fot. Rafał Oleksiewicz

IO w Paryżu. Grzegorz Hedwig dziesiąty w kategorii C-1 na igrzyskach olimpijskich w Paryżu

To były już trzecie igrzyska Grzegorza Hedwiga. Nasz slalomista, który specjalizuje się w kanadyjce, awansował do finału olimpijskiego wyścigu w C-1, a w najważniejszym wyścigu zajął 10. miejsce, czyli najwyższe w karierze na igrzyskach. „Liczyłem na więcej” – mówi reprezentant Polski.


Zanim Grzegorz Hedwig popłynął w finale, musiał jeszcze w poniedziałek wywalczyć do niego kwalifikację. Do półfinału w kategorii C-1 Polak awansował z ósmym czasem. Zawodnik, który na igrzyskach olimpijskich jest już po raz trzeci, chciał awansować do kolejnego finału, by powalczyć o medale. Wiedział jednak, że nie może popełnić błędów w swoim następnym przejeździe.

Mimo ogromnego doświadczenia, podczas półfinałowego przejazdu Hedwiga zarzuciło przy siódmej bramce, gdzie stracił kilka sekund, a dodatkowo dotknął tyczki. To natomiast skutkowało dopisaniem dwóch sekund do jego wyniku. Choć kolejne przeszkody pokonywał już w dobrym tempie, pod koniec znów pojawiły się błędy. Polak podczas półfinałowego startu trzykrotnie dotknął tyczki i jeśli chciał popłynąć w finale, musiał liczyć na potknięcie rywali.

fot. Rafał Oleksiewicz

Rękę do Polaka wyciągnął Włoch Raffaello Ivaldi. Dwukrotny brązowy medalista mistrzostw świata w C-1 kompletnie pogubił się w swoim przejeździe. Zanotował dopiero 14. czas, co pozwoliło Grzegorzowi Hedwigowi na zajęcie dwunastego miejsca, czyli ostatniego premiowanego awansem do finału.

Pozycja wywalczona w półfinale sprawiła, że Hedwig walkę o medale rozpoczął jako pierwszy z finalistów. Na trzeciej bramce dotknął tyczki, za co doliczono mu dwie sekundy. Sporo problemów miał też przy szesnastej, którą ominął. Naprawił swój błąd, ale kosztowało go to kolejne sekundy spóźnienia. Ostatecznie Polak uplasował się na 10. miejscu. To jego najlepszy wynik na najważniejszej imprezie czterolecia w karierze.

– Jestem finalistą olimpijskim, ale liczyłem na dużo więcej i byłem na to przygotowany. Potwierdził to zresztą półfinał. Męczyłem się na dwóch bramkach, musiałem zawracać, a i tak wykręciłem niezły czas, co potwierdza, że mogłem pojechać naprawdę dużo. Swoje zrobiły też pogoda i przerwa. Krótko mówiąc, „wypompowałem się” i nie byłem w stanie zrobić nic więcej. Byłem napędzony medalem Klaudii Zwolińskiej, bo czekaliśmy 24 lata na taki wynik. Teraz jestem trochę rozczarowany, ale muszę to przeanalizować – mówi na gorąco Grzegorz Hedwig.

Mistrzem olimpijskim został Francuz Nicolas Gestin, a na podium stanęli także Brytyjczyk Adam Burgess oraz Słowak Matej Benus.

fot. Rafał Oleksiewicz

Polski Związek Kajakowy

drukuj