Australian Open. Radwańska znów odpada za wcześnie

Amerykanka Venus Williams (18. ranking WTA) zaskoczyła naszą jedyną singielkę na kortach w Melbourne Agnieszkę Radwańską (6.) pokonując ją 6:3, 2:6, 6:1.


Wynik spotkania przedstawia się jak sinusoida. I w gruncie rzeczy tak było. Po pewnych i szybkich zwycięstwach Polki we wcześniejszych meczach eksperci oraz sama zainteresowana podkreślali, że jest bardzo pewna siebie. Do tego doszło niedawne zwycięstwo nad Sereną Williams w Pucharze Hopmana. Do meczu ze starszą z sióstr, Agnieszka w Melbourne, straciła zaledwie osiem gemów. Dlaczego więc fantastyczna forma i pewność siebie, która podobno miała wzrosnąć wraz z dołączeniem do teamu Polki legendarnej Martiny Navratilovej nie miała ujścia w meczu z dobrą tenisistką, ale mającą już swoje najlepsze lata za sobą Venus Williams? Odpowiedź jest prosta, a zarazem nielogiczna.

Pierwszy set – Atak rozwścieczonej lwicy

Tennis Australia Open 2015Początek spotkania zapowiadał długą walkę o każdego gema. Williams biła piłki z taką siłą, jakby miała kredyt we frankach szwajcarskich, niemiłosiernie katując Polkę kolejnymi forehandami. Mina Martiny Navratilovej nie wróżyła nic dobrego. Krakowiance brakowało polotu. Nawet nie była zdenerwowana tym, że jej nie wychodzi. Grała tak, jakby pogodziła się z przyśpieszonym wylotem z Australii. A może to słynna Venus była dziś poza umiejętnościami Agi? Amerykanka przodowała w piłkach wygranych, ale co za tym idzie miała na koncie więcej niewymuszonych błędów. Półfinalistka AO 2014 grała rzetelnie, ale zbyt mało emocjonalnie. Wyglądała jak ospała uczestniczka wesela Wyspiańskiego. Venus często schodziła do siatki (myląc się kilka razy kuriozalnie), ale zdobywając kolejne, cenne punkty. Serwis również należał w tym secie do siostry Sereny. Szczególnie drugi stał na wysokiej, 90-procentowej skuteczności. Rywalka krakowianki wypracowała aż 10 break pointów, wykorzystując tylko 2 z nich. Nie można jednak odmówić naszej rodaczce woli walki. Przy swoim podaniu rozgrywała bardzo zacięte gemy, w których podobnie jak Jerzemu Janowiczowi brakowało postawienia kropki nad i. Przed meczem eksperci podkreślali fakt, że Williams lubi wcześnie kończyć wymiany. Porównywano jej grę do śpieszenia się na ostatni pociąg. Trzeba dodać, że wygrała w tym roku w Auckland – turniej przygotowawczy do Australian Open. Agnieszkę przedstawiano jako zupełne przeciwieństwo rywalki. Długie, spokojne wymiany, które kończy pięknymi dla oka, technicznymi zagraniami. Te zagrania niestety dziś prawie nie funkcjonowały. Po raz kolejny byliśmy świadkami „pięknej” porażki Radwańskiej. Set skończył się dwoma przełamaniami Amerykanki i wynikiem 6:3.

Druga partia – Karta się odwraca…

Choć statystyki obu pań nie wprowadzały w stan osłupienia, to Radwańska wyraźnie poprawiła swoją grę. Tym razem to starsza z tenisistek wyrzucała proste piłki. Aga wykorzystywała jej błędy bez znieczulenia. Fantastyczny pierwszy serwis (83 procent) i niezły return w połączeniu z kilkoma piłkami „pod publiczkę” podcięły skrzydła starszej rywalce, którą dopingowała obecna w loży trenerskiej siostra – Serena. Polka wykorzystując dwa break pointy wygrała seta do dwóch. Teraz wszystko miało się zmienić. Wydawało się, że forma Agnieszki w tym meczu wzrasta z każdą, pewnie wygraną piłką. Niestety, to były miłe złego początki.

