe, a także… i jeszcze… i ponadto… itd. I oczekujemy, że to wszystko będzie lepsze i tańsze.
Jak jednak wiemy, jest to postęp jedynie w sensie ilościowym i materialnym.
(…) Jedyny prawdziwy postęp godny tego miana znajduje swój wyraz w obrazie ziarna gorczycy. Ziarno – symbol Królestwa Niebieskiego – kiełkuje powoli i staje się największe ze wszystkich krzewów.(…)Innym razem Królestwo podobne jest do odrobiny drożdży, które kobieta dodała do ciasta chlebowego.(…)Drożdże wydzielają dwutlenek węgla, który rozdyma ciasto, a także nieco alkoholu, który wyparowuje podczas pieczenia. Ostatecznie drożdże rozkładają się po to, aby powstał chleb. Jednak świat nie jest wielkim bochnem chleba. Chleb jest do jedzenia. Jest on dla życia świata, którym nie jest chleb, lecz zjadacze chleba. Nie oczekujemy, że historia jako historia przemieni świat w Królestwo. Owszem, zdarzyło się już to w zasadzie podczas zmartwychwstania. Manifestacja chwały jest zarezerwowana nie na jakiś konkretny czas w przyszłości, ale na przyszłość poza wszelkim czasem.(…)Ale jeśli chcemy choć przez chwilę ujrzeć koniec historii, to otwórzmy ostatnią część Objawienia, tj. księgę Apokalipsy. Zawarty w niej obraz nie ma nic wspólnego z theillardowską noogenezą. Jest to kataklizm, na zakończenie którego nikczemni zostaną wrzuceni w ogień, a zwycięstwo zostanie przyznane Barankowi. „Czy jednak Syn Człowieczy, znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18, 8).

Jezus naszą nadzieją
Jaki należałoby wyprowadzić wniosek dla nas, zaangażowanych w apostolstwo katolickich mediów?(…)Święty Paweł, zazwyczaj bardzo wylewny, formułuje odpowiedź złożoną z czterech słów zawartych w pierwszym wersecie 1 Listu do Tymoteusza: „Jesus Christus spes nostra”. Pozostawia nas w perspektywie jedynej zmiany, w którą warto wierzyć, a którą jest przemiana w Chrystusa. W innym miejscu św. Paweł mówi: „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu” (Rz 12, 2).
Ojciec Święty Benedykt XVI podczas lotu do Pragi przedstawił dziennikarzom swoją wizję Kościoła przyszłości. Mówił o twórczych mniejszościach. I takimi powinniśmy być my – katolicy. Ad intra, musimy umacniać braci i tworzyć Ciało Chrystusa. Ad extra, musimy głosić Słowo w porę i nie w porę, na wszelkie sposoby, jakimi dysponujemy, świecąc niczym gwiazdy pośród przewrotnego pokolenia. Jeżeli nam się uda, to będziemy prześladowani. Taka jest uroczysta przysięga samego Jezusa. Jeżeli nam się powiedzie, to będziemy cierpieć i doświadczymy porażki. Ale jeśli damy radę, to dopełnimy udręk Chrystusa, będziemy dosłownie w obecności Boga, będziemy mieli udział w radości zmartwychwstania, którą Chrystus dla nas zdobył, w tej samej radości, którą i my zdobywamy – przez Niego, z Nim i w Nim – dla tych wszystkich, którym wiernie służyliśmy w dziedzinie mediów.

O. Joseph Fessio SJ, założyciel wydawnictwa "Ignatius Press", USA

Tłumaczył ks. dr Paweł Tarasiewicz

Fragmenty wykładu wygłoszonego podczas II Międzynarodowego Kongresu pt. „Media katolickie na świecie i w Polsce – szanse i zagrożenia” zorganizowanego przez WSKSiM w Toruniu. Śródtytuły pochodzą od redakcji.

drukuj