fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk

Piłka nożna. Cztery miesiące Adama Nawałki w Lechu Poznań

25 listopada 2018 roku Adam Nawałka przejął zespół Lecha Poznań. W sercach kibiców pojawiła się nadzieja, podsycona słowami Tomasza Rząsy o kadrze na miarę mistrzostwa Polski. Huczne zapowiedzi skończyły się jednak na meczu z Koroną Kielce (0:0), po czterech miesiącach pracy.


Adam Nawałka na stanowisku trenera Lecha Poznań zastąpił Ivana Djurdjevicia, który odszedł po serii niepowodzeń zarówno w lidze, jak i Pucharze Polski. Serb został zastąpiony po pięciu miesiącach pracy. Nikt nie spodziewał się jednak, że były selekcjoner reprezentacji Polski w stolicy Wielkopolski będzie pracował jeszcze krócej.

Lech zdecydował się nie tylko na trenera, który miał wprowadzić drużynę na wyższy poziom, ale i osobę mającą wzmocnić „Kolejorza” marketingowo. Początek wyglądał obiecująco. Na pierwszą konferencję Adama Nawałki przybyło wielu dziennikarzy, a kibice w całej Polsce mówili o zakontraktowaniu byłego selekcjonera. Sportowo również wyglądało to bardzo dobrze. Lech z nowym szkoleniowcem co prawda przegrał pierwszy mecz (0:1 z Cracovią), by później zwyciężać ze Śląskiem Wrocław (2:0), Zagłębiem Sosnowiec (6:0) i Wisłą Kraków (1:0). Poznaniacy w trzech meczach strzelili 9 bramek, nie tracąc przy tym ani jednej. W międzyczasie Nawałka wprowadził na boisko Filipa Marchwińskiego, który w swoim debiucie zdobył gola. Mieliśmy więc marketingowy zastrzyk, dobre wyniki i wprowadzanie wychowanków, na czym bardzo zależało włodarzom „Kolejorza”. Wszystko wyglądało więc bardzo dobrze. Lech przed przerwą zimową zajmował trzecią lokatę i z optymizmem patrzył w przyszłość.

Przyszedł jednak czas na przygotowanie piłkarzy do rundy wiosennej, które odbywały się m.in. w tureckim Belek, gdzie Adama Nawałka zaczął przeprowadzać testy kadrowe, sprawdzając w meczach sparingowych wszystkich zabranych ze sobą 32 zawodników. Tam też rozpoczął się plan treningowy, którego efekty piłkarze czuli długo po wznowieniu rozgrywek.

Perfekcjonizm, detale, przyzwyczajenia

Osoby związane z Lechem dobitnie przekonały się o charakterze trenera. Nawałka stał się swego rodzaju synonimem profesjonalizmu i przywiązywania uwagi do detali. Treningi odbywały się kilka razy dziennie, a sam szkoleniowiec przebywał w klubie od wczesnych godzin rannych do późnego popołudnia.

Za profesjonalizmem szły również specyficzne wymagania. Podczas obozu w Turcji Adam Nawałka był inicjatorem stworzenia specjalnego chodnika dla zawodników w Turcji. Trener przywiązywał także dużą uwagę do tego, czy owoce w szatni są codziennie wymieniane.

Głośno było też o wydarzeniu mającym miejsce na zgrupowaniu w Opalenicy. Szkoleniowiec wymagał, by murawa była zroszona. Niestety, nie było to możliwe przez zamarznięte rury. Za sprawą trenera wezwano straż pożarną, która podlała murawę, dzięki czemu można było przeprowadzić zajęcia. Przywiązywanie uwagi do tej kwestii często podkreślały osoby współpracujące kiedyś z Adamem Nawałką. Grzegorz Goncerz w rozmowie z weszlo.com opowiadał, że podczas pobytu w GKS-ie Katowice b. selekcjoner w czasie upałów kazał swoim asystentom „stać z wężem strażackim i oblewać boisko wodą”.

