fot. IHF

MŚ 2017. Młodzi „Gladiatorzy” z Pucharem Prezydenta

Reprezentacja polskich piłkarzy ręcznych wygrała ostatni mecz na francuskim mundialu. Młodzi szczypiorniści po trudnym boju pokonali Argentynę 24:22 (13:13). Biorąc pod uwagę fakt, że zawodnicy Tałanta Dujszebajewa przez blisko 10 minut nie potrafili zdobyć gola, zwycięstwo młodej drużyny na zakończenie turnieju jest sukcesem. 


Po dwóch wygranych meczach – z Japonią i Tunezją – dla drużyny Tałanta Dujszebajewa przyszedł czas na ostatnie starcie tego mundialu. Przeciwnikiem była Argentyna, która swoje występy na mistrzostwach świata trzykrotnie kończyła na 18. miejscu. Dziś miało być inaczej. Zawodnicy z Ameryki Południowej chcieli zmazać plamę po nieudanej rundzie grupowej.

Rozpoczęli Albicelestes, jednak dobrze spisywał się Adam Malcher, który obronił pierwsze dwa rzuty. W odpowiedzi bramkę ze skrzydła przy swoim nazwisku mógł zapisać Arkadiusz Moryto. Malcher bronił jak w transie, ale sytuacji w ataku nie wykorzystywali jego koledzy. Strata Przemysława Krajewskiego poskutkowała kontrą, rzutem karnym i pewnym wyrównaniem Federico Fernandeza (1:1). Chwilę później Moryto znów popisał się trafieniem z prawej flanki.

Argentyńczycy rozkręcali się bardzo powoli, jednak – kiedy już „poczuli” parkiet – zaczęli tango z naszymi szczypiornistami (3:3). W 14. minucie podopieczni Eduardo Gallardo wyszli na jednobramkowe prowadzenie. Polacy grając w międzyczasie z jednym zawodnikiem więcej, zmarnowali rzut karny (śrubując rekord nieskutecznych prób z linii siódmego metra w całym turnieju) oraz dwukrotnie stracili piłkę w ataku. Młodzi „Gladiatorzy” – mimo niepowodzeń – skracali dystans i na bramki rywali odpowiadali celnymi rzutami. W 15. minucie za sprawą atomowego rzutu Tomasza Gębali na tablicy wyników pojawił się remis (5:5).

Kolejne fragmenty meczu to bardzo wyrównana gra obu zespołów. Co ważne, nasi zawodnicy za każdym razem odpowiadali na trafienia rywali. Pięć minut przed końcową syreną dwa gole zaliczył Rafał Przybylski (12:10). Zawodnik występujący na co dzień w Azotach Puławy przy stanie 12:11 zgubił piłkę w ataku i z mozolnie budowanej przewagi nie zostało nic. Pierwsza połowa zakończyła się remisem 13:13.

Początek drugiej części spotkania był dla nas zupełnie nieudany. Polacy gubili się w ataku i zanotowali fatalny, blisko 10-minutowy czas, w którym nie zdobyli ani jednego gola. Na nasze szczęście Argentyńczycy byli równie nieskuteczni. Dopiero w 37. minucie bramkę dającego prowadzenie Albicelestes dał Sebastian Simonet. Chwilę później wyrównał Krzysztof Łyżwa. Dla zawodnika Ostrovii Ostrów Wielopolski była to piąta bramka na mundialu. Później było już niestety tylko gorzej. Na cztery nasze trafienia (w ciągu 18 minut) Argentyńczycy odpowiedzieli  dziewięcioma (17:22).

Wielu zapewne straciło już nadzieję. Nic bardziej mylnego. Na 11 minut przed końcem regulaminowego czasu gry Polacy ruszyli do ataku (18:22). Selekcjoner reprezentacji dokonał roszady w bramce i w zamian za doświadczonego Adama Malchera, między słupkami stanął młodziutki, bo 22-letni Mateusz Kornecki. Zawodnik Górnika Zabrze dograł ten mecz do końca i… ani razu nie skapitulował. W ataku cuda wyprawiali Przemysław Krajewski i Michał Daszek (21:22).

W 54. minucie nasi zawodnicy zagrali znakomitą taktycznie akcję. Rafał Przybylski został sprowadzony do parteru przez Pablo Fenandeza, irański arbiter podyktował rzut karny i zaprosił Argentyńczyka na ławkę kar. Na linii siódmego metra stanął sam poszkodowany i doprowadził do remisu.

Postawa Albicelestes pozostawiała bardzo dużo do życzenia. Ich próby były przewidywalne, a gdy już wychodzili na czystą pozycję mur nie do przejścia stanowił Kornecki.

W 56. minucie prowadzenie Polakom zapewnił Michał Daszek. Biało-czerwoni przez długie lata przyzwyczaili nas do komplikowania sobie życia. W 58. minucie popełniliśmy faul w ataku, a na dwie minuty wymuszonego odpoczynku powędrował Przybylski. Z takiego obrotu spraw nic nie robił sobie jednak Kornecki, który zablokował rzut Federico Pizarro i podał szybko piłkę do kontry. Polacy rozplanowali spokojnie tę akcję i zagrali do skrzydła, gdzie skutecznie zakończył ją Krajewski, ustalając wynik na 24:22.

Polacy po horrorze zapewnili sobie triumf w Pucharze Prezydenta. Apetyty były zdecydowanie większe. Młoda drużyna musi się jednak jeszcze wiele nauczyć, aby wygrywać z najlepszymi.

* * *

Polska – Argentyna 24:22 (13:13)

Polska: Mateusz Kornecki, Adam Malcher – Przemysław Krajewski 6, Rafał Przybylski 4(1), Marek Daćko 3, Tomasz Gębala 3, Arkadiusz Moryto 3, Michał Daszek 2, Krzysztof Łyżwa 1, Paweł Paczkowski 1, Piotr Chrapkowski 1, Mateusz Jachlewski, Patryk Walczak
Karne: 1/2
Kary: 8 minut

Argentyna: Matias Schulz – Federico Fernandez 8(6), Federico Vieyra 4, Pablo Simonet 4, Sebastian Simonet 3, Federico Pizarro 1, Lucas Moscariello 1, Pablo Portela 1, Leonardo Querin, Juan Pablo Fernandez, Gonzalo Carou, Adrian Portela, Pablo Vainstein
Karne: 6/7
Kary: 8 minut

Sport.RIRM

drukuj