fot. Katarzyna Cegielska

W telewizyjnym hipermarkecie

W jakim otoczeniu działać będzie Telewizja Trwam na multipleksie?

Pojawienie się Telewizji Trwam we wszystkich polskich domach, za sprawą wejścia na pierwszy multipleks naziemnej telewizji cyfrowej, to nie tylko wydarzenie ze świata technologii. To przede wszystkim zasadnicza zmiana w całym hipermarkecie treści docierających z mediów do świadomości Polaków. Dotychczas bowiem mieliśmy do dyspozycji coś na kształt sklepu o wielkiej powierzchni, z tysiącami kolorowych towarów: zabawkami, batonikami, makaronem, butami, dezodorantami i piwem. Wszystko, czego można chcieć, aż do zawrotu głowy. Tylko co z tego, gdy w całym tym ogromnym sklepie nie było dotąd ani chleba, ani soli. Chleba prawdziwych wiadomości i soli modlitwy.

Widzowie, zagubieni w labiryncie hipermarketowych alejek, atakowani promocjami, nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że zamiast niezdrowych chipsów można będzie znaleźć zdrowe pieczywo i potrzebną sól na skromnej półeczce, która się nagle tu pojawiła. Oferta się zmienia, jest jeden nowy regał z dobrym produktem. Tylko ilu go zauważy i zmieni swe zakupowe przyzwyczajenia? Do tej pory żyli bez chleba i soli. I jakoś było.

Warto zatem zastanowić się, w jakim otoczeniu działać będzie telewizja katolicka, z kim i czym będzie musiała konkurować. Zdobywanie widzów jest dla telewizji społeczno-religijnej czymś całkowicie innym niż dla telewizji komercyjnej. Także czymś innym niż dla TVP, która upodobniła się nie do poznania do stacji nastawionych wyłącznie na zysk. W przypadku Telewizji Trwam każdy pozyskany odbiorca to odbiorca pozyskany dla prawdy i całkowicie innego, zgodnego z nauczaniem Jana Pawła II, rozumienia roli środków społecznego przekazu. Jest o co walczyć.

Trzy obszary konkurencji stanowią wyzwanie dla Fundacji Lux Veritatis: własność mediów, charakter całego programu i bitwa o widza dla najważniejszych programów w porze największej oglądalności.

Wśród wielkich właścicieli

Rynek telewizyjny w naszym kraju ma charakter oligopolu, czyli władzy kilku wielkich koncernów. Telewizje naziemne to najważniejszy składnik owych medialnych gigantów. Na rynku tym, zabetonowanym w latach dziewięćdziesiątych, a utrwalonym w cyfryzacji, pojawiły się jednak ostatnio ciekawe nowe rysy. Można spodziewać się zmian, które są szansą dla telewizji katolickiej.

Pod względem właścicielskim stacje telewizyjne obecne na multipleksach bezpłatnych można podzielić na kilka grup. Najsilniejsza wśród właścicieli prywatnych jest grupa Polsatu, 5 stacji: TV Polsat, TV Polsat Sport News, TV4, TV6 oraz – z mniejszościowym udziałem – ATM Rozrywka. Druga pod względem siły jest TVN z 3 kanałami: TVN, TVN7 i poprzez zakupione udziały w spółce STAVKA – TTV. Na równorzędnym trzecim miejscu, za sprawą wyjątkowo łaskawych decyzji KRRiT w procesie cyfryzacji, znalazł się koncern ZPR Zbigniewa Benbenka z trzema nowymi programami: muzycznymi Polo TV, Eska TV oraz edukacyjnym Fokus TV, który ruszy w kwietniu. Dwa kanały należą do TV Puls. Jeden – do szeroko rozumianego środowiska koncernu Agora, wydawcy „Gazety Wyborczej”, który będzie miał wpływ na filmowy kanał Stopklatka. Ta ostatnia propozycja również pojawi się dopiero w kwietniu. Całości obrazu dopełnia TVP, która ma cały multipleks trzeci, gdzie chce zmieścić osiem programów: TVP1, TVP2, TVP Info, TVP Regionalną, TVP Kultura, TVP Historia, TVP Polonia i TVP Rozrywka. Telewizja publiczna dostała też koncesję na multipleksie pierwszym z programem dla dzieci o nazwie TVP ABC.

