Zagospodarować czekanie

Z Dorothy Cummings McLean, autorką książki "Anielskie single",
rozmawia Agnieszka Gracz

Co zainspirowało Panią do napisania książki?
– Zainspirował mnie blog, który prowadzę od kilku lat. Kiedy wstawałam rano,
siadałam przed komputerem i zastanawiałam się, co dziś chciałabym napisać o
życiu singla. Wpisy na blogu umieszczałam przez dwa lata i po tym czasie
pomyślałam, że napiszę książkę. Może ktoś będzie chciał ją wydać? Jeśli piszesz
codziennie przez dwa lata, to w zasadzie po roku masz już 265 stron książki. To
chyba ten sekret…
Skłoniły mnie też do tego własne doświadczenia z czasu, kiedy nie miałam jeszcze
męża. Pochodzę z dużej katolickiej rodziny. Mój tata pracował na uczelni, a mama
zajmowała się domem i nami. Marzyłam o założeniu rodziny, choć też, tak jak
tata, chciałam się rozwijać zawodowo. Miałam wówczas 28 lat. Miałam nadzieję, że
kiedyś będę miała męża i może dzieci. Czas mijał, a ja nie spotykałam nikogo
właściwego. Kiedy poznałam mojego męża, miałam 36 lat. To była właśnie ta osoba!
Powołanie do małżeństwa usłyszałam w wieku 38 lat.
Blog zaczęłam pisać, gdy miałam 36 lat. Później napisałam też książkę…

Czym jest albo czym powinno być życie osoby samotnej?
– Życie w pojedynkę jest w pewien sposób posłusznym czekaniem na wezwanie. Jest
czekaniem na właściwy czas, kiedy zostaniesz powołany i podejmiesz decyzję, co
robić.

Co Panią skłoniło do zajęcia się tą tematyką?
– Chcę uświadomić wielu "oczekującym" osobom fakt, że mają wiele wolności i być
może nigdy się to już nie powtórzy. Młodzi często nie wiedzą, w jaki sposób
wykorzystać ten czas oczekiwania. To, co teraz mogą robić – uczyć się, zdobywać
umiejętności czy pomagać innym – później być może się nie uda, bo po prostu nie
będzie na to czasu.
Niektórzy myślą, że w ten sposób Bóg chce ich ukarać, szukają winy. Ale to nie
tak. Pan Bóg nie chce nas ukarać. Może to jest właśnie Jego miłosierdzie, może w
ten sposób ustrzegł Cię przed jakimś niewłaściwym człowiekiem i złym
małżeństwem.

Jak owocnie korzystać z tego czasu?
– Przede wszystkim jest możliwość, by częściej przebywać ze swoją rodziną. Jeśli
posiada się rodzeństwo, które ma już własne dzieci, można pomóc się nimi
zajmować. W tym czasie "oczekiwania" najważniejsze znaczenie ma to, aby się nie
odizolowywać od społeczeństwa, lecz zawierać przyjaźnie, nie tylko wśród
rówieśników, ale wśród różnych grup wiekowych.

Jakie wnioski płyną z kontaktów z ludźmi pochodzących z różnych zakątków
świata, które utrzymuje Pani przez blog?

– Poprzez blog, który piszę już prawie trzy lata, odkryłam, że większość ludzi,
którzy żyją samotnie, bardzo chciałaby założyć rodzinę. Zachęcam ich, by
zobaczyli pozytywne strony ich stanu, docenili pewną wolność, by cieszyli się
tym stanem, by żyli teraźniejszością, a nie przyszłością. Życzę im także, by nie
szukali za wszelką cenę przelotnych znajomości, tylko dlatego, by "z kimś być".

Wiele napisała Pani o korzystaniu z tego czasu oczekiwania, ale są
również pewne rady…

– Pomyślałam, że dzięki mojemu blogowi, książce uda się zapobiec zawieraniu
złych małżeństw i pomóc w dokonywaniu dobrych wyborów. Często zauważam, że
niektórzy ludzie, a w szczególności kobiety, mają nadzieję, że nawet jeśli w
narzeczeństwie coś jest nie tak, to po ślubie wszystko się zmieni, że kiedy
wyjdą za mąż, urodzi się dziecko, to jakoś się poukłada. To błąd! Nie myślą
rozsądnie! Żyją nadzieją! Często takie decyzje rujnują całe życie kobiety.
Wiele osób dotyka wręcz obsesja, aby wyjść za mąż, nie myślą wówczas, do czego
tak naprawdę zostały powołane.

Nie jest łatwo rozeznać powołanie…
– Rozpoznanie woli Bożej jest często trudne, ale trzeba się o nie modlić.
Powołanie to inaczej zakochanie się w Bogu. Wiesz, że Bóg do czegoś cię wzywa.
Pytanie o tę wolę Bożą jest często trudne, aż do momentu, kiedy się ją pozna.
Ale dobrze jest zaufać Bogu. Oczywiście to łatwo powiedzieć, trudniej wykonać,
ale jest to możliwe. Chrystus wiele cierpiał, ale ufał Ojcu. W życie człowieka
wpisane jest cierpienie i w życiu chrześcijanina jest wiele cierpienia, musimy
to zaakceptować. Nie możemy od niego uciec. Musimy pamiętać, że nie jesteśmy w
nim osamotnieni.

