Myśląc Ojczyzna

Audio MP3
Pobierz

Szczęść Boże!

Wiem, że mamy już dość tematu Trybunału Konstytucyjnego, który postępowaniem swojego, szczęśliwie kończącego już kadencję, prezesa osiągnął dramatycznie niską aprobatę społeczną tylko 40-stu procent. Jednak dzisiaj, na chwilę wrócę jeszcze do sprawy Trybunału, by przedstawić genezę, powody czy okoliczności powstania w ogóle tej instytucji, jaką jest trybunał konstytucyjny w Europie. A pisze o tym w swojej pracy profesor Andrzej Dziadzio z Uniwersytetu Jagiellońskiego w artykule „Trybunał Konstytucyjny jako (nie)obiektywny strażnik konstytucji”

Otóż, w II połowie XIX wieku, w 1867 roku, liberałowie niemieccy, reprezentujący w Cesarstwie Austro-Węgierskim sfery mieszczańskie i przemysłowe, uchwalili dla Austro-Węgier konstytucję grudniową, która stworzyła z Cesarstwa Austrio-Węgierskiego pierwsze w Europie tzw. liberalne państwo prawa. Po 10 latach rządów niemieccy liberałowie w Austrii zeszli jednak ze sceny politycznej, a władza, czyli rządy przeszły w ręce „żelaznego pierścienia prawicy”, złożonego z szerokiej koalicji ugrupowań konserwatywnych z krajów koronnych monarchii, w której Polacy z polskiej Galicji znajdującej się pod zaborem austriackim, odgrywali czołową rolę. Przegrani niemieccy liberałowie nazywali tę koalicję pogardliwie „słowiańsko-feudalno-klerykalną większością parlamentarną”, i pod każdym względem jej nienawidzili. Nowa, znienawidzona przez liberałów większość parlamentarna zaczęła realizować politykę korzystną dla ochrony interesów nieniemieckich grup narodowościowych, tworzących parlamentarną większość. Złość i bezsilność liberałów, którzy przegrali wybory, były bardzo duże. Wtedy to, przyszedł im z pomocą znany profesor prawa państwowego – Georg Jellinek, który stworzył koncepcję trybunału konstytucyjnego i opracował ją w broszurce „Trybunał konstytucyjny dla Austrii”.

Trybunał ten obmyślany jako instancja mająca hamować, czy też blokować, realizację przez parlament austriacki interesów jego większości. Trybunał miał bowiem badać zgodność z konstytucją działalność większościowego parlamentu. Georg Jellinek chciał wesprzeć przegranych w wyborach liberałów w ich politycznej walce z prawicową większością parlamentarną. Trybunał był swoistym kołem ratunkowym dla liberalnej mniejszości. Czy nie przypomina to bardzo roli, jaką też dziś pełni w Polsce Trybunał Konstytucyjny dla opozycji? Georg Jellinek miał jednak wówczas świadomość ustrojowego i politycznego nadużycia, gdyż wymyślając trybunał konstytucyjny pytał: „kto będzie pilnował samych strażników”, czyli sędziów trybunału konstytucyjnego? Ustawy parlamentu miały być kontrolowane przez  organ, który nie miał legitymacji suwerena, nie pochodził z wyborów. I to jest główną wadą instytucji takich jak na trybunał konstytucyjny.

Ta antydemokratyczna intencja utworzenia w Europie instytucji pod nazwą trybunał konstytucyjny sprawdza się już od 130 lat, ubierana w kolejnych dziesięcioleciach we wzniosłe hasła o obronie prawa. Tyle, że  z czasem trybunał konstytucyjny, a przynajmniej w Polsce, wyrodził się w organ z uzurpacją własnej, całkowitej, ustrojowej niezależności i z aspiracjami do bycia najważniejszą instytucją i władzą w państwie, której ma być podporządkowana władza ustawodawcza i wykonawcza. Polski Trybunał Konstytucyjny uzurpuje sobie nie tylko prawo do decydowania co jest w ogóle prawem, a co nie jest w Polsce prawem, ale też lekceważy prawo stanowione przez Sejm i ustami swego, jeszcze urzędującego, prezesa mówi, że ustaw w Sejmie, które regulują działalność Trybunału, on „nie widzi”. Tu cytuję, ponieważ on ich nie szanuje, nie bierze pod uwagę, lekceważy.

Trybunał sam dla siebie napisał projekt ustawy, dotyczący Trybunału, forsował ten projekt w Sejmie, a gdy władza prawodawcza wybrana w nowych wyborach dokonała zmian tej ustawy, prezes TK A. Rzepliński ogłosił w trybach samowolnie uznanych, że „nie widzi” tych ustaw. Trybunał Konstytucyjny i jego prezes wypowiedzieli otwartą wojnę nowym władzom- Sejmowi i rządowi, krytykując je i ośmieszając oraz donosząc na nie do zagranicznych ośrodków i obcych państw, oczekując objęcia Polski, tj. swojego własnego państwa, surowymi sankcjami. Trybunał Konstytucyjny robi to wszystko dla obrony interesów, przegranych w demokratycznych wyborach, mniejszości politycznych, w interesie opozycji. Trybunał Konstytucyjny pełni więc nadal dokładnie taką samą rolę, jaką przypisano trybunałowi tworząc go 130 lat temu.

Trybunał Konstytucyjny utworzono w Polsce w 1988 roku, gdy dyktator gen. Jaruzelski, widząc, że zbliża się koniec władzy politycznej polskich komunistów, powołał właśnie Trybunał Konstytucyjny z sędziami o bardzo, bardzo długich kadencjach – 9-cioletnich kadencjach, które miały w zamyśle, jak się spodziewano, przetrwać rządy i czteroletnie kadencje parlamentów prawicowych. Gdy się przyjrzy bliżej działalności polskiego Trybunału Konstytucyjnego, to obok orzeczeń o znaczeniu czysto prawnym, wydawał on w interesie postkomunistów i beneficjentów III RP również czysto polityczne orzeczenia, które na lata blokowały i zablokowały polskie przemiany. Np. TK obalił ustawę lustracyjną, uniemożliwił pociągnięcie do odpowiedzialności sędziów Stanu Wojennego, zablokował ograniczenie ekspansji zagranicznych, wielkopowierzchniowych obiektów handlowych w Polsce, które zniszczyły odbudowujący się polski handel. Dzisiaj, Trybunał Konstytucyjny broni mniejszości politycznej, która przegrała w wyborach, walcząc wespół z opozycją o obalenie nowych, demokratycznych władz.

W mojej osobistej ocenie w systemie demokratycznym, jeśli uznajemy nadrzędność suwerena, którym jest Naród, nie ma miejsca na konkurującego z Narodem innego podmiotu, tj. kasty sędziów, w tym trybunalskich, którzy uzurpują sobie władztwo nadrzędne w państwie, prawo do ostatniego słowa, co do obowiązywania, lub nie, ustaw ustanowionych przez wybrany w wyborach Parlament. Prawnicy winni pozostać przy swych doradczych i opiniodawczych funkcjach, doradzać Parlamentowi, a nie go obalać, zastępować czy uchylać jego decyzje. Albo bowiem, rządy obywatelskie – czyli demokracja, albo rządy wąskich elit prawniczych, pogardzających motłochem, jak to nazywają nas obecnie niektórzy polscy żałośni celebryci, od fikania na scenie i zapijania się w restauracjach.

Ja wybieram z dwojga możliwości – zwierzchnictwo Narodu w państwie, czyli demokrację – rządy większości.

Szczęść Boże!

drukuj