Z całego tego towarzystwa bezpiecznie może patrzeć w przyszłość koncern Polsat. Oprócz pięciu kanałów bezpłatnych posiada on jeszcze cały kodowany multipleks czwarty, gdzie może umieścić kolejnych osiem programów, multipleks kupiony wraz ze spółką, która uzyskała prawa do telewizji mobilnej. Niepewna przyszłość rysuje się przed ITI, czyli TVN, która obciążona długiem, sprzedawszy francusko-globalnemu koncernowi Vivendi swą platformę telewizji satelitarnej, zmierza ku stopniowemu uzależnieniu od zagranicznego właściciela. Kruszą się kolejne filary ITI: zbyte zostało Multikino i Legia Warszawa. W dużo lepszych nastrojach jest właściciel ZPR, Zbigniew Benbenek. Jego telewizyjne stacje muzyczne zyskują widzów, a pewności siebie dodaje mu posiadanie tabloidu „Super Express”, sieci radiowej Eska, czasopism i portali internetowych z grupy Murator oraz dużej części rynku hazardowego. Wzrost liczby widzów odnotowały po cyfryzacji oba kanały TV Puls, ale w tym przypadku mamy do czynienia z brakiem bezpiecznej osłony ze strony innych mediów w rękach tego samego właściciela. Inaczej z Agorą: tu nowa TV filmowa to zaledwie ułamek w stanie posiadania tego multimedialnego koncernu. Na rynku mediów, poza Polsatem i ZPR, trwa więc zamieszanie i panuje niepewność jutra. To zamieszanie i ta niepewność sprawiają, że oferta Fundacji Lux Veritatis, oparta na społeczności katolickiej, niekomercyjnej, może okazać się wbrew pozorom ostoją stabilności i pewności.

Jedyna taka telewizja

Na multipleksach cyfrowych, wśród 24 kanałów telewizyjnych, mamy do czynienia z pozornie dużą różnorodnością programową. Oferta ta jednak, po bliższym przyjrzeniu się, okazuje się dość jednolita i monotonna. Zwłaszcza pod względem promowanych idei. Króluje tania, dość prymitywna rozrywka. Mamy dwie telewizje muzyczne: Eska TV i Polo TV, prezentowane w nich piosenki to mieszanina disco polo i najłatwiejszych propozycji muzyki pop, a na ekranie często epatuje się seksem, brzydotą i scenami alkoholowych imprez. Powtórki kabaretów mieszają się z powtórkami komediowych seriali typu „Świat według Kiepskich” i przewijają się przez ATM Rozrywka i TVP Rozrywka. TV Puls próbuje zyskać widzów dla prostackiej oferty w stylu „Goło i wesoło”. Wieczorem ściga się z TTV, która oferuje chętnie pseudodokumentalne rozważania na temat perwersji, jak „Kulisy pornobiznesu”. Telenowele ścigają się z telenowelami: wciąż te same tytuły, ci sami aktorzy, te same schematy, ci sami scenarzyści i producenci. To telewizja najtańszym kosztem: coś w rodzaju ciucholandu: towar na wagę, zużyty i nie pierwszej czystości.

Oczywiście, są i kanały z założenia przeznaczone do celów bardziej wzniosłych: TVP Historia i TVP Kultura. Tylko że ta pierwsza z powodu całkowitego braku funduszy zmuszona jest niemal wyłącznie do powtórek. Nie ma pieniędzy na nowe, atrakcyjnie zrobione, odkłamujące historię seriale dokumentalne, które mogłyby być naszym świetnym towarem eksportowym. Ta druga, TVP Kultura, stała się ideologiczną tubą środowiska lewicowo-liberalnego, więc nie ma mowy o tym, by promowała wartości konserwatywne i chrześcijańskie. Nie animuje życia kulturalnego w naszym kraju, tylko promuje to, co korzystne dla stworzenia nowej świadomości społeczeństwa nad Wisłą. Pod tym względem można zaryzykować twierdzenie, że TVP Kultura idzie ramię w ramię z Polo TV.