Wymogi trenera Nawałki nie ominęły także osób odpowiedzialnych za przygotowanie boisk. Szkoleniowiec polecił bowiem, że trawa na stadionie, jak i boiskach treningowych, musi mieć długość dokładnie 26 milimetrów.

„Two hours training, one touch ball”

Adam Nawałka przykładał tak wielką uwagę taktyce i analizom, że piłkarze mieli zacząć domagać się zajęć z piłką przy nodze.

„Na pewno ciężka była współpraca z trenerem Adamem Nawałką. Każdy był psychicznie zmęczony. Więcej mieliśmy taktyki, analiz przeciwnika, odpraw i odbijało się to na liczbie małych gierek czy strzałów. Była sytuacja, że chłopaki poszli do trenera i prosili o to, żeby było więcej małych gierek” – powiedział Marcin Wasielewski, były zawodnik Lecha Poznań, w „Głosie Wielkopolski”.

Na zgrupowaniu w Turcji dobitnie swoje zdanie w tej kwestii wyraził również Pedro Tiba, który wracając z treningu zaczął mówić: „Dwie godziny treningu, jedno dotknięcie piłki. Jedno dotknięcie!”.

Metody byłego selekcjonera zdecydowanie nie przypadły zawodnikom do gustu, co również miało wpływ na wyniki boiskowe.

„Każdy biega inaczej, a oni próbowali nas uczyć, że każdy biega jednakowo. Jednemu się polepszy, a reszta straci wszystkie swoje osiągi. Patrzyłem na skrzydłowych. Kamil Jóźwiak w jednym meczu, jako jeden z najszybszych w lidze, osiągnął w sprincie 30,1 km/h, a Maciej Makuszewski 30,2 km/h. Niektórzy tyle osiągają biegnąc tyłem” – mówił Marcin Wasielewski w „Głosie Wielkopolski”.

Psychicznie na pewno byliśmy wykończeni. Wiem, jak grają poszczególni zawodnicy i jeśli mieliby pewność siebie oraz luz, to Lech miał bardzo duży potencjał” – zaznaczył.

Niewypracowane schematy

Lech rozegrał pięć meczów towarzyskich, z czego cztery przegrał i jeden wygrał (1:0 ze słowacką Dunajską Stredą). Adam Nawałka zaznaczał jednak, że wyniki nie są tu istotne, gdyż chodzi o wypracowanie schematów gry. Efektów pracy włożonej w okres przygotowawczy nie było jednak widać w lidze. Poznaniacy męczyli grą nie tylko siebie, ale i kibiców, którzy z każdym kolejnym meczem podchodzili do wyników klubu z coraz większą obojętnością. Porażka 1:2 z Zagłębiem Lubin, później przegrana 0:4 z Piastem Gliwice. Fani poznańskiej drużyny byli w tak złych nastrojach, że na mecz z Legią Warszawa zostało wykupione jedynie nieco ponad 24 tys. biletów. W kolejnych spotkaniach Lech nie przekonywał, mimo zwycięstwa z „Wojskowymi” (2:0) i Arką Gdynia (1:0). Poznaniacy nie mieli pomysłu na grę, która była rwana i chaotyczna, a rywale nie musieli się wysilać, by przebić się przez obronę składającą się m.in. z Nikoli Vujadinovicia czy Piotra Tomasika. Wystarczy spojrzeć choćby na skrót meczu z Zagłębiem Lubin (1:2), w którym „Miedziowi” bardzo łatwo przechodzili linię obronną rywali.

Konflikt z władzami klubu

Pierwszą wyraźną różnicę między władzami Lecha a Adamem Nawałką można było zauważyć podczas zimowego okienka transferowego. Klub chciał ściągać zawodników, jednak trener zaznaczał, że nowi piłkarze nie są mu potrzebni. I tak obok Poznania przeszli ponoć m.in. Jesus Imaz i Zoran Arsenić. Zarówno Hiszpan, jak i Chorwat trafili do Jagiellonii Białystok.