Trzeci set – …nie na długo

Tennis Australia Open 2015Pojedynek miał zacząć się od nowa. Radwańska przed otwarciem trzeciej partii zeszła na chwilę z kortu. Wracając szła pewnie, trzymając w głowę w górze, jakby chciała zakomunikować, że ten mecz jest jej. Venus była skupiona. Nie szachowała zachowaniem. Spokojnie (jak się później okazało z zimną krwią) czekała na rywalkę siedząc na ławeczce, popijając wodę. Dobra passa Polki trwała nadal. Od razu przełamała Williams. Wyszła na prowadzenie i… straciła swoje podanie. To był kluczowy moment spotkania i zarazem dalszych losów tenisistki nr 6. na świecie. Poczuła się zbyt pewnie. A na korcie powtórzyła się sytuacja z pierwszej partii. 38. rakieta świata poczuła krew. Grała jak w transie. Radwańska gasła z gema na gem… Wszystko co najlepsze w tenisie naszej rodaczki znów przestało „działać”. Agnieszka posłała m.in.: tylko 3 piłki wygrywające (aż 6 niewymuszonych błędów), wygrała dwa razy (!) mniej piłek od zwyciężczyni. Siatka – to słowo na, które Polka od dziś będzie reagować odruchami towarzyszącymi zjedzeniu czegoś nieświeżego. Dziś również siatka była jej rywalką. Venus wygrała przy niej (w trzecim secie, przypominam kluczowym) aż 7 piłek, Polka… żadnej. Do tego zdobyła aż 14 punktów po uderzeniach Agi. To nie mogło się dobrze skończyć.

Giorgi = Radwańska

Tennis Australia Open 2015W tym momencie nachodzi pewna refleksja co do analogii pomiędzy dzisiejszym pojedynkiem, a meczem Williams z Włoszką Camilą Giorgi. Podobnie, Venus wygrała pierwszego seta, by później „doszczętnie” przegrać kolejnego i w końcówce reaktywować się na zwycięstwo w całym spotkaniu. Dlaczego tak się stało? Przecież jeśli tenisistka grając dobry tenis wygrywa partię powinna (chcę) wygrać również następną i zakończyć mecz. Ale w przypadku Amerykanki było nieco inaczej. Pisałem już o tym, że w pierwszym secie Polka dostawała na swoją część kortu szybkie, silnie uderzane piłki. Tak można grać, ale do czasu. Jasne było, że Venus się zmęczy (drugi set był tego odzwierciedleniem). Nawet zaryzykowałbym tu twierdzenie, że rywalka Agnieszki z premedytacją „przeczekała” go by nabrać sił i zadać ostateczny cios w kluczowym momencie. Usprawiedliwieniem dla Radwańskiej jest fakt, że ciężko gra się urozmaicony tenis przeciwko Serenie czy Venus. Może pewność siebie po niedawnym zwycięstwie nad tą pierwszą była aż tak złudna, że przyczyniła się do lekkiego zlekceważenia rywalki? Może Polka nie miała planu B? Nie wiedziała jak odpowiedzieć na typowy (dla mężczyzn) siłowy tenis? Demony tego stylu gry znów powróciły. Wydawało się, że Agnieszka jest na dobrej drodze do powtórzenia wyczynu z przed roku (półfinał), a może nawet dotarcia o szczebel wyżej. Tak się jednak nie stało.

Niedosyt

Tennis Australian Open 2015Trudno coś powiedzieć w momencie, kiedy wszystko układało się po myśli naszej zawodniczki. Rok temu po fenomenalnym zwycięstwie w środę nad Wiktorią Azarenką, na drugi dzień czekała ją konfrontacja z Dominiką Cibulkovą (późniejszą finalistką). Wtedy zawiodło przygotowanie fizyczne, bo Radwańska po prostu snuła się po korcie. Co teraz okaże się przyczyną porażki? Współpraca z Martiną Navratilovą miała (miejmy nadzieję, że jeszcze będzie) iść w dobrą stronę. Zatrudnienie takiego mentora jest zazwyczaj spowodowane nie złą grą zawodnika/zawodniczki, ale nieumiejętnością wygrywania kluczowych piłek, finałów czy wielkich szlemów. Moim zdaniem kogoś takiego brakuje Jerzemu Janowiczowi, który ewidentnie przegrał z Feliciano Lopezem, nie dlatego, że był gorszy, ale parafrazując mistrza Rogera Federera: „nie wygrywał tych piłek, które powinien”. Jak na razie oczekiwania wobec trio Radwańska – Navratilova – Wiktorowski są bardzo duże. Pierwszy skalp jakim miał być Australian Open właśnie przestał istnieć. Cóż, pozostaje nam tylko czekać na kolejne występy Agnieszki Radwańskiej i liczyć na to, że Navratilova okaże się tak samo wybitną mentorką, jaką była mistrzynią na korcie.

Sport.RIRM

drukuj