Myśląc Ojczyzna – prof. Mirosław Piotrowski

Audio MP3

Pobierz

Duch europejski

Niemcy i kilka innych krajów europejskich należących do strefy Schengen chcą przedłużyć kontrole na wewnętrznych granicach Unii Europejskiej. Na to muszą uzyskać zgodę Komisji Europejskiej. Według przepisów, Komisja może wyrazić zgodę na przywrócenie kontroli przez okres sześciu miesięcy. Co ważne, decyzja taka może być wydana maksymalnie trzykrotnie, a Niemcy wystąpiły o nią już po raz czwarty. Podobnego przedłużenia domagają się Francja, Dania, Szwecja i Norwegia.

Z formalnego punktu widzenia powinny mieć duży problem. Jednakże gdy występują z prośbą kraje takie jak Niemcy, przychylność Komisji jest gwarantowana. Nagle staje się ona niezwykle elastyczna. Odpowiedzialny za sprawy migracji komisarz Dimitris Avramopoulos stwierdził „z zadowoleniem przyjąłem dziś do wiadomości, że wszystkie kraje, które powiadomiły (Komisję), że chcą przedłużyć kontrole (graniczne) poza termin 12-ego listopada, potwierdziły, że robią to mając na względzie ducha europejskiego”. Rozumiem, że jest to ten sam duch, którego nie tak dawno były przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz chciał w Unii Europejskiej wprowadzać siłą.

Okazuje się, że najważniejszy jest więc duch – duch europejski. Niemcy kontrolują granicę z Austrią. Właściwie przedłużają jej kontrolę do maja przyszłego roku w związku z groźbą zamachów terrorystycznych. Boją się przybywających z tego kierunku imigrantów. A przecież do tej pory utrzymywali, że nie ma związku pomiędzy terrorystycznymi atakami, a otwarciem granicy przez kanclerz Angelę Merkel. Jeśli fakty przeczyły tej politycznie poprawnej tezie, to po prostu ukrywano fakty. Podobnie jak informacje o napastowaniu kobiet pamiętnej nocy sylwestrowej w Kolonii. A tu proszę, minister spraw zagranicznych Niemiec Thomas de Maiziere twierdzi jednak, że wprowadza kontrole na wewnętrznych granicach Schengen „ze względu na utrzymującą się na masowym poziomie imigrację” i jako powód podaje „zagrożenie terrorystyczne”. Gdy polski szef MSW Mariusz Błaszczak mówił wcześniej to samo, czyli wiązał imigrację z zagrożeniem terrorystycznym, to całe zastępy szczerych Europejczyków go wyśmiewały.

Gdzie są teraz? A Niemcy to nie jedyny kraj, który ugodził w uważaną za jedną z największych zdobyczy unijnego zjednoczenia swobodę przepływu osób, czyli brak kontroli na wewnętrznych granicach krajów strefy Schengen. W Niemczech stan ten trwa już od września 2015 roku, czyli ponad dwa lata i jeszcze potrwa. Jak długo? „To zależy od rozwoju sytuacji” odpowiadają sofistycznie niemieckie władze. Szef niemieckiego MSZ-u mówi o „dalekiej drodze”, a ta pełna jest wybojów i niewolna od konfliktów. System przymusowych relokacji nie zadziałał. Skłócił tylko państwa członkowskie. Imigranci chcą do Niemiec i ewentualnie krajów skandynawskich.

Ot taka Austria, z której do Niemiec tylko w tym roku, przez pierwsze osiem miesięcy przybyło blisko dwanaście tysięcy nielegalnych imigrantów. Kraj ten, według austriackich źródeł, w tym roku przyjął – uwaga -tylko piętnastu uchodźców. Ostatnio poważne problemy ma także Szwecja, w której „zgubiło się” gdzieś dwanaście tysięcy imigrantów. Władze szwedzkie mówią, że „jakby zapadli się pod ziemię”. Nie ma ich. Rozpoczęto gorączkowe poszukiwania, gdyż w grupie tej znajdują się podejrzani o przestępstwa, czyli potencjalni terroryści. Przykładem może być imigrant poszukiwany od zeszłego roku w Szwecji. W kwietniu tego roku dokonał zamachu w Sztokholmie i dopiero potem został ujęty. Takie zaginione osoby mogą znajdować się w Szwecji, ale równie dobrze w Danii, Niemczech, Francji, bądź innym kraju członkowskim Unii.

Realne zagrożenie sprawia, że kraje te utrzymują kontrole na granicach. Z założenia jest to środek tymczasowy, ale jak wskazują polskie władze „z tych wyjątków tworzy się regułę”, co może doprowadzić do destrukcji całego systemu. U jego podłoża legła błędna decyzja Niemiec o wpuszczeniu imigrantów. Podobnie jak kolejne przedłużenia kontroli granicznych w strefie Schengen, miała ona wątpliwe podstawy prawne, a według ekspertów Bundestagu była ona bezprawna. Wówczas to powoływano się także na europejskiego ducha. Czy kiedykolwiek doczekamy się więc jego zdefiniowania i wpisania do oficjalnych unijnych dokumentów?

prof. Mirosław Piotrowski

drukuj