fot. PAP/Tytus Żmijwski

E. Swoboda: To pierwszy start, po którym nie płaczę. Wcześniej nie było tego, czego chciałam

„Finał w Belgradzie, medal mistrzostw Europy w Bydgoszczy i finał mistrzostw świata w Londynie” – takie cele w tym sezonie wytyczyła przed sobą rekordzistka świata juniorek na 60 m Ewa Swoboda. Polka z wynikiem 7,21 sek. zajęła czwarte miejsce na lekkoatletycznym mityngu Copernicus Cup w Toruniu.


Sz. Kozupa: W tym roku nie biegałaś jeszcze tak szybko, jak przed rokiem. Granica 7,07 jeszcze nie osiągnięta. Dzisiejszy strat chyba jednak obiecujący, bo to najlepszy Twój bieg w tym sezonie.

E. Swoboda: Jestem jeszcze w mocnym treningu, dlatego moje nogi nie są jeszcze takie, jakie chciałabym, żeby były. Mam nadzieję, że z każdego startu będzie wyciągane coraz więcej, będzie coraz szybciej, po prostu się poprawię i będzie 7,07.

Czyli już jest lepiej od tego, czego się spodziewałaś?

Tak, jest lepiej. Tutaj jest pierwszy start, po którym nie płaczę, bo po każdym starcie teraz płakałam. Wcześniej nie było tego, czego chciałam, a teraz jest super, naprawdę jest super.

Mocny trening, ociężałość – to jest przyczyna tych słabszych rezultatów?

Smutno mi było, że biegam 7,30. Biegałam 7,30 za czasów pierwszego roku juniora starszego, a jestem już przecież młodzieżówką.

O ten sezon młodzieżowy też Cię zapytam, bo celów jest kilka. W ubiegłym roku celowałaś w półfinał igrzysk olimpijskich. Jakie cele wyznaczyłaś sobie w tym roku, nie tylko wśród seniorów, ale także wśród młodzieżówki? W tym roku przecież mistrzostwa Europy U-23 w Bydgoszczy.

Finał w Belgradzie, medal mistrzostw Europy w Bydgoszczy i finał mistrzostw świata w Londynie. To są chyba największe cele + schudnąć jeszcze trzy kilo.

Czyli w Bydgoszczy jest realna szansa na kolejny krążek?

Chciałabym, bo jest dużo dziewczyn, silnych dziewczyn. Trzeba będzie trenować i walczyć.

Na czym się teraz koncentrujesz Ewa? Na tym, żeby każdy kolejny start był poprawieniem tego wyniku 7,21? Czy może myśli uciekają już dość mocno do tych wielkich imprez?

Chciałabym, żeby ze startu na start było coraz lepiej. Nie wiem, czy dojdę do 7,07, ale naprawdę bardzo bym chciała. Przede mną jeszcze trzy starty, więc jakbym się poprawiała o 0,10 sek. to byłoby fajnie, ale to jest niemożliwe. Fajnie byłoby jakby kolejny start był na przykład 7,16. Potem 7,10, a na mistrzostwach Europy celuję, żeby było już jak najszybciej.

Plany na najbliższe tygodnie?

Trenować, odpoczywać i jeszcze raz odpoczywać.

Wielu sportowców ogranicza w tym sezonie halowym swoje występy na przykład do czterech mocnych biegów. Ty też takie wyliczenia prowadzisz czy raczej w każdym idziesz na maksa?

Myślę, że każdy bieg powinien być lepszy od poprzedniego, bo każdy bieg czegoś nas uczy. Przyzwyczajam się do tych 60 m, przyzwyczajam się do tego wszystkiego, dlatego powinnam biegać coraz szybciej. Nie ma mowy, że sobie odpuszczę jeden start, bo coś tam. Po prostu trzeba mocniej.

Polska publiczność poniosła Cię dzisiaj?

Tak, kocham biegać w Polsce, kocham polską publiczność najbardziej w Toruniu, ale także na Pedrosie, teraz Orlenie. Mam nadzieję, że w tym roku również tam dopisze wielka liczba ludzi.

Ale ta bieżnia i ta hala jest chyba dla Ciebie szczęśliwa? W ubiegłym roku właśnie tutaj 7,07. W tym roku jest to przełamanie, że w końcu przestajesz płakać.

No właśnie, jest przełamanie, już nie płaczę. Co mogę powiedzieć? Bardzo dobrze mi się tutaj biega. Mam nowe kolce, więc może również dlatego troszkę szybciej dzisiaj.

Dziękuję za rozmowę.

Sport.RIRM

drukuj