fot. PAP/EPA

Madrycki deser

Już czas.. Który z hiszpańskich gigantów, z którego jeden od lat walczy o „Por La Decime” i pragnie, by powtórzył się „efekt Zizou”, a drugi, by na stale dobić do hiszpańskiej ( można tym samym śmiało powiedzieć, że światowej ) czołówki i udowodnić, że w tej elicie bynajmniej nie jest chłopcem do podawania piłek, sięgnie po puchar Ligi Mistrzów? Odpowiedź poznamy już dziś wieczorem!

Jeszcze kilka godzin zostało do najbardziej wyczekiwanego meczu w tym sezonie.. Można tylko powiedzieć, że atmosfera nie jest gorąca jedynie z racji pogody (przecież finał w słonecznej Lizbonie), ale całej atmosfery, wyjątkowej nawet jak na spotkanie rozstrzygające tytuł tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Gratka dla całej rzeszy fanów ligi hiszpańskiej, chciałoby się powiedzieć.. madryckiej, bo tam na pewno tytuł zostanie i można powiedzieć, że bardzo dobrze..  Niewyłącznie dlatego, że spełnił typ wielu, jeżeli chodzi o ten finał, ale również, z powodu klasy jaką oba stołeczne kluby pokazywały w ciągu całego, zwieńczonego spektakularnym spotkaniem sezonu.

Dlaczego Real ? Jestem skłonny rzec, że chyba trudniej byłoby policzyć liście, które spadły z madryckiego drzewa w tym sezonie bo… tych które są, nikt nie miałby ochoty rachować. Zespół Carlo Ancelottiego przechodził inne trasy ku lizbońskiej potyczce niż sąsiedzi, nawet uległ Colchoneros na początku sezonu O:1, (a więc u siebie !), ale jak to do znudzenia powtarzał Włoch: „równowaga i kontrola” nie wykształcają się od tak. Posługując się dalej alegorią drzewa, wielkie – z tej racji może i potrzebujące więcej czasu, by uleczyć często nie dostrzeżone nawet rany – i bogate w żywicę drzewo musi się skupić na najpoważniejszych zadrach. A i takie istniały po odejściu Jose Mourinho, który, może i zdobył z Galacticos tytuł, ale nie wyciągnął z tego zespołu tego co powinien.. A co pokazał, bezlitośnie zresztą Robert Lewandowski w ubiegłorocznym półfinale. Ale wisienka na torcie, przeszczep, który mimo sceptycyzmu wielu się bardzo dobrze przyjął, czyli transfer Garetha Bale’a nie tylko dał nową jakość Realowi, ale stanowi jeden z głównych konarów – BBC, czyli tercet Waliczyka, a także Karima Benzemy i oczywiście Cristiano Ronaldo, który świetnie z byłym zawodnikiem Tottenhamu, współpracuje. Także Francuz na przyjściu Bale’a skorzystał, i w LM i w La Liga znowu dał o sobie znać jego snajperski nos, choć znowu wielu spisywało go już na straty.. i rychły transfer. Jeżeli mówimy o konarach, to nie wolno zapominać o pniu, a i ten jest równie imponujący – oprócz Ikera Casillasa, Pepe czy Sergio Ramosa, mamy także Diego Lopeza (nowy trener utrzymał stary podział obowiązków obu bramkarzy) jak i młodego Raphael Varane, Casemiro czy Jese, który niestety jest kontuzjowany. Z kontuzją, jak z cieniem ciągle zmaga się Sami Khedira, ale tutaj w odwodzie jest młodziutki Asier Illarramendi. Szkoleniowiec Realu zapowiada jednak, że bardzo możliwy jest występ Niemca, co potwierdza wczorajszy, normalnie przepracowany trening, w którym uczestniczył także Pepe i Benzema (obaj zmagali się z lekkimi urazami). W przypadku absencji tego ostatniego, RM zagra najwyżej bez nominalnej „9”, co wcale nie obniża ich potencjału.