Szkoleniowiec wolał pracować z ludźmi, których miał już w zespole. Domagał się także przedłużenia kontraktów z Łukaszem Trałką, Maciejem Gajosem, Rafałem Janickim i Nikolą Vujadinoviciem, co nie wpisywało się w koncepcję rewolucji kadrowej, którą zaplanował zarząd.

Mówi się, że Adam Nawałka przed meczem z Koroną Kielce został proszony o skorzystanie z usług piłkarzy, z którymi władze Lecha wiązały przyszłość. Trener się na to nie zgodził, wystawiając w wyjściowym składzie m.in. Jasmina Buricia, Rafała Janickiego, Nikolę Vujadinovicia, Piotra Tomasika, Mihaija Raduta (który pod wodzą Nawałki rozegrał wcześniej jedynie 30 minut), Macieja Gajosa oraz Łukasza Trałkę. Mecz w Kielcach rozegrało siedmiu piłkarzy, których klub chciał pożegnać (i pożegnał) latem. Nie sposób nie dostrzec w tym chęci udowodnienia przez szkoleniowca, że to w jego gestii powinno być decydowanie o wyglądzie kadry.

Mecz z Koroną przelał czarę goryczy. Poznaniacy byli zdominowani przez rywali, w ciągu 90 minut nie byli w stanie oddać ani jednego celnego strzału. Piłkarze nie walczyli za swojego trenera.

Po tym meczu Adam Nawałka pożegnał się z posadą trenera Lecha Poznań. Wraz z nim odeszli jego współpracownicy. Ich czteromiesięczny okres pracy kosztował władze klubu 1,4 miliona złotych. Jak poinformował sport.pl, 800 tys. zł wynosiły comiesięczne wypłaty, a 600 tys. zł stanowiła odprawa za wcześniejsze zerwanie kontraktu, który miał obowiązywać jeszcze przez 2,5 roku. Jak wyliczyło TVP Sport, za każdy wywalczony punkt Lech Poznań zapłacił sztabowi byłego selekcjonera 87,5 tys. złotych.

Adam Nawałka a wychowankowie

Niektórzy upatrują problem w tym, że Adam Nawałka nie stawiał na młodych piłkarzy. Jak wyglądała sytuacja takich zawodników za jego kadencji?

Trener dał zadebiutować Filipowi Marchwińskiemu i Hubertowi Sobolowi, jednak pierwszy rozegrał łącznie 21 minut w dwóch meczach, a drugi wszedł jedynie na sam koniec starcia z Wisłą Kraków (1:0). Zdecydowanie dłużej grało trzech innych wychowanków. Tymoteusz Klupś rozegrał 7 meczów, z czego w większości wchodził z ławki. W sumie na boisku spędził 258 minut. Kamil Jóźwiak w ośmiu występach uzbierał 483 minuty, a Robert Gumny rozegrał siedem pełnych spotkań. Zarządu nie satysfakcjonowały takie liczby.

31 marca 2019 r.

Szumnie zapowiadany jakościowy skok szkoleniowy i marketingowy spalił na panewce. 31 marca 2019 r. władze Lecha podjęły decyzję o zwolnieniu Adama Nawałki. Kibice podkreślają, że podczas pobytu byłego selekcjonera w „Kolejorzu” nie sprawdziło się nic. Żaden piłkarz nie wzniósł się na wyżyny swoich możliwości, schematy nie zostały wypracowane, a zespół nie walczył za trenera. Stracił klub i stracił sam Nawałka.

Po doświadczeniach z Adamem Nawałką władze Lecha Poznań postawiły na pracę u podstaw. Rozwiązały kontrakt z wieloma zawodnikami, pozostawiając jednocześnie na stanowisku trenera Dariusza Żurawia, który powierzoną misję kontynuuje do dziś.

Sport.RIRM/Mateusz Rzepecki

drukuj