fot. PAP/EPA

FIFA World Cup 2018. Brazylia nabiera rozpędu, klątwa Meksyku nadal trwa

Kolejne 2:0 w przekonującym stylu i Brazylia mogła cieszyć się z awansu do ćwierćfinału. Podopieczni Tite to obok Francji główni faworyci rosyjskiego mundialu. Wydaje się, że Canarinhos po bardzo dobrym meczu z Meksykiem rzeczywiście mają wszelkie podstawy ku temu, by po szesnastu latach przerwy wrócić na piłkarski tron.


Pięciokrotni mistrzowie świata długo nie potrafili przejąć inicjatywy na boisku, ich akcjom brakowało elementu zaskoczenia, a też z niemałym trudem przychodziło im przenoszenie ciężaru gry na połowę rywala. Wraz z gwizdkiem rozpoczynającym drugą połowę drużyna Tite weszła jednak na wyższy, nieosiągalny dla EL Tri, poziom. Dwójkowa akcja Neymara z Willianem i strzał zawodnika Paris Saint-Germain zapoczątkował dominację Canarinhos.

W dalszej fazie meczu tylko strzelecka indolencja piłkarzy z Kraju Kawy i kapitalna postawa Guillermo Ochoy między słupkami sprawiała, że Meksyk wciąż mógł realnie myśleć o doprowadzeniu do dogrywki. W 88. minucie ponownie jednak w roli głównej wystąpił Neymar, którego podanie na gola uderzeniem do pustej bramki z kilku metrów zamienił rezerwowy Roberto Firmino [więcej tutaj].

Chwilę później Brazylijczycy mogli cieszyć się z awansu do ćwierćfinału, dodajmy – w pełni zasłużonego i niepodlegającego żadnej dyskusji. Choć podopieczni Juana Carlosa Osorio mieli swoje momenty, zwłaszcza w pierwszej części spotkania, tak naprawdę nie dysponowali większymi argumentami w starciu z bardziej utytułowanym rywalem. Jak się okazało, to co wystarczyło na aktualnych jeszcze mistrzów świata Niemców, na Canarinhos już nie wystarczyło.

Zawodnicy z Kraju Kawy są powszechnie chwaleni za sposób, w jaki zameldowali się w dalszej fazie turnieju. Przede wszystkim styl zaprezentowany przez zawodników Tite znamionuje wzrastającą z każdym meczem formę.

Bez zarzutu spisuje się w zasadzie cała defensywa – tylko jedna stracona bramka w czterech spotkaniach, i to jeszcze w dość kontrowersyjnych okolicznościach (ze Szwajcarią na 1:1), mówi bardzo wiele. Do ofensywy też właściwie nie ma się o co przyczepiać. Może z wyjątkiem braku skuteczności Gabriela Jesusa, który wciąż nie potrafi zdobyć gola na stadionach w Rosji, reszta wywiązuje się ze swoich zadań bez większych zastrzeżeń.

Teraz jednak przed Brazylijczykami wyzwanie, z jakim jeszcze nie musieli się zmierzyć na tegorocznym mundialu. W ćwierćfinale Canarinhos zagrają z piekielnie mocną Belgią i wydaje się, że to właśnie dopiero bezpośrednia konfrontacja z drużyną z Beneluksu pokaże, na ile tak naprawdę stać zespół prowadzony przez Titę.

Meksyk, choć zostawił po sobie dobre wrażenie, znów pożegnał się z najważniejszą piłkarską imprezą na etapie 1/8 finału. To wydaje się nieprawdopodobne, ale El Tri nieprzerwanie od 1994 roku – po raz siódmy z rzędu – nie potrafią przebrnąć przez pierwszą rundę fazy pucharowej mundialu. Kolejną okazją do przełamania tej klątwy będzie dopiero światowy czempionat w Katarze, za cztery lata…

Sport.RIRM

drukuj