fot. M. Borawski

Uratował mi życie

Z Rwandy ks. Henryka Hosera doskonale zapamiętał prof. Witold Kieżun, teoretyk zarządzania, który w latach 90. pracował w Rwandzie i innych krajach afrykańskich jako ekspert ONZ.

– Księdza Henryka Hosera poznałem w 1992 r. jako szefa misji Księży Pallotynów w tym kraju. Byłem zachwycony organizacją całego zespołu. Był tam wspaniały szpital, który ks. Hoser osobiście prowadził, oraz drukarnia, jedyna w całym kraju. Oprócz tego zbudował kościół, kaplicę, prowadził systematyczne szkolenia. Ta misja była wzorem ładu, porządku i jednocześnie oddziaływania nie tylko ewangelicznego, ale i kulturalnego. Stawiałem ją jako przykład w swoich wykładach dla kadry kierowniczej – wspomina prof. Kieżun. Jak mówi, ks. Hoserowi jako lekarzowi zawdzięcza życie. – Zapadłem na ciężką chorobę. Miejscowi lekarze stwierdzili, że nie ma dla mnie ratunku. Byli bezsilni. Uratował mnie ks. Hoser – dodaje. Nazywa go ukochanym misjonarzem Kościoła afrykańskiego. – Podczas pracy ks. Hosera w Kigali przyjeżdżały do niego zespoły kapłanów z całej Afryki. Był dla nich wielkim autorytetem – wspomina.

Profesor Kieżun jest zbulwersowany oskarżeniami wobec ks. abp. Hosera, jakoby nie interweniował wobec ludobójstwa w Rwandzie. – To zupełna bzdura! – mówi. Podkreśla, że w najgorszym okresie mordowania mieszkających w Rwandzie członków plemienia Tutsi przez rządzące plemię Hutu ks. Hosera w Rwandzie nie było. – Trzeba też zdawać sobie sprawę, jak wyglądała sytuacja. Księży wraz z wiernymi mordowano w czasie Mszy Świętych. Nawet żołnierze („błękitne hełmy”) ONZ byli porywani i mordowani. Mówienie o tym, że była jakakolwiek możliwość powstrzymania przez księży bandytów Hutu mordujących Tutsi, wynika z zupełnego niezrozumienia tego, co tam się działo. Był to żądny krwi olbrzymi, bezlitosny tłum, który co dzień rano uzbrojony w maczety wyruszał, żeby mordować swoich sąsiadów. Z mojego projektu ONZ z 56 pracujących w nim tubylców ocalało tylko dwóch, reszta została zamordowana. Nasz projekt został zamknięty, a my zostaliśmy ewakuowani. Nasi misjonarze pallotyni zamknięci w drukarni, otoczeni przez wrogi, krwawy tłum Hutu zostali cudem uratowani przez przybyłą zbrojną ratunkową ekipę francusko-belgijską i demonstracyjnie powitani na brukselskim lotnisku przez królową belgijską – opowiada prof. Kieżun.

Do ich kolejnego spotkania doszło w Paryżu, gdzie ks. Hoser prowadził centrum dyskusyjne. Profesor Kieżun kilkakrotnie wygłaszał swoje prelekcje w tym ośrodku.

– To wielka radość dla mnie i dla mojej żony, że mieliśmy szczęście poznać tak wspaniałego człowieka, o takich horyzontach intelektualnych, olbrzymiej znajomości świata, o takich zdolnościach i poświęceniu dla innych – podsumowuje. Do dziś utrzymują stały, bardzo bliski kontakt.

Bogusław Rąpała

drukuj