Trudno wyobrazić sobie, by przesiąknięte komercją i prorządową propagandą, a przez to upodobnione do siebie do granic możliwości uniwersalne kanały TVP, Polsat i TVN utrzymały dotychczasową widownię. Publiczność odchodzi od największych stacji. Ich udział w oglądalności spada systematycznie. Zmienia się sposób oglądania telewizji, przyszłość należy do kanałów tematycznych. Tak więc zarówno wyraźna „inność” ideowa, jak i „inność” tematyczna to niewątpliwe atuty Telewizji Trwam. Nie bez znaczenia jest też swoiste poczucie bezpieczeństwa związane z odbiorem treści katolickiej telewizji. Nie od dzisiaj mamy do czynienia z oszukiwaniem widzów przez telewizje komercyjne i popularyzowaniem treści demoralizujących dzieci, a niesmacznych lub bulwersujących dla wielu dorosłych, z oznaczeniem „od lat 12”.

Pojedynek o zmierzchu

W świecie telewizyjnym zasadnicze starcie pomiędzy nadawcami rozgrywa się codziennie w porze największej oglądalności. To tak zwany „prime time” decyduje o największych zyskach reklamowych, ale i o największym wpływie na opinię publiczną. Dlatego na liście najchętniej oglądanych programów, ze stałą widownią 3-4 mln, znajdują się najczęściej programy informacyjne typu Wiadomości TVP1 o 19.30 lub Fakty TVN. Podobnie rzecz się ma z hitami serialowymi, jak „Ranczo” czy „M jak miłość”, osiągającymi widownię 6-7 mln, ale tylko wtedy, gdy nadawane są około godziny 20.00-21.00. Stąd bierze się też nieproporcjonalna do treści oglądalność publicystyki Tomasza Lisa – umiejscowionej specjalnie tuż po ulubionym serialu Polaków. Zwróćmy uwagę, że na liście najpopularniejszych programów sporządzanej przez AGB Nielsen pojawiają się, co oczywiste, transmisje wielkich wydarzeń sportowych, zwłaszcza skoków narciarskich i meczów piłki nożnej, ale w pierwszej dwudziestce zazwyczaj brak już hitów filmu kinowego. Telewizje pojedynkują się o zmierzchu raczej na programy rozrywkowe typu „Taniec z gwiazdami”.

W tej konkurencji o wieczornego widza niewątpliwym atutem Telewizji Trwam jest program „Informacje dnia”. Już pierwsze porównanie jego dobrej jakości z programami rozrywkowo-propagandowymi, które udają programy informacyjne, nadawanymi przez największe stacje, jest dla wielu odbiorców szokiem. W promocji programu informacyjnego telewizji katolickiej pomóc może internet – każdy może sobie sprawdzić, jakie fakty, jak przedstawione, a pominięte w „zaprzyjaźnionych” z rządzącą partią mediach zostały zaprezentowane w Telewizji Trwam. Wieczorny widz, a wtedy zasiadają przed telewizorami rzeczywiście miliony, będzie miał też okazję, choćby przypadkowo, natrafić na programy publicystyczne, takie jak „Polski punkt widzenia” lub „Rozmowy niedokończone”. Może też, a to w tym wszystkim najważniejsze, ziści się pragnienie Prymasa Tysiąclecia i Jana Pawła II, by godzina Apelu Jasnogórskiego była czasem codziennej jedności polskich katolików. A transmisja z Jasnej Góry i poprzedzający ją Różaniec jest przecież zasadniczym elementem wieczornej „ramówki” Telewizji Trwam.

Zwycięstwo Telewizji Trwam w walce o zmianę świata mediów rozegra się więc przede wszystkim w porze największej oglądalności. To czas, gdy prawda może dotrzeć do największej liczby naszych rodaków. Ale do pozyskania ich potrzebne jest coś, co nazywa się fachowo autopromocją. To zachęcanie jak największej liczby widzów do oglądania własnych programów. Tylko że inni, komercyjni, mogą liczyć na billboardy, reklamę w wysokonakładowych gazetach, wsparcie z pieniędzy publicznych. A telewizja katolicka może liczyć na autopromocję katolików wśród katolików. Tylko tyle i aż tyle.

Barbara Bubula

Autorka jest posłem na Sejm RP, w latach 2007-2010 była członkiem KRRiT desygnowanym przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

drukuj