Nie wypada powiedzieć mniej o przeciwnikach, równie imponujących formą, która jakby się przypatrzeć ostatnim sezonom, nie wzięła się znikąd. Jak już zostało wspomniane, iż wielkie drzewa potrzebują czasu, tak w przypadku graczy z Vincente Calderon, ten monument zaliczył konsekwentnie wykorzystywany wzrost już kilka lat wstecz. Dlatego to oni, są zupełnie spodziewaną sensacja tego edycji, może nawet większą (?) od BVB, choć tak wiele różnić między nimi a Niemcami nie ma. W obu przypadkach odeszły największe gwiazdy : w AM Radamel Falcao, a szeregi BVB „zdradził” po pamiętnym dramacie z Malagą Mario Goetze. Ale z drugiej strony, w obu przypadkach zachował się mocny trzon, pień zespołu, wzmocniony nieco w przypadku Madrytczyków  – Diego z Wolfsburga, a Dortmundczykach (nieco na większą skalę) Henrichem Mchitarjanem czy Sokratisem. Jedno na pewno Atletico od Borussii odróżnia – to oni, a nie Westfalczycy są w finale tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. To oni są mistrzami na krajowym podwórku, czego jak wszystkim wiadomo żółto-czarnym się nie udało z kretesem.. Choć oba zespoły (naprawdę miedzy oboma teamami widać co raz więcej podobieństw) mają charyzmatycznych przywódców to Diego Simeone zdaje się być tym, który w większym stopniu niezwykłość zaakcentował. Trener i były piłkarz (występował na boisku jeszcze z niektórymi, obecnie swoimi zawodnikami), który stara się pokazywać to samo na ławce trenerskiej co na murawie – nieustępliwość, konsekwencję, ambicję, którą wykopywał zdawałoby się już straconą piłkę przeciwnikowi sprzed nóg – tym właśnie zasłynęli gracze Cholo pod jego batutą. Przecież nie wzięli się znikąd – dwukrotnie w sezonie 2009/10 i 2011/12 zwyciężyli Ligę Europejską, najpierw odprawiając Fulham, i zamykając usta wszystkim spekulantom zwyciężając z Interem w Superpucharze, a następnie odbierając nadzieje Baskom z Bilbao.. I tutaj nasuwa się myśl – Ci piłkarze mają doświadczenie w hiszpańskich finałach.. Bo któż mógłby zakwestionować umiejętności młodziutkiego reprezentanta Belgii -Thibauta Courtoisa, Koke, o którego stają w kolejce europejskie marki, czy Diego Costy, o którym mówi się, że jest numerem jeden na liście Mou w Chelsea ? Ale to nie tylko gracze stanowią o rażącej sile, która zmiotła Barcelonę, jak atomowy strzał Diego w siatę w poprzednich spotkaniach tych drużyn – to przede wszystkim właśnie zespół.

Jedno jest pewne, oprócz pozostania tytułu w stolicy Hiszpanii – mecz nie będzie bez emocji. Bez wielkich jak sława obu zespołów i rzesze fanów pod lizbońskim Stadionem Światła, emocji. A wygra ten, który będzie lepszy jako zespół – cenna uwaga Diego Simeone. Bon Apetit !

Finał Ligi Mistrzów

Estadio da Luz, Lizbona

Real Madryt – Atletico Madryt (godzina 20.45)

Przewidywane składy:

Real: Casillas – Carvajal, Varane, Ramos, Coentrao – Modrić, Illarramendi, Di Maria – Ronaldo, Benzema, Bale

 

Atletico: Courtois – Filipe Luis, Godin, Miranda, Juanfran – Koke, Tiago, Gabi, Turan – Diego Costa, Villa

Sędzia: Bjoern Kuipers (Holandia)

Najlepsi strzelcy Ligi Mistrzów 2013-2014

 

16 – Cristiano Ronaldo (Real Madryt)

10 – Zlatan Ibrahimović (Paris Saint-Germain)

8 – Diego Costa (Atletico Madryt)

8 – Lionel Messi (Barcelona)

6 – Sergio Aguero (Manchester City)

6 – Robert Lewandowski (Borussia Dortmund)

Dziesięć ostatnich finałów Ligi Mistrzów

 

Sezon 2003-2004

 

AS Monaco – FC Porto 0:3

Carlos Alberto 39’ Deco 71’ Alejniczew 75’

Sezon 2004-2005

AC Milan – Liverpool 3:3 po dogrywce (3:0, 3:3), karne 2:3

Maldini 1’ Crespo 39’ 44’ – Gerrard 54’ Smicer 56’ Alonso 60’

Sezon 2005-2006

 

FC Barceolna – Arsenal Londyn 2:1

Eto’o 76’ Belletti 81’ – Campbell 37’

Sezon 2006-2007

 

AC Milan – Liverpool 2:1

Inzaghi 45’ 82’ – Kuyt 89’

Sezon 2007-2008

 

Manchester United – Chelsea Londyn 1:1 po dogrywce (1:1, 1:1), karne6:5

Ronaldo 26’ – Lampard 45’

 

Sezon 2008-2009

 

FC Barcelona – Manchester United 2:0

Eto’o 10’ Messi 70’

Sezon 2009-2010

 

Inter Mediolan – Bayern Monachium 2:0

Milito 35’ 70’

Sezon 2010-2011

 

FC Barcelona – Manchester United 3:1

Pedro 27’ Messi 54’ Villa 69’ – Rooney 34’

Sezon 2011-2012

 

Bayern Monachium – Chelsea Londyn 1:1 po dogrywce (0:0, 1:1), karne 3:4

Mueller 83 – Drogba 88’

Sezon 2012-2013

 

Bayern Monachium – Borussia Dortmund 2:1

Mandżukić 60’ Robben 89’ – Gundogan 68’ (k.)

Sport/RIRM

drukuj