fot. PAP/Leszek Szymański

Liga Mistrzów. M. Radović: Powiedzieć, że zagraliśmy słabo, to za mało

Mamy problem – nie chcę krytykować obrońców, bo dotyczy to całej drużyny – z grą defensywną. To wina nas wszystkich, zostawiamy rywalom za dużo miejsca, nie asekurujemy – powiedział po meczu ze Spartakiem Trnava kapitan warszawskiej Legii Miroslav Radović.


Mistrzowie Polski już w II rundzie eliminacji poznali gorycz porażki. Na rewanżowe starcie do Trnavy pojadą z dwubramkową stratą. „Wojskowi” nie byli w stanie odpowiedzieć na trafienia Erika Grendela i Jana Vlasko.

– Nic nie działało, od początku do końca graliśmy bez pomysłu. Jak mamy atakować i bronić? Jak mamy wygrać? Powiedzieć, że zagraliśmy słabo, to za mało – mówił po meczu Miroslav Radović.

Jako przyczynę słabej formy warszawskiej drużyny często podaje się ustawienie z trójką obrońców. Do tej pory trener oraz piłkarze dystansowali się od tej tezy. Po meczu ze Spartakiem „Rado” przyznał jednak, że problem gry w obronie istnieje.

– Mamy problem – nie chcę krytykować obrońców, bo dotyczy to całej drużyny – z grą defensywną. To wina nas wszystkich, zostawiamy rywalom za dużo miejsca, nie asekurujemy. System wybiera trener, żeby była jasność. Wyglądamy słabo, kiedy nie mamy piłki, na za wiele pozwalamy i każdy, kto chce, to wykorzystuje naszą słabość. Cork to był zespół na poziomie I ligi. W pozostałych meczach wszystko było fatalne, ale ja wierzę w awans i zwycięstwo na Słowacji – wskazał.

Kapitan Legii podkreślił, że gdy warszawianie grali w Lidze Mistrzów z Realem mieli inną siłę rażenia.

– Nie chce mi się wierzyć, że możemy ich nie wyeliminować. Dla mnie to też będzie gigantyczna porażka. Za dużo jest zmian w Legii w ostatnich latach, dwa sezony temu walczyliśmy w Champions League – kto wtedy grał z przodu? Guilherme, Radović, Prijović, Nikolić, Odjidja-Ofoe, Moulin… O czym tu mówić. Dziś zasłużyliśmy na krytykę i atak ze strony dziennikarzy – powiedział.

Styl, w jakim prezentowali się Legioniści, nie przypadł do gustu fanom warszawskiego klubu. Pod koniec spotkania zniecierpliwieni kibice wygwizdali zawodników.

– Przyszli nas dopingować, a co zobaczyli? Jedną sytuację i strzał Inakiego Astiza po rzucie wolnym. To za mało, chcemy wygrać, a nie stwarzamy okazji i znowu tracimy więcej niż gola. Spartak dobrze się przygotował, a my nie mieliśmy pomysłu, jak i czym go straszyć. Gdyby nie Arek Malarz, wygraliby wyżej – dodał Miroslav Radović.

Rewanżowe spotkanie odbędzie się 31 lipca o godzinie 20.30 w Trnavie. W przypadku awansu Legia zmierzy się najprawdopodobniej z Crveną Zvezdą Belgrad. Jeśli Legioniści odpadną, pozostanie im gra w Lidze Europy.

Sport.RIRM

drukuj