fot. PAP/EPA

FIFA World Cup 2018. Belgowie o pierwszy finał; Francuzi, by utrzeć nosa Henry’emu

„Przedwczesny finał” – takie określenie przed meczem Francji z Belgią wcale nie jest na wyrost. Czerwone Diabły jakość potwierdziły w starciu z Brazylią. Trójkolorowi odprawili odradzających się Argentyńczyków oraz doskonale grający w obronie Urugwaj. Bezpośrednie starcie obu drużyn to pojedynek wschodzącej gwiazdy, jaką jest Kylian Mbappe, z Thierrym Henrym, legendą, na której wskazówki tym razem mogą liczyć Belgowie.


Na papierze większe szanse bukmacherzy przypisują Francji. Belgowie już raz udowodnili jednak, że nie należy ich lekceważyć, czego efektem była wygrana 2:1 nad Brazylią. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc dziś podopieczni Roberto Martineza mogą pokusić o kolejną – tym razem już nieznaczną – ale wciąż niespodziankę.

Od porażki z Portugalią w finale mistrzostw Europy Francuzi trzykrotnie schodzili z boiska z opuszczonymi głowami. W towarzyskich pojedynkach polegli z Hiszpanią (0:2) i Kolumbią (2:3). W meczu eliminacyjnym musieli uznać wyższość Szwecji (1:2). Nie uniknęli jednak kolejnych wpadek z potencjalnie słabszymi rywalami, jak Białoruś (0:0) i Luksemburg (0:0). Belgowie – w odróżnieniu od Trójkolorowych – imponowali równą grą. Tylko raz uderzali głową w mur – w starciu o punkty z Grecją, kiedy przed własną publicznością zremisowali 1:1.

Smaku dzisiejszej rywalizacji nadaje nowa rola, jaką w reprezentacji Belgii pełni legenda Francji – Thierry Henry. Od początku mundialu nie ma konferencji prasowej Czerwonych Diabłów, na której zabrakłoby pytania o byłego napastnika Arsenalu Londyn. Choć w sztabie pełni rolę jedynie trzeciego trenera, to zrobił już wystarczająco dużo, by pomóc swoim podopiecznym. Czepią z niego wszyscy, nie tylko z doświadczenia, jakie wyciągnął z dwóch finałów mistrzostw świata, ale też z jakości, jaką prezentował na szpicy. Najwięcej czasu Francuz poświęca Romelu Lukaku. Spotykali się nie tylko przy okazji zgrupowań drużyny narodowej, ale także w Anglii.

W wywiadzie udzielonym dziennikowi „L’Equipe” Olivier Giroud powiedział rzecz oczywistą: „wolałbym, żeby swoich rad udzielał mi i moim kolegom z drużyny francuskiej”. Pracy dla Henry’ego we francuskim futbolu nigdy jednak nie było. Pozostawał na obczyźnie. Znalazł wspólny język z Roberto Martinezem i jego piłkarzami, których z Belgią łączą barwy, ale nie miejsce zamieszkania. Reprezentanci tego kraju już jako młodzi piłkarze szukali szczęścia w ligach zagranicznych, głównie w Premier League, dlatego komunikują się ze sobą w języku angielskim.

Belgia jest do tego stopnia podzielona, że ostrych słów – pod adresem swoich rodaków – nie szczędził nawet Romelu Lukaku. Kiedy strzelał bramki, był uważany za Belga, gdy pudłował mówiono o nim jako o Belgu pochodzenia kongijskiego – przyznał to sam napastnik w trakcie jednej z rozmów.

To pierwszy wielki turniej, na którym Czerwone Diabły radzą sobie z ogromnymi oczekiwaniami. Piłkarską jakość potwierdzają jednak także Francuzi. Odkryciem tego mundialu jest Kylian Mbappe. Snajper PSG od dawna był uważany za ogromny talent. W Rosji nie ma kompleksów – już w trakcie swojej pierwszej przygody z wielką imprezą rangi mistrzowskiej. To on zagwarantował Trójkolorowym wygraną nad Argentyną. To jego sztuczki działały na nerwy Urugwajczykom, których próbował drażnić w ostatnich minutach ćwierćfinałowego widowiska. Już teraz jest porównywany z legendarnym Pele. Czy słusznie? Dziś ujrzymy odpowiedź.

We Francji – podobnie jak u Belgów – także nie brakuje imigrantów. W kadrze narodowej stanowią ponad 78 proc. To przykłady życia, gdzie futbol na najwyższym poziomie był wybawieniem wobec biedy w domu rodzinnym. Choć nie jest to historia Mbappe, to np. N’Golo Kante. Wychowany w blokach pod Paryżem pomocnik Chelsea Londyn miał ósemkę rodzeństwa. To taki dom, jak Lukaku, gdzie także liczył się każdy grosz.

Czerwone Diabły już na pewno wyrównały rekord, jeśli chodzi o starty kadry na mistrzostwach świata. W 1986 roku drużyna narodowa zajęła IV miejsce. Teraz nie może już wypaść gorzej. Francuzi w najlepszej czwórce byli pięć razy; z czego dwukrotnie w finale. W 1998 zdobyli mistrzostwo, w 2006 przegrali z Włochami. Co ciekawe, brąz w Meksyku (1986) wywalczyli właśnie kosztem Belgów.

Roberto Martinez przed dzisiejszym meczem ma jeden problem: musi znaleźć zastępstwo dla Thomasa Meuniera. Pod jego nieobecność szansę od szkoleniowca powinien otrzymać Thomas Vermaelen. W takim ustawieniu rolę wahadłowych będą pełnić Nacer Chadli i Jan Vertonghen. Francja też może mieć poważny problem, bo wciąż nie wiadomo, czy w składzie znajdzie się Samuel Umtiti. Obrońca Barcelony narzekał na uraz kolana.

Początek widowiska o godz. 20.00.

Sport.RIRM

drukuj