Czy w tej rzeczywistości ważna jest też rola kierownika duchowego?
– Niektórzy potrzebują rozmowy. Gdy skarżyłam się, że nie ma wolnych, dobrych
mężczyzn, wówczas mój kierownik duchowy odpowiadał: "Rozejrzyj się dookoła
siebie i zobacz, ilu jest dobrych mężczyzn!". Rzeczywiście, miał rację.
Spotkałam ich poprzez mój blog, mój kierownik duchowy przywrócił mi właściwą
perspektywę postrzegania mężczyzn, co więcej, pozwolił mi odnaleźć Boga w moim
życiu. Radził: "Nie myśl zbytnio o przyszłym mężu, przyszłych dzieciach.
Rozejrzyj się dookoła, kogo widzisz". Zobaczyłam mojego brata, bratanków, tatę,
nauczycieli, przyjaciół, dobrych mężczyzn.

Jaką rolę odgrywa wiara w naszym życiu i jaką rolę powinna mieć w życiu
młodych ludzi?

– Nasza wiara uczy nas godności. Dziś pod wpływem obsesji, by znaleźć męża,
wiele kobiet poświęca swoją godność. Mówimy, że seksualność jest ważna, trzeba
ją chronić, ale w rzeczywistości nasze czyny odbiegają od tych zasad. Zakochane
dziewczyny, sądząc, że to ten właściwy człowiek, poświęcają swoją czystość w
imię tej miłości. Później często przychodzi rozczarowanie i się rozstają. I
szukają kolejnego partnera.
A wiara jest dla nas wsparciem. Błogosławiony Jan Paweł II wiele mówił o
kobiecej godności. A dziś mówi się młodym, że mogą robić to, co im się podoba,
mogą zachowywać się tak, jak chcą, nie przywiązując wagi do tego, że jest to dla
nich szkodliwe, niszczące.
Podstawową rzeczą jest fakt, że jeśli powierzysz swoje życie Bogu i kiedy ktoś
zapyta cię, dlaczego jeszcze nie wyszłaś za mąż, możesz powiedzieć: "Widocznie
taka jest wola Pana Boga".

To również efekt zmian kulturowych…
– Kiedyś małżeństwo kojarzyło się z rodziną i dziećmi. Dziś często pytamy: "Jak
długo potrwa to zauroczenie?". Jeśli masz szczęście, może trzy lata. Potem
rozstanie i kolejny związek. Często tak bywa. Zauroczenie może być początkiem
małżeństwa, ale go nie utrzyma.
Niektórzy chcą być wiecznymi nastolatkami czy też studentami. Kiedyś, gdy
szesnastoletnia dziewczyna kończyła szkołę, miała wszelkie predyspozycje, aby
być osobą dojrzale funkcjonującą w społeczeństwie. Teraz żyjemy w czasach, w
których najważniejsze jest być błyskotliwym, zabawnym, pięknym. To, co zauważam
w społeczeństwie kanadyjskim, amerykańskim, ale przede wszystkim brytyjskim, to
poczucie, by zawsze mieć 16, 17 lat. Bawić się życiem, chodzić na imprezy, mieć
przyjaciół. To nie są cechy, które pozwolą zbudować małżeństwo.

Dziś w świecie wszystko chcemy natychmiast, małym kosztem, bez zbytniego
trudu, poświęcenia…

– Przyzwyczajamy się, że wiele rzeczy przychodzi szybko, bez wysiłku, ale jeśli
ktoś chce mieć piękną sylwetkę, musi trenować każdego dnia. Jeśli trenujemy
nasze ciało, to możemy także ćwiczyć naszą duszę. Niestety, nie przychodzi to
łatwo, wymaga wysiłku, ale jeśli jesteśmy w stanie zrobić coś dla naszego ciała,
to możemy też podjąć wysiłek dla dobra naszej duszy.

Jakie są reakcje na książkę, na Pani rady?
– Otrzymuję wiele e-maili i listów. W pamięć zapadła mi szczególnie jedna
historia. Pewna samotna dziewczyna przeczytała moją książkę i zaczęła się
modlić: "Boże, już tak długo czekam na tę właściwą osobę, już się poddaję, zrób,
co zechcesz, zdaję się tylko na Ciebie! Jeśli taka jest Twoja wola, nie wyjdę za
mąż!". I co się stało? W najbliższą niedzielę poznała swojego narzeczonego. Nie
opowiadam tej historii swoim czytelnikom, bo pewnie większość z nich pomyśli:
OK, na pewno w następnych dniach, może w niedzielę, poznam mojego przyszłego
męża. A to przecież nie o to chodzi! Jeśli zawierzamy swoje życie Bogu,
przychodzi pokój serca, wyciszenie. Mimo że czasami czujemy się samotni, musimy
pamiętać, że nigdy nie jesteśmy sami.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj