Stocznie razem czy osobno?

Jonathan Todd, rzecznik Komisji Europejskiej ds. konkurencji: – Polskie władze niestety nie dochowały już w przeszłości własnych zobowiązań w sprawie stoczni. Z tego powodu Komisja Europejska nie może dać Polsce dodatkowego czasu

O północy minął termin przekazania Komisji Europejskiej planów restrukturyzacji dotyczących polskich stoczni. Już raz plany ministerstwa i inwestorów zostały odrzucone, a ponowne ich zakwestionowanie przez Unię grozić może bankructwem stoczni. Jednak już wczoraj przedstawiciel Komisji Europejskiej zapowiedział, że Komisja nie da Polsce więcej czasu na przeprowadzenie prywatyzacji i restrukturyzacji.

– Mam dzisiaj dobrą informację dla Sejmu i dla polskich stoczni, i dla naszej gospodarki, że po raz pierwszy od 4 lat został przygotowany program restrukturyzacyjny dla każdej ze stoczni – deklarował wczoraj w Sejmie minister Skarbu Państwa Aleksander Grad. Do północy Ministerstwo Skarbu Państwa wraz z inwestorami było obowiązane przedstawić programy restrukturyzacyjne dla trzech stoczni: Gdańsk, Gdynia i Szczecin. – Do Komisji Europejskiej zostanie przekazany program restrukturyzacji dla stoczni szczecińskiej, program restrukturyzacji, który zakłada połączenie stoczni Gdańskiej i stoczni Gdyńskiej i trzeci program restrukturyzacyjny, który jest przygotowany tylko dla stoczni Gdyńskiej – mówił minister.

Wcześniej Sejm przez aklamację przyjął uchwałę w sprawie wydłużenia terminu prywatyzacji polskich stoczni. W uchwale posłowie zaapelowali do Komisji Europejskiej o przedłużenie okresu, w którym rząd przeprowadzi proces prywatyzacji i restrukturyzacji stoczni.

Jednak rzecznik Komisji Europejskiej ds. konkurencji Jonathan Todd stwierdził, że uchwała Sejmu jest bez znaczenia. – Polskie władze niestety nie dochowały już w przeszłości własnych zobowiązań w sprawie stoczni. Z tego powodu Komisja Europejska nie może dać Polsce dodatkowego czasu – stwierdził Todd.

Wątpliwości i obawy o decyzję Komisji są związane również z tym, że dwa tygodnie temu plany przedstawione przez Grada dotyczące stoczni Gdańsk i Gdynia zostały zakwestionowane. Sytuację komplikują dodatkowo – połączenie Stoczni Gdynia i Gdańsk, jak również wysokość pomocy publicznej przekazanej tej ostatniej. Inwestor ukraiński ISD, zachęcany przez MSP, zdecydował się na przedstawienie planu restrukturyzacji stoczni Gdańsk łącznie z nabyciem stoczni w Gdyni.

Przeciwko temu, że MSP przedstawiało pomoc publiczną udzieloną stoczni Gdańsk w wysokości powyżej 700 mln, protestowali związkowcy. Domagają się wyliczenia każdej złotówki danej rzekomo na ich stocznię.

– W trakcie rozmów w Brukseli uznaliśmy, że dociekanie tego, ile pomocy dostała stocznia, nie ma znaczenia, ponieważ jeśli Unia zaakceptuje nasz plan restrukturyzacyjny, to będzie to pomoc uznana ze legalną, bo i tak nie będzie tego trzeba zwracać – ocenił Jacek Łęski, rzecznik ISD Polska. Jednak w sytuacji, gdy MSP przyjęło w ostatnim dniu konkurencyjną ofertę na stocznię Gdynia, sytuacja nie wydaje się tak optymistyczna dla ukraińskiego inwestora. – Ma to znaczenie, gdyby stocznia gdańska nie była restrukturyzowana łącznie ze stocznią Gdynia, wtedy rzeczywiście jesteśmy pod ścianą – ocenia rzecznik ISD. – Zwracanie 760 mln złotych to absurd i nikt tego nie będzie robił. Dodatkowo limity produkcyjne powodowałoby, że jeśli nie nastąpiłoby połączenie, musielibyśmy się wycofać z inwestycji w Gdańsku – mówi Łęski. Jednak sytuację dodatkowo komplikuje to, że z jednej storny ukraiński inwestor ISD połączenie stoczni traktuje w kategorii być albo nie być, natomiast związki zawodowe ze Stoczni Gdyńskiej tę operacje postrzegają jako możliwość zwolnień pracowniczych. I jeśli do nich miałoby dojść, już dziś zapowiadają o wiele ostrzejsze demonstracje niż te ostatnie w Brukseli czy Warszawie.

Decyzja o przyjęciu innego inwestora na stocznię Gdynia bez porozumienia z ISD musi budzić zdziwienie, skoro minister Grad uważa, że koncepcja połączenia przygotowana przez ISD jest optymalna. |Co więcej, minister Grad podkreślał jednocześnie, że plan prywatyzacji został przygotowany „nie przez urzędników, tylko przez samych przedsiębiorców, przez inwestorów, którzy chcą kupić te stocznie”. Na pytania dziennikarzy przed wysłaniem dokumentów do KE, po co są w takim razie dwie wykluczające się oferty, z dość niejasnej odpowiedzi ministra wynikało, że jest to rodzaj alternatywy. Restrukturyzację stoczni szczecińskiej przygotowała pomorska firma z Mostostal Chojnice, stoczni Gdynia Polish Shipbuilding Company, natomiast plan łącznnej restrukturyzacji Gdańska i Gdyni firma ISD. Wczoraj wieczorem KE potwierdziła wpłynięcie dokumentów.

Niestety, nie wiadomo do końca, jaki może być dalszy przebieg sprawy, gdy z jednej strony minister Grad wysłanie dokumentów na kilka godzin przed upływem terminu poczytuje za sukces. – Nikt nie wierzył, że w ciągu 5 miesięcy naszemu rządowi, Ministerstwu Skarbu Państwa i mnie osobiście uda się nadrobić czteroletnie zaniedbania w przemyśle stoczniowym, a szczególnie w procesach jego prywatyzacji i restrukturyzacji – mówił minister. A tymczasem premier Donald Tusk mówi, że „stajemy dosłownie na głowie, żeby zdążyć z terminami restrukturyzacji i prywatyzacji stoczni”. – Dziś te papiery do Brukseli dotrą, ale nie ma żadnej gwarancji, że zostaną zaakceptowane – dodaje już ostrożniej premier.

Wiadomo natomiast to, że jeśli Komisja Europejska uzna, że plany nie gwarantują długoterminowej rentowności stoczni, to wyda w ciągu kilku tygodni decyzję o zwrocie przyznanej stoczniom od 2004 roku pomocy, szacowanej przez KE na 5 mld złotych. Co może oznaczać upadłość stoczni.


Grzegorz Lipka
drukuj